stycznia 24, 2021

"Nigdy nie zapomnę" - Ewa Bauer [PRZEDPREMIEROWO] patronat medialny NIEnaczytana

 "Nigdy nie zapomnę" - Ewa Bauer [PRZEDPREMIEROWO] patronat medialny NIEnaczytana

 

Nikt z nas nie wie, co jest mu pisane [...]".

Kolejny finał, na który czekałam, i którego równie mocno chciałam i nie chciałam poznać. Po prostu nie lubię pożegnań z ulubionymi seriami...

Dalsze losy rodziny Neubinerów. Johann wiedzie spokojne życie razem z braćmi i ojcem, pomaga we młynie, ale jego prawdziwą pasją są rośliny. Kiedy tylko może, wymyka się na łąki, gdzie zbiera zioła, suszy je i uczy się ich właściwości. Choć ma dopiero siedemnaście lat, jest przekonany, że właśnie takie życie jest mu pisane. Pewnego dnia zostaje wezwany do dworu hrabiny Korteckiej, która proponuje, żeby się zajął jej ogrodem. Zafascynowany tym pomysłem chłopak godzi się bez namysłu. Jeszcze nie wie, że w rzeczywistości hrabina ma wobec niego zupełnie inne plany i że awanturnicze przygody w końcu zaprowadzą go aż do Ameryki. 

Czekałam z niecierpliwością na kolejny tom sagi "Tułacze życie" Ewy Bauer. To jest tego typu seria, która pozwala czytelnikowi rozsmakować się w klimacie epoki, który autorka bardzo dobrze oddała poprzez dopracowanie każdego, nawet najmniejszego szczegółu.
W ostatnim tomie cyklu poznajemy losy Johanna Neubinera. Chłopak, dosyć nietypowo jak na ówczesne czasy, interesuje się roślinami i uprawą ogrodu. To zamiłowanie doprowadza go na dwór Korteckich i daje początek swoistego rodzaju zniewoleniu młodego chłopaka. Ulegając szantażom hrabiny, staje się zależny od jej rodziny, a także zmuszony do podróży, której wcale nie miał w planach. Tłem dla wydarzeń w tej części jest osiemnastowieczny Nowy Jork, choć autorka nie pominęła w książce polskich wątków historycznych z okresu Rzeczpospolitej Obojga Narodów. To właśnie sytuacja w kraju staje się bowiem determinantem podjętych przez bohaterów decyzji.
Ewa Bauer ponownie skupiła się na losach członków, znanej z poprzednich części, rodziny. Tym razem nie poświeciła uwagi tyle zwyczajom i obrzędom, o ile rozterkom młodego, dojrzewającego chłopaka. Jego historia pokazuje, dosyć dosadnie, różnice między klasami społecznymi, które dyskwalifikują w walce o swoje prawa i ideały. Choć, jako czytelnicy, zdajemy sobie sprawę z ograniczeń, jakie wynikają z pochodzenia chłopaka, to podczas lektury trzymamy mimowolnie za niego kciuki. Mamy nadzieję, że uda mu się wyrwać z przymusowego układu i odnaleźć swoje miejsce na ziemi. Wydaje się bowiem, że śladem innych członków rodziny Neubinerów, i jego czeka tułacze życie... 
Przyznaję, że autorka zaskoczyła mnie pewnym zwrotem akcji, który pojawia się pod koniec powieści. Z jednak strony było to dosyć niespodziewane, choć delikatne symptomy uważny czytelnik zdoła dostrzec wcześniej, a z drugiej bardzo przypadło do gustu mojej romantycznej duszy. :) 
W ostatnim tomie Ewa Bauer próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy można uciec przed przeznaczeniem oraz odciąć się od korzeni, które trzymają nas w określonym miejscu lub, bez względu na to, gdzie rzuci nas los, przyciągają do siebie? Wydaje się, że nie. Bo nawet gdybyśmy próbowali zmienić bieg wydarzeń, to nie będziemy w stanie wykreować naszej rzeczywistości do końca i ostatecznie, gdyż nikt z nas nie wie, co jest mu pisane, co nas czeka za kolejnym, życiowym zakrętem... Jak potoczą się losy bohaterów? Czy uda im się przełamać "Fatum", które pojawia się w ich życiu od samego początku i w przeróżnej postaci? Tego dowiecie się sięgając po "Nigdy nie zapomnę".

Podsumowując:

Myślę, że rzeczą niełatwą jest napisanie dobrej sagi rodzinnej. Musi ona bowiem posiadać idealnie wyważoną proporcję pomiędzy warstwą społeczno-obyczajową a ilością wydarzeń i elementów charakterystycznych dla danej epoki. Uważam, że Ewie Bauer udało się to osiągnąć. Przedstawione przez nią w cyklu "Tułacze życie" ludzie losy wciągają czytelnika w wir wydarzeń, dla których historia stanowi idealne uzupełnienie. Jeśli szukacie sagi, w której będziecie mieli okazję się rozsmakować, jeśli doceniacie drobiazgowość i dokładność autora w wiernym oddaniu realiów oraz klimatu epoki, to ta seria powinna znaleźć się na Waszej czytelniczej liście. Polecam!

