"Wiatr zmian" - Zofia Mąkosa - patronat medialny


 

(...) Przyzwyczajamy się do miejsc i nie lubimy zmian. Im jesteśmy starsi, tym boimy się ich bardziej. Dlatego, jeśli chce się coś w życiu zmienić, najlepiej to robić za młodu, zanim za bardzo się przyzwyczaimy do starego. 

Trzy kobiety, trzy życiowe drogi, jedno marzenie o szczęśliwej przyszłości…

Trzciel, rok 1925. Nastoletnia Nela, rozdarta między poczuciem obowiązku wobec ojca a pragnieniem poznania świata, nie umie znaleźć sobie miejsca w zmieniającej się rzeczywistości. Jej rodzinne miasto przestaje być przyjazne – niechęć Niemców do Polaków przeradza się w otwartą nienawiść.
Weronika po śmierci teścia zarządza dużym gospodarstwem i dźwiga ciężar obowiązków ponad siły. Na każdym kroku doświadcza wrogości niemieckich krewnych. Na szczęście Fred czuje się coraz lepiej i choć nadal nie mówi, okazuje żonie wiele czułości i przywiązania. 
Mieszkająca w Poznaniu Joanna, by zagłuszyć tęsknotę za Stanisławem, coraz więcej czasu poświęca pracy dla polskiego wywiadu. Na atrakcyjną, lecz cnotliwą wdowę czyha wiele niebezpieczeństw, w tym pewien uwodziciel – miłośnik motocykli i piłki nożnej. 
Bohaterki, pochłonięte codziennymi sprawami, nie zauważają, jak niewiele brakuje, by świat wokół nich zapłonął. Wkrótce będą zmuszone stawić czoło problemom, jakich dotąd nie znały.

 

Zmiany. Nieuchronne, czasem nagłe, niekiedy niechciane. Potrafią zburzyć to, co znane i uporządkowane, przynosząc niepokój. Bywają jednak i takie, które wzbogacają codzienność, otwierając przed nami nowe możliwości. Najczęściej boimy się ich nie dlatego, że są złe, lecz dlatego, że są nieznane. A nieznane rodzi lęk przed tym, co może odmienić naszą rzeczywistość na zawsze. Zwłaszcza gdy wiatr zmian wieje prosto w oczy, niosąc to, czego najbardziej chcielibyśmy uniknąć… 
W trzecim tomie serii Zofia Mąkosa przenosi nas do lat dwudziestych XX wieku. Do czasów, kiedy poczucie bezpieczeństwa zdawało się złudne, a dawne podziały są wciąż żywe. Nie sposób nie wyczuć wyraźnego napięcia między Polakami i Niemcami, które mimowolnie przenika do zwyczajnego życia. To właśnie w codzienność bohaterów ponownie wkraczają wielka historia, polityczne niesnaski, podziały i wzajemne pretensje, co sprawia, że wydźwięk snutej przez autorkę historii staje się nieoczekiwanie bardzo aktualny. Autorka kreśli opowieść, która bardzo mocno akcentuje perspektywę nadchodzących zmian, które niczym burza z oddali zdają się wybrzmiewać w wypowiadanych słowach, nawet tych rzuconych mimochodem. Istotne dla tamtego okresu wydarzenia wkraczają niejako pod strzechy, sprawiając, że poczucie niepokoju jest mocno wyczuwalne podczas lektury. 
Zofia Mąkosa oddaje jednak stery kobietom. Nie tylko poznajemy ich dalsze losy, ale obserwujemy, jak stają niejako „pomiędzy”. Pomiędzy obowiązkiem a pragnieniem, strachem a potrzebą udowodnienia innym, że zdołają udźwignąć ciężar codzienności, jaki został nań zrzucony. Postaci wykreowane przez autorkę są niezwykle inspirujące, silne, a nade wszystko zdają się wykraczać poza utarte ramy, podążając niełatwą drogą. I to pomimo faktu, iż żyją w świecie pełnym ograniczeń i cudzych oczekiwań. Ich decyzje bywają trudne, czasem bolesne, ale zawsze wynikają z autentycznych emocji. To właśnie ta prawda wypływająca z ich doświadczeń sprawia, że czytelnik czuje się z nimi związany i przeżywa każde ich potknięcie, ciesząc się jednocześnie z małych sukcesów. 
Fabuła nowej książka Zofii Mąkosy osnuta jest wokół zmian. A te zdają się mieć wieloraki wydźwięk. Takich, które nieuchronnie nadciągają, wplecionych w autentyczne wydarzenia historyczne, które, choć dzieją się gdzieś obok, bardzo mocno rezonują w codzienności bohaterów. A jednak autorka nie zapomina także o tych zmianach, które dokonują się w ludzkich sercach. I mam wrażenie, że pomimo wiernie oddanego tła historycznego, to właśnie one wywołują w czytelniku największe emocje, refleksję, a także szczyptę nostalgii za tym, co utracone, błędami, zarówno tymi, które dokonują bohaterowie przymuszeni do podjęcia decyzji, jak i tymi wynikającymi z ich braku doświadczenia czy dojrzałości. Chociaż konfrontacja z niełatwą rzeczywistością czasami bywa bolesna, to jednak to właśnie te zmiany najbardziej kształtują wykreowane przez Zofię Mąkosę postaci, a fakt, iż kreśli ich sylwetki z taką wrażliwością i zrozumieniem dla odmienności ról, jakie przyszło im pełnić w ówczesnym świecie, sprawia, iż tytułowy wiatr zmian może być zapowiedzią zarówno nowych możliwości, jak i niepewności. Bohaterowie znów stają zatem „pomiędzy”, muszą bowiem zdecydować, czy pozwolą mu się porwać, czy będą szli mu naprzeciw…

Podsumowując:


Zofia Mąkosa ponownie mnie zachwyciła! Nie tylko fabułą, która jak zawsze staje się przyczynkiem do refleksji, ale również stylem, który, jak to u autorki bywa, jest niezwykle obrazowy, barwny, a literackie kadry, które wyszły spod jej ręki, ożywają w naszej wyobraźni. Zwłaszcza spektakl jednego człowieka, latarnika, który staje się niezwykle symboliczny. Pisarka pozwala wybrzmieć emocjom, nie uciekając jednocześnie od trudnych realiów, pozwala zgłębić je i spojrzeć na ówczesne czasy z innej - ludzkiej perspektywy. Bo choć wielka historia zdaje się dąć w karty książki, które przewracają się pod naporem nieuniknionych zmian, które wywołują niepokój, to wciąż na pierwszym miejscu jest człowiek. To piękna, mądra i pełna emocji powieść, która zachwyci zwłaszcza tych z was, którzy w literaturze szukają wyjątkowej głębi i uniwersalnych prawd. Niezmiennie polecam!
 
Książkę można zamówić tutaj: KLIK

 
[wpis sponsorowany przez wydawnictwo Książnica]
 

Komentarze

instagram

Copyright © NIEnaczytana