stycznia 18, 2020

"Wioska kłamców" - Hanna Greń [PRZEDPREMIEROWO]

"Wioska kłamców" - Hanna Greń [PRZEDPREMIEROWO]
- Zwierzęta zawsze śmierdzą - burknął. Wyczuła w jego głosie pogardę, - Jedne mniej, inne więcej, ale śmierdzą wszystkie. Ludzie też, tylko wolą o tym nie mówić, bo wtedy nie mogliby narzekać, że zapach obornika czy paszy utrudnia im życie".
Moja ulubiona "kryminalistka" popełniła kolejną powieść. Nie mogłam przejść obok niej obojętnie.
 
Po odejściu z pracy w policji Dioniza Remańska postanowiła odszukać zabójcę swojego ojca. Jego zagadkowa śmierć od pewnego czasu nie dawała jej bowiem spokoju.
Wprawdzie oskarżeni o tę zbrodnię zostali już skazani na długie lata w więzieniu, jednak Dioniza nie wierzy w ich winę. Przyjeżdża do wioski, w której mieszkają rodziny skazańców, by przeprowadzić prywatne śledztwo.
Jego wyniki okazują się zaskakujące. Kłamstwa i intrygi spowijają Strzygom i sięgają poza jego granice. Z czasem sama Dioniza zaczyna wątpić, czy zdoła pośród mieszkańców tej przeklętej wioski odnaleźć prawdziwego zabójcę…
Kiedy zaczynałam pisać tę recenzję pomyślałam sobie, że w zasadzie mogłabym skopiować poprzednie moje opinie na temat książek Hanny Greń i jest po sprawie. Nie chodzi wcale o to, że te historie są takie same, ale ja po prostu znowu jestem tak zadowolona z lektury!
Jak to bywa w przypadku pierwszego tomu nowej serii jestem zawsze bardzo ciekawa, czym tym razem autorka spróbuje nas zaskoczyć. "Wioska kłamców" ociera się o legendę. Mamy tutaj opowieść o siostrach... strzygach, przeklętą wioskę, charakterne kobiety, które niejako wiodą prym w Strzegomiu i śledztwo, które staje się początkiem przygody Diony w tym tajemniczym miejscu.
Podczas lektury cały czas wydawało mi się, że Hanna Greń gra ze mną w kotka mi myszkę. Nie chodziło nawet tylko o fabułę, w której im bliżej, jak mi się wydawało, byłam odkrycia prawdziwego zabójcy, tym dalej faktycznie byłam. Wyprowadzała mnie na manowce i dobrze, znając ją, się przy tym bawiła. Podobnie rzecz się miała z główną bohaterką, która nie przypadła mi na początku do gustu, bo nie za bardzo pasowała mi charakterologicznie do byłej policjantki, ale... Jak się możecie domyślać, to był kolejny nietrafiony trop, bo w efekcie okazało się, że Dioniza jest... Nie, nie, nic więcej na jej temat nie powiem. Nie darowałabym sobie, gdybym odebrała wam przyjemność samodzielnego zgłębiania tej historii.
Co jeszcze znajdziecie w "Wiosce kłamców", poza humorem charakterystycznym dla pióra Greń, który nieśmiało wyziera zza lepkiej fabuły? Na pewno całą plejadę intrygujących postaci, które tworzą klimat tego niezwykłego miejsca. Pozornie niczym się nie różnią od przeciętnego Kowalskiego, a jednak wydaje się, że każdy ma swoje sekrety, a co więcej - nie wszystkie wyszły jeszcze na światło dzienne. To hermetyczne środowisko, grupa potomków strzyg i więźniów, jest z jednej strony bardzo interesujące, a z drugiej stanowi ciekawy przykład typowej małej społeczności, w której każdy wie wszystko o każdym. W którym, w razie potrzeby, możesz spodziewać się grupowego wsparcia lub... linczu. Znajdziecie także kobietę po przejściach, która wyrusza w podróż, której celem jest nie tylko odkrycie prawdziwego mordercy i rozwikłanie niejasnego śledztwa, ale także poznanie samej siebie. I w zasadzie trudno jednoznacznie stwierdzić, która z tych podróży będzie dla niej trudniejsza.  
Podsumowując:
 
"Wioska kłamców" to wyborna ucztą literacką dla każdego czytelnika, bez względu na gatunkowe upodobania. Autorka serwuje mu wszystko stopniowo: od niepozornej przystawki, przez danie główne, które składa się minimum z dwóch potraw, aż po deser, w którym nie sposób się nie rozsmakować. Ta książka wciąga tak, że z żalem przewrócicie ostatnią kartkę. Jakie to szczęście, że to dopiero pierwsze spotkanie z Dionizą i mieszkańcami Strzygomia. Polecam!