 

We współpracy z Wydawnictwem Replika.

https://www.facebook.com/WydawnictwoReplika/

stycznia 19, 2021

"Tu dzieje się magia, czyli moje miejsce do pisania" - EWA BAUER

"Tu dzieje się magia, czyli moje miejsce do pisania" - EWA BAUER

 

Pani ulubione miejsce do pisania to ...?

Uwielbiam pisać na łonie natury, niestety nie zawsze jest to możliwe, a nawet dosyć skomplikowane. Trudno trafić w taką pogodę, podczas której nie jest ani za zimno, ani za gorąco, światło zbytnio nie odbija się od monitora. Gdy tylko uda mi się trafić w idealny moment, z przyjemnością siadam na tarasie i zanurzam się w losy swoich bohaterów. Ale pisanie to nie tylko praca z komputerem, to również praca koncepcyjna, przemyślenia, a to najlepiej mi wychodzi podczas spacerów po lesie. Prawie dwa lata temu przeniosłam się z miasta na wieś i tu wreszcie mam tak bardzo potrzebną mi przestrzeń. Obok domu są hektary łąk i jeziora i to tam często „rozmawiam” ze swoimi bohaterami. 

Podczas pisania „podręczny must have” to … ?


Oczywiście komputer, choć aż się prosi powiedzieć „maszyna do pisania". :) Oprócz tego notatnik, bo jednak jestem tradycjonalistką i pewne rzeczy muszę zapisać na papierze. W ten sposób rozrysowuję drzewa genealogiczne, robię notatki na marginesie, zapisuję pomysły do wykorzystania w dalszej części powieści, cytaty. Lubię mieć pod ręką jakieś przekąski i dużo napojów. Kawa jest dobra, ale tylko na chwilę, dlatego dzbanek kwaśnej lemoniady często mi również towarzyszy.

Na czym najczęściej notuje Pani swoje pomysły dotyczące książek?

Kiedyś były to luźne kartki, które nieraz gdzieś się zawieruszały, dlatego kilka lat temu kupiłam specjalny notes na pomysły. Na okładce był wiele znaczący tytuł Believe in your dreams. :) Długo nosiłam go w torebce. Potem jednak zaczęłam przerzucać te pomysły do plików w komputerze i tam chyba mam ich najwięcej.

Moje natchnienie czerpię z … ?

Życia. Obserwuję, słucham, czytam. Widzę i słyszę rzeczy z którymi się nie godzę. One potem we mnie kiełkują i, gdy pracuję nad fabułą książki, wychodzą na wierzch.

Najczęściej piszę … ?

Najczęściej piszę wtedy, gdy mam taką okazję. Nie mam ulubionej pory dnia, w moim życiu zbyt dużo się dzieje, żebym mogła zaplanować stałą porę. Poza pisaniem pracuję zawodowo, zajmuję się rodziną, domem i ogrodem. Kiedy więc mam wolne staram się wykorzystać ten czas. Zdarza się także, że nie mogę zasnąć, albo budzę się nad ranem i również wtedy biorę się za pisanie. Nie to, żeby środek nocy był moją ulubioną porą do pracy, jednak nie znoszę przewracania się w łóżku z boku na bok w oczekiwaniu na sen, który nie nadchodzi. Lepiej wykorzystać ten czas twórczo.

Proszę opowiedzieć w kilku słowach o swojej nowej książce.


Nigdy nie zapomnę to trzeci tom sagi Tułacze życie. Jak w dwóch poprzednich akcja dzieje się na przełomie XVIII i XIX w. Rodzina Neubinerów, która w ramach Kolonizacji Józefińskiej zasiedla młyn pod Lwowem, składa się z ojca samotnie wychowującego trzech synów. Każdy z tomów tej serii opowiada losy jednego z braci, zaczynając od najmłodszego. Tym razem Czytelnicy poznają Johanna, który jako młody chłopak bez słowa wyjaśnienia opuszcza rodzinę. Tłem dla wydarzeń tym jest osiemnastowieczny Nowy Jork. Jak w poprzednich częściach i tu nie zabraknie wielu emocji.
 
Bardzo dziękuję za rozmowę. 
 
Nową książkę możecie zamawiać tutaj: KLIK

https://www.facebook.com/WydawnictwoReplika/
 
Zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum autorki.
 

stycznia 12, 2021

"Ta sama rzeka" - wywiad z Edytą Świętek

"Ta sama rzeka" - wywiad z Edytą Świętek

 

Zawsze, kiedy na rynku pojawia się nowa powieść, podstawowym pytaniem, jakie chciałabym zadać autorowi to: skąd wziął się pomysł na tę historię?

Dobre pytanie, czasami sama się nad tym zastanawiam, ponieważ niektóre pomysły pojawiają się dosłownie znikąd. Mam jakąś chwilę relaksu, słucham muzyki, spaceruję, bawię się z Przemysławem Kotem lub Kleo albo gotuję obiad i nagle w mojej głowie pojawia się przebłysk jakiejś sceny. Oczyma wyobraźni widzę parę pierwszoplanowych bohaterów, biorących udział w konkretnym wydarzeniu. A potem wokół nich pojawia się więcej postaci i wątków. Niekiedy koncepcja przychodzi pod wpływem jakiegoś prawdziwego wydarzenia albo zasłyszanej historii. W takich przypadkach dokładam starań, aby przerobić to na własną modłę i nie odwzorowywać wiernie zaistniałych sytuacji. Generalnie pomysłów mam znacznie więcej niż czasu na ich realizację. Do tej pory nie zdarzyło mi się, abym usiadła przed komputerem i zastanawiała się, o czym ma być kolejny tekst. Decyzja dotyczy wyłącznie tego, który z pomysłów realizować w pierwszej kolejności.

Powieść „Ta sama rzeka” jest właściwie zlepkiem kilku luźnych pomysłów, które od dłuższego czasu krążyły w mojej głowie, lecz dopiero połączone ze sobą zamknęły się w całość. W pierwszej koncepcji historia narodzin oraz dzieciństwa Małgorzaty miała być osobną powieścią, a kulisy małżeństwa z Piotrem i znajomości z Dariuszem stanowiły zupełnie inny projekt z inną bohaterką. W moim odczuciu mariaż dwóch niezależnych pomysłów wyszedł im na dobre, przede wszystkim dlatego, że przeszłość, jaką stworzyłam Małgorzacie, w pełni usprawiedliwiała jej późniejsze dorosłe decyzje.

Czytelnikom znana jest Pani przede wszystkim jako autorka świetnych sag rodzinnych. Teraz w ich ręce trafi zamknięta historia. W której z form czuje się Pani swobodniej?

Przyznaję, że istnieje niewielka przewaga na korzyść sag. Lubię historie wielowątkowe, które rozgrywają się w dłuższym okresie. Przywiązuję się do wykreowanych przeze mnie postaci, pozwalam im się zmieniać, przechodzić różne fazy życia: począwszy od dzieciństwa, poprzez dorosłość, a skończywszy na pełnej dojrzałości czy wręcz śmierci. To ciekawe doświadczenie, ponieważ na każdym etapie powstawania historii trzeba myśleć o upływającym czasie, o tym, jak zmienia się temperament, przyzwyczajenia czy wygląd zewnętrzny. Pierwsze zmarszczki, siwe włosy, jakieś dolegliwości, które nie występowały w młodym wieku. Zamknięte historie nie dają tak wielu możliwości, ponieważ trudno jest wcisnąć w karty jednej książki zbyt dużo faktów i wydarzeń. Wierzę jednak, że w przypadku powieści „Ta sama rzeka” metamorfoza bohaterów została należycie zaprezentowana. 

 
Gdyby miała Pani opisać, jaka jest Pani nową powieść w trzech słowach, to byłyby to…?

Trzy słowa? To prawie niewykonalne :) mimo wszystko spróbuję:
Mocna, ponieważ historia Małgorzaty przedstawiona jest bez warstwy lukru, a każda z postaci ma jakieś przywary, które, mam nadzieję, nadają im autentyczności.
Pokrzepiająca, ponieważ mimo wszystkich perypetii, jakie zafundowałam bohaterom, pojawia się też przysłowiowe światełko w tunelu. Wszak Małgorzata żyje nadzieją na lepsze jutro.
Autentyczna, ponieważ właściwie mogła wydarzyć się naprawdę.


W  W książce porusza Pani temat toksycznego związku, a także przemocy domowej, która nie zawsze musi objawiać się w podniesionej pięści. Czy uważa Pani, że cechy, takie jak agresja czy skłonność do nałogów, można odziedziczyć?

Wychodzę z założenia, że osobowość człowieka kształtują dwie sprawy: po pierwsze środowisko, w jakim dorasta i które obserwuje od najmłodszych lat, a po drugie skłonności będące spadkiem genetycznym po przodkach. Nie na darmo mawia się, że „niedaleko pada jabłko od jabłoni”, albo że ktoś „się wyrodził z rodziny”. Wiele wzorców zachowań wynosimy z naszych domów. Dzieci bardzo często, chociaż nie zawsze, powielają scenariusze życia swoich rodziców, popełniają podobne błędy. Często można zaobserwować, że córki alkoholików same poślubiają mężczyzn niestroniących od alkoholu. Myślę, że ucieczka przed taką spuścizną wymaga niebywałej siły woli i pragnienia zmian. A zmiany, jak wiadomo, są trudne.