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Czwarta Strona Kryminału.

https://www.facebook.com/czwartastronakryminalu/

stycznia 10, 2020

"Inną drogą" - Joanna Zając

"Inną drogą" - Joanna Zając
 
Życie jest zbyt krótkie, aby marnować czas i energię na coś, na co nie ma się żadnego wpływu i czego nie da się już zmienić".
W przypadku debiutów często przymykam oko na ewentualne błędy, czy potknięcia autora. Czasem wystarczy przymknąć jedno oko, a czasem...

Zuza pochodzi z dobrego i pełnego miłości domu. Wkraczając w dorosłe życie, poznaje Huberta i zakochuje się w nim na zabój. Jej ojciec, nie wiedzieć czemu, od początku jest wrogo nastawiony do chłopaka. Nawet wypadek, w którym dziewczyna prawie traci życie, oraz troska, z jaką Hubert czuwa przy jej szpitalnym łóżku, nie zmieniają jego negatywnego podejścia. Zuza, z typowym dla nastolatek uporem, walczy o swoją pierwszą miłość. Kolejne wydarzenia komplikują wszystko jeszcze bardziej. Czy decyzje podejmowane w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem są zawsze słuszne? Czy dziewczyna wyleczy się z niespełnionej pierwszej miłości, a może położy się ona cieniem na całym jej dorosłym życiu? Czy Zuzce uda się uciec przed przeznaczeniem? A może znajdzie ją ono i zaskoczy w najmniej spodziewanym momencie?
Do książki Joanny Zając podchodziłam z dużym entuzjazmem. Otrzymywałam wiele opinii, które były jak najbardziej pochlebne. I mając to na uwadze zabrałam się za czytanie. I... natrafiłam na ścianę! Początek był niestety słaby. "Kwadratowe dialogi", nijacy bohaterowie, miałam wrażenie, ze jest to książka dla nastolatki. Mnie ta pozycja najzwyczajniej w świecie nużyła. Potem nastąpiły przełomowe wydarzenia, nie tylko w życiu głównej bohaterki, ale także dla tej książki w ogóle. Od tego miejsca, przymykając jedno oko, było całkiem nieźle. Język i styl autorki był poprawny, co nie rzutowało już na jakość lektury, pomijając pierwsze kilkadziesiąt stron. I w zasadzie mogłabym w tym momencie zakończyć opinię, powiedzieć, że książka nie była zła, ale... Dla mnie było w niej zbyt dużo dramatów. Pogrzeb gonił pogrzeb, choroba, chorobę, zdrada, zdradę itd. Telenowela! Zupełnie tak, jakby autorka miała przed sobą kociołek, wrzucała do niego co popadnie i liczyła na to, że stworzona przez nią mikstura oczaruje czytelnika jej książki. I na pewno jednych oczaruje, a innych... zamieni w żabę. Ja niestety zaliczam się do tego drugiego grona. 
Podsumowując:

"Inną drogą" na pewno znajdzie swoich zwolenników, jednak ja sądzę, że zachwiane zostały w niej proporcje. Pierwsza część była infantylna, a druga przesadzona, jeśli chodzi o ilość ludzkich dramatów. Ile bowiem tragedii może się wydarzyć w jednej książce, która liczy sobie niewiele ponad 300 stron? Inną rzeczą, do której się przyczepię i czego bardzo żałuję, to fakt, że książka nie wywołała we mnie żadnych emocji. Jedyny wyjątek stanowi fragment, w którym dwie dziewczynki, które straciły ojca, pocieszają chłopaków po śmierci ich matki. Jeśli jednak lubicie melodramaty z naszego rodzimego podwórka, to Wam może przypaść do gustu.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję autorce. 