Jeden z bohaterów, celowo nie zdradzam tutaj płci, ma za sobą trudne dzieciństwo w domu dziecka. Czy przygotowując się do napisania książki, miała Pani okazję poznać podobne historie prawdziwych wychowanków placówek opiekuńczych?

Tak. Miałam styczność z podobnymi historiami. Niektórym wychowankom domów dziecka życie nie szczędziło gorzkich doświadczeń, innym zaoszczędziło traum. Co smutniejsze, podobne historie rozgrywają się nie tylko w placówkach opiekuńczo-wychowawczych. Przemoc wśród nastolatków nie jest zjawiskiem nowym ani odosobnionym. Mamy z nią styczność również w szkołach, na podwórkach, a teraz także w internecie.

W „Ta sama rzeka” pojawia się wątek pandemii. Czy od początku miał się on znaleźć się w książce?

Początkowo w ogóle go nie planowałam, ale gdy w fabule zrobiłam przeskok w czasie, okazało się, że moi bohaterowie wylądowali w 2019 roku, czyli niemalże w przededniu pandemii. Chcąc nie chcąc, musiałam narzucić moim bohaterom lockdown i związane z nim ograniczenia. Miałam przez moment pokusę, by zignorować zarazę, której wszyscy mamy już dość, ale zależało mi na realizmie sytuacji. Być może za kilka lat, gdy (mam nadzieję) życie wróci do normy, niejeden z czytelników przypomni sobie atmosferę obecnych czasów.

Główni bohaterowie stają przed trudnym wyborem pomiędzy miłością a powinnością. A jak to jest w Pani przypadku? Częściej słucha Pani głosu serca czy rozumu?

Wybór pomiędzy głosem serca a głosem rozumu zawsze jest bardzo trudny. Często, podejmując decyzję, trzeba liczyć się z konsekwencjami, które mogą w jej skutek dotknąć innych osób. Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ podobnych wyborów mam już za sobą mnóstwo.

W „Ta sama rzeka” w ciekawy sposób sportretowała Pani relację młodych ludzi, którzy mimo swego wieku podejmują dojrzałe decyzje. To może się wydać niektórym dosyć nietypowe, zważywszy na pokutujący stereotyp, który przedstawia współczesną młodzież, a może raczej powinnam nazwać tę grupę „młodzi dorośli”, jako osoby dosyć nierozważne. Skąd pomysł na wprowadzenie do książki takiego wątku?

Precz ze stereotypami! Jestem matką dorosłego mężczyzny, który planuje właśnie swoją przyszłość. Mimo wciąż młodego wieku ma bardzo dojrzałe podejście do wielu spraw. Nie wszyscy współcześni „młodzi dorośli” są nieodpowiedzialnymi lekkoduchami myślącymi wyłącznie od dobrej zabawie. Nie lubię takich uogólnień i staram się z nimi walczyć. Stąd pomysł na to, by zaprezentować syna Małgorzaty jako dojrzałego, mądrego młodego człowieka. 

Jeśli jesteśmy przy bohaterach, to czy ma Pani wśród nich postać, która jest Pani szczególnie bliska?

Moja ulubiona postać w powieści „Ta sama rzeka” to Dariusz – człowiek odpowiedzialny, godny zaufania i potrafiący przyznać się do popełnianych błędów. Jest konsekwentny w działaniu. Choć jest bohaterem raczej pozytywnym, dołożyłam starań, by nie był całkowicie jednoznaczny. Jego przekonania oraz poglądy na życie zderzają się w pewnym momencie z podszeptami głosu serca, co pociąga za sobą wydarzenie, do którego nie powinno było dojść.

Pani ulubiony wątek w nowej książce to…?

Przemoc psychiczna. Wiele osób wychodzi z założenia, że przemoc jest związana przede wszystkim z zaciśniętymi pięściami i rękoczynami, po których zostają widoczne siniaki. W moim odczuciu rany, które powstają na duszy, są równie bolesne, a słowem można niekiedy skrzywdzić o wiele bardziej niż gestem. Wypowiedzi, które pozornie nic nie znaczą, jakieś podteksty, drobne uszczypliwości mogą pociągnąć za sobą całą lawinę. Przemoc psychiczna eskaluje tak samo jak fizyczna. Kat coraz dotkliwiej dręczy swoją ofiarę, inwigiluje ją, uzależnia od swojej woli.

Dla jakiego czytelnika, Pani zdaniem, przeznaczona jest „Ta sama rzeka”?

„Ta sama rzeka” jest powieścią kierowaną przede wszystkim do kobiet. Trudno byłoby tu wskazać konkretną grupę wiekową, ponieważ moja bohaterka pokazana jest zarówno jako młodziutka mężatka, która dopiero wkracza w życie u boku męża tyrana, jak i jako dojrzała kobieta próbująca walczyć o swoje szczęście. Uważam więc, że po lekturę mogą sięgnąć panie w każdym wieku. 


I na zakończenie chciałam zapytać Panią, nawiązując niejako do tytułu, czy uważa Pani, że można wejść dwa razy do tej samej rzeki?

Zdecydowanie nie można. Najbardziej pewną rzeczą na świecie są nieustanne zmiany. Zmieniamy się my, zmienia się nasze otoczenie.

Serdecznie dziękuję!

We współpracy z Wydawnictwem PASCAL.

https://www.facebook.com/WydawnictwoPascal/



 

 

 

 

stycznia 06, 2021

"Godzina zagubionych słów" - Natasza Socha

"Godzina zagubionych słów" - Natasza Socha

 

Śmierć jest egoistką. Nikogo nie przygotowuje, nie tłumaczy się z tego, co robi. Przychodzi, zabiera, odchodzi i nikt nie może złożyć reklamacji".

Natasza Socha znana jest z tego, że trafia w samo sendo. Czy i tym razem tak było?

Czy godzina wystarczy, by przebaczyć, pokochać, zrozumieć?
Historia, która pozwala odnaleźć nadzieję i dostrzec, że szczęście jest na wyciągnięcie ręki!
Katarzyna, Marcin, Anna, Aleksy i Fabian, Borys – z pozoru nie łączy ich nic. Mijają się, kupując kwiaty w okolicznej kwiaciarni, zajadając kanapki w pobliskim barze i zamawiając espresso w kameralnej kawiarni. Mimo że każdy z nich ma swoją historię, troski i głęboko skrywane tajemnice, połączył ich magiczny dzień, w którym dostali od losu wyjątkową szansę. Czy odważą się z niej skorzystać?
Niekiedy jedna rozmowa potrafi zmienić wszystko, a przedświąteczny wieczór, to najlepszy czas, by ją odbyć.
„Kocham cię”, „przepraszam”, „tęskniłem za tobą”, „jesteś dla mnie ważna” – te słowa miały nigdy nie zostać wypowiedziane. Jednak jest taki okres w roku, kiedy nawet najbardziej niemożliwe rzeczy stają się realne. Wystarczy w nie uwierzyć!

"Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą" - to pierwsze słowa, jakie pojawiły się w mojej głowie po przeczytaniu książki, a raczej w trakcie lektury "Godzina zagubionych słów". Wchodząc jednak głębiej w te słowa, powinnam powiedzieć: śpieszmy się z nimi rozmawiać, słuchać, doceniać, a może przede wszystkim dostrzegać ich obecność. Bo kiedyś, kiedy ich już nie będzie, będzie na to za późno. Natasza Socha punktuje przywary, niedociągnięcia w relacjach, zaszłości i emocjonalne naleciałości, które wychodzą na światło dzienne, kiedy dla niektórych to światło już zgaśnie... Brzmi brutalnie? Nie, nie jest takie, jest po prostu bardzo trafne i różnorodne. Socha nie pokusiła się o zero-jedynkową analizę wszystkich tragedii życiowych, rodzinnych potknięć, ale pozwoliła sobie na snucie opowieści, których finał znajduje się na zaśnieżonej, lekko odrapanej ławeczce. "Czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko" - i w tej książce postrzegam autorkę jako takiego mędrca, bo trafnych sentencji, które mogą na stałe wejść do naszego codziennego słownika, nie brakuje. I dobrze, bo tę książkę się czuje, a nie tylko czyta. To nie jest kolejna powieść świąteczna. Ba! Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że wcale nią nie jest. To taka uniwersalna historia o stracie, odchodzeniu, samotności i... śmierci. Czy to dobrze? W przypadku tego konkretnego tytułu i tak, i nie. Dla wielbicieli ciepłych historii, pachnących pierniczkami, cynamonem i błyszczących choinką będzie ona zapewne rozczarowaniem. Jednak dla tych, którzy nie patrzą na nią przez pryzmat zimowej okładki złoconej gwiazdkami, będzie refleksyjną opowieścią, którą każdy odbierze na swój sposób. Bo to zależy. Zależy, w jakim miejscu i sytuacji się znajduje. Mnie poruszyła, bo niedawno kogoś straciłam, jak wielu z nas w ostatnim roku. A ktoś inny być może zastanowi się dwa razy, zanim oburknie partnera, obrazi się na mamę, bo znowu się wtrąca. Być może... A może wcale nie. Polecam się przekonać na własnej skórze. 