stycznia 06, 2020

"Berdo" - Anna Cieślar [PRZEDPREMIEROWO]

"Berdo" - Anna Cieślar [PRZEDPREMIEROWO]
Zaszła między nimi jakaś zmiana i choć nie potrafiłby wyrazić jej słowami, wyczuwał ją, jak wyczuwa się w powietrzu subtelny zapach perfum".
Nie ukrywam, że do przeczytania tej książki skusiła mnie w pierwszym odruchu okładka. Czy zawartość była równie intrygująca?

Radek mieszka z ojcem w dzikich Bieszczadach. Dorasta wśród surowej przyrody, potrzebuje czułości, której Berdo nawet nie stara się mu dać. Chłopiec w ulubionym szkicowniku rysuje wilki. Gdy pierwszy raz widzi, jak ojciec zabija zwierzę, jego świat rozpada się na kawałki. Czy da się kochać człowieka, którego ręce splamione są krwią? Berdo jest kłusownikiem. Nie miał wyboru. Gdy dostaje zlecenie na dwa wilki, przyjmuje ofertę bez cienia emocji, jak każde inne; miał ich zresztą wiele. Tym razem jednak nic nie idzie jak powinno. Niebezpieczeństwo wisi w powietrzu, czas ucieka, a decyzje, które Berdo podejmie, rozedrą serce wrażliwego sześciolatka, zmienią życie ojca i syna.
Czy jesteś gotów wybaczyć przestępcy i ukryć go przed sprawiedliwością? 
Sięganie po debiuty przypomina sięganie po "kinder niespodziankę". Nigdy nie wiemy co znajdziemy w środku, czy zawartość nas usatysfakcjonuje, a może będziemy nią rozczarowani. Lubię te emocje, które towarzyszą mi w pierwszym kontakcie z twórczością danego autora. A jeszcze bardziej cieszy fakt, kiedy po przewróceniu ostatniej strony książki mogę unieść kciuk do góry w geście aprobaty.
Anna Cieślar stworzyła opowieść angażującą emocjonalnie, której fabuła, choć rozwija się nieśmiało, dostarcza czytelnikowi wrażeń, których na pewno nie odnalazłby nawet w najlepszym thrillerze. Gdybym miała określić jednym słowem, jak czułam się po zakończeniu "Berdo", to śmiało mogę powiedzieć, że byłam nią autentycznie poruszona. Spodziewałam się historii o kłusowniku i jak najbardziej ją dostałam. Nie spodziewałam się jednak, że tak bardzo wejdę w jego psychikę, zupełnie jak w bieszczadzki krajobraz, który jest cichym bohaterem drugiego planu. 
Autorce udało się oddać naturalizm związany z pracą kłusownika. Nie zabrakło w niej scen przedstawiających oprawianie zwierzyny, czy też polowania na nią.  A jednak Cieślar nie epatuje brutalnością tego typu scen, a idzie dalej, odkrywając walkę jaka toczyła się w głowie głównego bohatera. Pozornie bezduszny morderca dzikich zwierząt, najemnik, który bez cienia emocji i z precyzją godną chirurga wykonuje wszelkie zlecenia, okazuje się człowiekiem wrażliwym, który codziennie toczy najcięższą walkę - sam ze sobą. 
"Berdo" to jednak nie tylko kulisy pracy kłusownika, ale przede wszystkim opowieść o ojcu i synu. O dwójce zagubionych ludzi, pełnych tęsknoty za czymś, czego już nie ma, albo jeszcze nie było. To historia o niełatwej podróży w nieznane, ale także w głąb siebie i relacji pomiędzy rodzicem, a dzieckiem. 
W tym miejscu warto także wspomnieć o świetnym ujęciu człowieka vs. natura, która jest nieodłączną częścią całej fabuły, Bohaterowie żyją na jej łonie i próbują to życie dostosować do własnych potrzeb. Czasem wymaga to zmagań z matką naturą, a nie jest to łatwe starcie, które za każdym razem uświadamia im, że są nierozerwalną częścią otaczającego ich świata.
Podsumowując:

Przytaczając słowa z okładki: "Cieślar umiejętnie rozstawia literackie wnyki", nie sposób się z nimi nie zgodzić. Czytając zapominałam, że to debiut. Styl, język, niezwykła umiejętność budowania wciągającej i angażującej emocjonalnie fabuły, pokazują kunszt dobrego pisarza. Mogę tylko pogratulować autorce wspaniałego debiutu, a Was zachęcić do sięgnięcia po tę smutną, ale wartościową i uniwersalną historię o trudnych relacjach z naturą i drugim, nawet najbliższym, człowiekiem. 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.
https://www.facebook.com/WydawnictwoZnak/

stycznia 05, 2020

"Położna z Auschwitz" - Magda Knedler [PRZEDPREMIEROWO]

"Położna z Auschwitz" - Magda Knedler [PRZEDPREMIEROWO]

Mama. Alma. Mater. Matka Żywicielka. Żywiła nas tym, czym mogła. Jeśli nie miała nic, karmiła własnym spokojem i niegasnącą nadzieją".
Książki o tematyce wojennej zawsze przyciągają moją uwagę. Nie mogłam zatem przejść obojętnie obok "Położnej z Auschwitz" Magdy Knedler.

W piekle obozu koncentracyjnego ocaliła tysiące dzieci.
Do KL Auschwitz trafia kolejny transport więźniarek. Wśród nich jest położna z Łodzi, która na własną prośbę zaczyna pracę w nieludzkich warunkach: bez wody, podstawowych narzędzi medycznych i leków. Porody przyjmuje na piecu przykrytym starą derką. Wielokrotnie ryzykuje życie, przeciwstawiając się rozkazom bezwzględnego Josepha Mengele. Robi wszystko, by chronić dzieci przed okrutnymi eksperymentami. Wspiera młode matki, którym siłą odebrano niemowlęta i wysłano je do Rzeszy. Albo na śmierć…
W Auschwitz nie była Stanisławą Leszczyńską. Była Mamą. Była nadzieją.
Mieszkam w Oświęcimiu. I chociaż nie jestem rodowitą oświęcimianką, to jednak mam poczucie, że moje życie zostało nierozerwalnie związane z historią tego miasta i miejscem, z którym kojarzy się ono w pierwszej kolejności - KL Auschwitz-Birkenau. Przeczytałam kilka książek, które opisywały wszystko to, co działo się tam w okresie II wojny światowej, choć "wszystko" może nie być dobrym określeniem. Wszystko to, co udało się ocalić od zapomnienia...
Magda Knedler wzięła na swoje barki niełatwe zadanie przedstawienia postaci, która jest jedną z bardziej znanych w kontekście Auschwitz. Jeśli chodzi o kwestie solidnego fundamentu historii Stanisławy Leszczyńskiej, byłam spokojna. Znając książki autorki wiedziałam, że na pewno wykonała wręcz koronkarską pracę przy zbieraniu materiałów. Nie chciałabym w tej recenzji oceniać zawartości merytorycznej, bo moja wiedza daleka jest od wiedzy historyka, jednak fakt, że książka ma rekomendację osoby związanej z Państwowym Muzeum Auschwitz - Birkenau, mówi samo za siebie.
Chciałabym skupić się bardziej na zawartości emocjonalnej, która choć z oczywistych względów wydaje się podstawą na jakiej autorka zbudowała całą fabułę, to jednak nie jest wcale łatwa do ocenienia. Powiem tak - po przeczytaniu tej książki długo nie wiedziałam co chcę napisać. Nadal nie wiem... Wielokrotnie kasowałam zapisane słowa, bo wydały mi się zbyt miałkie i nijakie, by oddać moje odczucia po lekturze.
To co na pewno wysuwa się na pierwszy plan to Mama - niezwykła kobieta, która zdaje się była całkowicie pozbawiona nienawiści. Nie potrafiła darzyć tym uczuciem nawet oprawców, na których bestialskie zachowanie musiała wielokrotnie patrzeć. Skupiała się jednak na tym, aby wszystkim kobietom zapewnić choć pierwiastek człowieczeństwa w tych nieludzkich warunkach. Była matką dla każdej z nich i to dla nich poświęcała się każdego dnia, starając się dać im wsparcie i pewność, że jest obok, jest ich opoką. Była ich nadzieją. Niesamowitym człowiekiem, który potrafił tak całkowicie wyrzec się swoich potrzeb na rzecz drugiego człowieka, zwłaszcza kiedy wokół miał do czynienia z takim horrorem.
To co sprawiło, moim zdaniem, że tę książkę czytało się tak dobrze, że fabuła była niemal jak kadry z filmu, to, poza tym, że jest to zbeletryzowana biografia, to stworzenie narratora, a nawet kilku. Wiodącym jest jednak jedna z podopiecznych Mamy, która wspomina czasy w obozie. Z tego co napisała autorka w podsumowaniu, jej postać powstała na kanwie wspomnień kilku więźniarek Birkenau. Opowiada ona zarówno o swoich przeżyciach, jak i przeżyciach i zachowaniach współwięźniarek - położnic. Myśli o Stanisławie Leszczyńskiej również po zakończeniu wojny, próbując sobie wyobrazić co się z nią stało. Podzielenie rozdziałów na poszczególne osoby i konteksty: Josef, Herr Hauptstrumführer, My (ja), z Mamą i bez, Mama, przed, Mama, teraz - są niezwykle ciekawym zabiegiem, który sprawia, że czytelnik nie tylko wie, kogo oczami ogląda opisane wydarzenia, ale także jest w stanie poczuć, jak ważna była dla tych wszystkich kobiet Leszczyńska, jak niezwykła więź się między nimi narodziła. Samo wielkie "M" w słowie Mama, też to podkreśla.
To co przykuło także moją uwagę to postać Josefa Mengele. W książce Knedler uderzyło mnie to, jak go odebrałam. Jawi się on jako pasjonat? - chyba mogę użyć takiego określenia - swoich badań i ich znaczenia dla przyszłości narodu niemieckiego. Jego osoba jest z jednej strony przerażająca, wyzbyta z uczuć, a z drugiej strony zupełnie obłąkana, nie widząca niczego okrutnego w zabijaniu noworodków, czy przeprowadzaniu niehumanitarnych zabiegów na więźniach obozu. Jest to dla mnie o tyle nowe, że nie patrzyłam na niego nigdy inaczej niż jak na kolejnego zwyrodnialca z Auschwitz...
Podsumowując:

"Położna z Auschwitz" to książka, którą musicie przeczytać. Zdaję sobie sprawę, że wielu z was będzie miało opór, aby zmierzyć się z tematyką w niej poruszoną, tak jak wielu ludzi nie potrafi przekroczyć bram Muzeum w Oświęcimiu. Mimo to nie możemy zapominać o tamtych wydarzeniach, które choć okrutne, zawierają w sobie nie tylko historię naszego kraju, ale przede wszystkim historię ludzi. A wśród nich tej wyjątkowej kobiety - Mamy - położnej - Stanisławy Leszczyńskiej. Mimo że Magdalena Knedler w swojej książce oddaje w realny sposób to, co działo się w Auschwitz, nie epatuje naturalizmem opisywanych scen. A jednak moje serce matki krwawi... Nie zmienia to faktu, że przeczytałabym ją raz jeszcze. Bo takie wydarzenia powinny jak tatuaż zostać wyryte na zawsze w naszej pamięci. Pani Magdo - chapeau bas!

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu MANDO. 

https://www.facebook.com/wydawnictwomando/

grudnia 31, 2019

TOP 2019

TOP 2019
Koniec roku sprzyja podsumowaniom. To chyba naturalne, że kiedy żegnamy kolejny rok, to zastanawiamy się nad tym, co minęło. W zasadzie nie robię typowych rankingów najlepszych książek przeczytanych w danym roku, ale pokusiłam się o subiektywne zestawienie TOP-ów 2019, w którym chciałam wyróżnić moje ulubione książki w kilku, stworzonych na ten cel, kategoriach.