Podsumowując:

Tyle osób odeszło z naszego życia. W wielu przypadkach nie dane nam było się pożegnać. Dlatego chętnie skorzystalibyśmy z takiej godzinnej rozmowy, nawet w mroźny dzień, nawet ryzykując przemarznięcie, aby oczyścić atmosferę. Ponieważ taka opcja znalazła swoje zastosowanie jedynie w wyobraźni autorki, niektórym pozostaje tylko wewnętrzna rozmowa, swoistego rodzaju rozgrzeszenie i szukanie katharsis na własną rękę. A jeśli wciąż jest druga, droga nam osoba obok, po prostu - bądźmy z nią. "Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą"... 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Literackie.
https://www.facebook.com/wydawnictwoliterackie/

 


stycznia 05, 2021

"Ta sama rzeka" - Edyta Świętek [PRZEDPREMIEROWO]

"Ta sama rzeka" - Edyta Świętek [PRZEDPREMIEROWO]

 

"[...] nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki, bo... - Wiem. Bo rzeka jest za każdym razem inna".

Byłam ciekawa nowej powieści Edyty Świętek. Jak wypadła w moich oczach?

Czy można wejść dwa razy do Tej samej rzeki? Nowa powieść Edyty Świętek!
Małgorzata odlicza dni do momentu, kiedy będzie mogła opuścić męża. Jej związek, choć na pozór idealny, przepełniony jest strachem i przemocą, a małżeńskie więzy podtrzymuje tylko troska o niepełnoletniego syna.
Całkowicie uzależniona od męża, jedynie w pracy czuje się spełniona i potrzebna. Gdy do biura zostaje przyjęty nowy pracownik, Małgosi szybciej bije serce. Ma wrażenie, jakby znała Darka od zawsze. Dwójka szybko znajduje wspólny język i nawiązuje bliższą znajomość. Łączy ich wiele, a najbardziej: nieszczęśliwa miłość. Ona ma męża tyrana, on – chorą żonę, której nie kocha.
Oboje wiedzą, że razem mieliby szansę na upragnione szczęście, jednak kierując się dobrem swoich rodzin, postanawiają zakończyć relację zanim będzie za późno…
Czy uda im się zapomnieć o łączącym ich uczuciu? W jaki sposób maskuje się przemoc domowa? Czy małżeństwo bez miłości jest odpowiedzialną decyzją? Czy geny wpływają na nasze relacje?
Opowieść, która wbrew wszystkiemu daje nadzieję.

Czytając pierwszy raz tytuł nowej powieści Edyty Świętek w mojej głowie pojawiło się skojarzenie z wierszem Wisławy Szymborskiej "Nic dwa razy". A zwłaszcza z przekazem tego utworu, który wprost mówi, że "Nic dwa razy się nie zda­rza i nie zda­rzy. Z tej przy­czy­ny zro­dzi­li­śmy się bez wpra­wy i po­mrze­my bez ru­ty­ny". I choć dzień nie jest podobny do dnia, a pocałunek do pocałunku, to wciąż zastanawiamy się, czy można wejść dwa razy do tej samej rzeki...?

Przyznaję, że w nowej powieści Edyta Świętek mnie zaskoczyła. Znana przeze mnie przede wszystkim z sag rodzinnych stworzyła zamkniętą historię, która wciąga od pierwszej strony w wir emocji. Nie sposób bowiem nie wczuć się w sytuację Małgorzaty, głównej bohaterki, której każdy dzień zbudowany jest na fundamencie oczekiwania na moment, w którym uwolni się od toksycznego męża. Uczucie nieoczywistej, ale jednak, solidarności z tą postacią potęguje retrospekcja, która ukazuje pierwsze momenty związku z mężem. Przysłowiowe motyle w brzuchu, zachwyt, namiętność. Z czasem jednak wszystko się zmienia... Sielanka przeistacza się w piekło, które nie zawsze ma postać podniesionej pięści czy wymierzonego w kobietę ciosu. Czytelnik cały czas zadaje sobie pytanie - jak to się stało, że pozorny raj stał się nie do wytrzymania, a przede wszystkim: dlaczego kobieta znosi kolejne obelgi i coraz mocniej zaciskający się na jej szyi sznur małżeńskiego zniewolenia?

W swojej nowej książce autorka zwraca uwagę na wątek trudnej przeszłości, która ma ogromny wpływ na całe życie bohaterki. Brak pewności siebie, chęć ucieczki od traumatycznych wydarzeń i poczucie, że jest gorsza i fakt, że ktoś się nią zainteresował i chciał mimo wszystko taką, jaka jest, sprawiają, że kobieta zatraca swoje ja i wegetuje. Autorka próbuje tym samym odpowiedzieć na pytanie: czy geny mogą determinować nasze relacje, zachowania czy wybory?

Edycie Świętek udało się stworzyć bardzo dobry mariaż dramatu obyczajowego z domieszką romansu, który w nowej powieści ma dojrzałą twarz. Udowodniła tym samym, że na miłość nigdy nie jest za późno, choć czasem nie sposób jest pokonać przeszkody, jakie życie stawia przed nami. A los bywa kapryśny. Bohaterowie stają przed wyborem pomiędzy sercem a rozumem i wydaje się, że żadne wyjście z tej sytuacji nie jest właściwe. Jak ostatecznie postąpią?

Podsumowując:

Książką "Ta sama rzeka" Edyta Świętek udowadnia, że doskonale czuje się zarówno w rozbudowanych fabularnie sagach obyczajowych, jak i jednotomowej historii. To  bardzo dobrze skonstruowana powieść, w której wątek psychologiczny wzbudza wiele emocji. Miłość i nienawiść, przemoc i toksyczne relacje, przeszłość, która nie pozwala o sobie zapomnieć, poświęcenie i rodzicielstwo, które daje siłę do walki o lepsze jutro. To historia, która mimo wielu bolesnych i trudnych momentów pokazuje, że zawsze istnieje nadzieja na to, że życie, niczym tytułowa rzeka, wróci na właśnie tory i będzie płynąć z nurtem, nie pod prąd.

Wpis powstał we współpracy z Wydawnictwem PASCAL.

https://www.facebook.com/WydawnictwoPascal/



 

 

stycznia 02, 2021

#nienaczytanyrok - wyzwanie czytelnicze

#nienaczytanyrok - wyzwanie czytelnicze

  

W 2021 zapraszam Was do udziału w wyzwaniu czytelniczym na Facebooku pod nazwą #nienaczytanyrok.
W każdym miesiącu będziecie mieli szansę na zdobycie nagrody głównej, którą będzie... BON PODARUNKOWY do jednej z księgarni internetowych na kwotę 50 zł!

Na początku każdego miesiąca pojawi się temat przewodni. Może dotyczyć on książek jakiegoś autora, motywu w książce, a nawet...koloru okładki. Waszym zadaniem będzie czytanie książek z danej kategorii przez cały miesiąc i wrzucanie przeczytanej pozycji na swój profil na FB z oznaczeniem profilu NIEnaczytana oraz hashtagiem #nienaczytanyrok. Nie musicie pisać długich opinii, wystarczy zdjęcie książki (okładka z internetu) i kilka słów na jej temat: co wam się podobało, dlaczego warto lub nie warto po nią sięgnąć. WAŻNE - post musi być publiczny, abym mogła go zobaczyć! 

Ale UWAGA‼️ Osoby, które będą pisały dłuższe opinie i wrzucały je w komentarzu pod postem z motywem przewodnim danego miesiąca, będą miały okazję na zdobycie nagrody za najlepszą recenzję miesiąca, a będzie nią dowolna,wybrana przez siebie książka. Ilość opinii nieograniczona.

Zwycięzcę wybiorę spośród najbardziej zaangażowanych osób. Od razu zaznaczam, że nie ilość będzie głównym wyznacznikiem. Nie chciałabym, aby było to tylko sztuczne wrzucanie książek przeczytanych wcześniej, które pasują do kategorii. W wyzwaniu będą brane pod uwagę tylko te opinie, które pojawią się po ogłoszeniu motywu wiodącego na dany miesiąc. Możecie zaprosić do zabawy znajomych, wykazać się ciekawym zdjęciem itp. Mile widziana będzie także aktywność na mojej stronie na Facebooku. Jednym słowem - wszystko ma znaczenie. Liczy się przede wszystkim dobra zabawa oraz czytanie książek! 
 
Sponsorem nagród jest Organizator. Udział w wyzwaniu jest dobrowolny. Uczestnik musi być osobą pełnoletnią, a jego wpisy nie mogą być kopią czyjejś pracy (zarówno opinia, jak i zdjęcie książki). Organizator nie ponosi odpowiedzialności za naruszenie przepisów dotyczących prawa autorskiego. W przypadku stwierdzenia złamania przepisów Uczestnik taki zostanie zdyskwalifikowany. Biorąc udział w wyzwaniu Uczestnik zgadza się na przetwarzanie danych osobowych niezbędnych do ogłoszenia wyników oraz wysyłki nagrody. Administratorem danych jest właścicielka bloga NIEnaczytana. Szczegóły na blogu w zakładce dotyczącej RODO. 

W wyzwaniu będą brane pod uwagę wyłącznie opinie i aktywność osób należących do grona fanów profilu NIEnaczytana na FB.

O wyborze zwycięzcy decyduje organizator - NIEnaczytana.Uczestnik, który wygrał w danym miesiącu nagrodę główną lub nagrodę za recenzję, nadal może brać udział w wyzwaniu w kolejnych miesiącach.
W razie braku zainteresowania wyzwaniem Organizator dopuszcza jego zniesienie w następnych miesiącach.

grudnia 30, 2020

"Wróbel w getcie" - Kristy Cambron [PRZEDPREMIEROWO]

"Wróbel w getcie" - Kristy Cambron [PRZEDPREMIEROWO]

 

Bywa, że życie upomina się o swoje, i wtedy trzeba się z nim rozliczyć".

Obok takich opowieści nie mogę przejść obojętnie. Czy powieść Kristy Cambron mnie urzekła?

Poruszająca opowieść o miłości i rodzinie w najmroczniejszych czasach
Gdy Kaja Makovsky dowiaduje się, że niemiecki terror dociera do Pragi, opuszcza Wielką Brytanię, żeby ratować swoją żydowską rodzinę. Kiedy jest już u celu, ucieczka okazuje się niemożliwa, a piekło wojny staje się jej bolesną codziennością. Kobieta trafia do getta w Terezinie, gdzie poznaje dziewczynkę, która niespodziewanie odmieni jej życie.
Kilkadziesiąt lat później Sera James i William Hanoverowie, bohaterowie „Motyla i skrzypiec”, w trakcie bajkowego ślubu zostają brutalnie rozdzieleni – mężczyzna zostaje oskarżony o przestępstwo, którego nie popełnił, a teraz grozi mu dziesięć lat więzienia. Sera postanawia zrobić wszystko, aby uratować swojego męża i ich wspólną przyszłość.
Losy dwóch kobiet, które dzielą dziesiątki lat, zostaną niespodziewanie połączone historią tajemniczej dziewczynki ocalonej z Holokaustu.

Po przeczytaniu książki "Motyl i skrzypce" byłam, z wielu powodów, ciekawa jej kontynuacji. I choć powieść "Wróbel w getcie" można czytać niezależnie, to jednak znajomość poprzedniej historii nakreślonej ręką autorki, uzupełniała niektóre wątki poruszone w nowej książce.

Opowieść stworzona przez Cambron dzieje się ponownie w dwóch płaszczyznach czasowych. Współcześnie śledzimy losy Sery James i Williama Hanoverów, którzy na początku swojej nowej drogi życia muszą zmierzyć się z zarzutami, jakie zostają postawione mężczyźnie. I przyznaję, że ten wątek około kryminalny mnie zaskoczył, pozytywnie zaskoczył. Toczący się proces oraz próba odkrycia prawdy były naprawdę wciągające. Podobało mi się to, że autorka nie skupiła się jedynie na wątku romansowym dotyczącym tych dwojga, ale poszła o krok dalej i zaprosiła czytelnika do świata rodzinnych relacji, a także sekretów rodu Hanoverów.

Naprzemiennie dla bieżących wydarzeń przenosimy się do okresu II wojny światowej i poznajemy dzielną Kai Makovsky, która po ucieczce z okupowanej Pragi rozpoczyna walkę o bezpieczeństwo swoje oraz wielu tytułowych wróbelków. Ta niezłomna i odważna kobieta od pierwszych chwil zdobyła moją sympatię. Początkowo krucha i zbuntowana, przeszła wielką przemianę i pokazała, że nawet w najgorszych chwilach siły dodaje wiara, która umacnia i podsyca wątły płomień nadziei.

Książka wciąga od pierwszej strony, a żonglowanie przez autorkę wydarzeniami z przeszłości i teraźniejszości, jest dobrze zbalansowane i wyważone. Jak sama pisze w zakończeniu, jej celem było zwrócenie uwagi na najmłodsze ofiary wojny, które spędziły, w wielu przypadkach ostatnie chwile życia, w obozie koncentracyjnym w Terezinie. I choć nie jest to literatura faktu, a jedynie fikcyjna opowieść inspirowana tamtymi wydarzeniami, to autorce udało się oddać dramatyzm i okrucieństwo, jakie było udziałem ludzi osadzonych w Getcie Teresienstadt.

Podsumowując:

"Wróbel w getcie" to przejmująca opowieść o dwóch kobietach, które połączyła jedna mała dziewczynka ocalona z Holokaustu. Kim była i w jaki sposób los postanowił spleść przeszłość z teraźniejszością? Kristy Cambron w najnowszej książce zaprasza czytelnika w podróż w czasie, która pełna jest skrajnych emocji. Autorka stworzyła wzruszająca opowieść o ludzkim obliczu wojennych oprawców, sile i determinacji, trudnych rodzinnych relacjach oraz miłości, która potrafi wiele zmienić. A także o nadziei, która w tych okrutnych czasach była często najcenniejszym, i jednocześnie jedynym skarbem, jaki posiadali ludzie żyjący w samym środku wojennego piekła. 

Opinia powstała we współpracy z Wydawnictwem Znak.

https://www.facebook.com/WydawnictwoZnak/

 

 

"Nigdy nie zapomnę" - Ewa Bauer [PRZEDPREMIEROWO] patronat medialny NIEnaczytana

  Nikt z nas nie wie, co jest mu pisane [...]". Kolejny finał, na który czekałam, i którego równie mocno chciałam i nie chciałam poznać...

Copyright © 2016 NIEnaczytana , Blogger