Tutaj moje serce zostało podzielona na dwie książki:

"Szukając siebie" - Bartłomiej Bartoszyński (Wydawnictwo VECTRA)
"Pod naszym niebem" - Sylwia Kubik (Wydawnictwo eSPe)

Każda z nich jest inna, ale każda w jakiś sposób zapadła mi w pamięć i serce. Czekam niecierpliwie na kolejne książki tegorocznych debiutantów.

Nie będzie zapewne zaskoczeniem, jeśli wyróżnię książkę tej autorki. To stanowczo moja dealerka dobrego humoru. Ponieważ musiałam wybrać jedną książkę, dobra - chciałam, to mój typ padł na:

"Coś tu nie gra" - Joanna Szarańska (Wydawnictwo Czwarta Strona)

Skoro jesteśmy przy zabawnych pozycjach wydawniczych, to chciałam także wskazać moją ulubioną serię komediową. Występuje w niej też jedna z moich ulubionych bohaterek, którą miałam ochotę jednocześnie zamordować i ucałować. A ta seria to:

"Miłość i inne szaleństwa" - Agata Przybyłek (Wydawnictwo Czwarta Strona)

Moja romantyczna dusza nie miała wątpliwości. Wskazała od razu książkę:

„Kiedyś się odnajdziemy” - Gabriela Gargaś (Wydawnictwo Czwarta Strona)

Lubię książkowe serie. A najbardziej takie, na których poszczególne tomy nie muszę czekać. Tutaj wprawdzie musiałam, ale nie przeszkodziło mi to oddać palmy pierwszeństwa świetnej serii:

"Owoc granatu" - Maria Paszyńska (Wydawnictwo Książnica)

W tym roku czytałam więcej książek zagranicznych autorów, niż w roku 2018. Było kilka ciekawych pozycji, ale ta książka łączyła wiele cech, które lubię. Dlatego być może zaskoczeniem dla Was będzie, że mój wybór padł na:

"Las zna twoje imię" - Alaitz Leceaga (Wydawnictwo Albatros)

Trudno mi było zakwalifikować tę książkę do jednej kategorii, bo zapewne wygrałaby w kilku. Dlatego stworzyłam dla niej nietypową. Na pewno zapadnie mi w pamięć na długo jako najbardziej nieszablonowa, wstrząsająca i przemyślana książka. Zresztą ta autorka ma niebywały talent i warto przeczytać także jej pozostałe książki. A mowa o:

"Nigdy nie wygrasz" - Karolina Wójciak (Wydawnictwo NieZwykłe)

Rzadko płaczę podczas czytania książek, ale mi się to jednak zdarza. Tutaj wielokrotnie miałam "mokre oczy" i wzruszenie łapało mnie za gardło. Laur pierwszeństwa w kategorii "Najbardziej wzruszająca książka" wędruje do:

„Jeszcze się kiedyś spotkamy” - Magdalena Witkiewicz (Wydawnictwo Filia)

Nie wiem czy nazwa tej kategorii odzwierciedla to, co chciałam powiedzieć o tej książce, ale to słowo najbardziej mi do niej pasuje. Koniecznie po nią sięgnijcie! A mowa o:

"Matki i córki" - Ałbena Grabowska (Wydawnictwo Marginesy)

Czasem trzeba odnaleźć w sobie wewnętrzne dziecko i przenieś się w trochę inny, bajkowy świat. Ja bardzo to lubię, dlatego w zestawieniu znalazła się pozycja, która dała mi tę możliwość. Mowa o:
"Niedokończona baśń" - Dorota Gąsiorowska (Wydawnictwo Znak)

To w zasadzie wznowienie tytułu, ale cieszę się, że wydawnictwo zdecydowało się na taki krok. Dzięki temu miałam okazję poznać tę niezwykłą historię. Mowa o:

"Czerń i purpura" - Wojciech Dutka (Wydawnictwo Albatros) 

To była także jedna z najbardziej wzruszających książek, jakie przeczytałam w tym roku. Polecam Wam ją z całego serca, bo wydaje mi się, że przeszła trochę bez echa. Mowa o:

"Wszystko za życie. Niewiarygodna historia polskiej Żydówki, która przeżyła Zagładę" - Gerda Weissmann-Klein (Wydawnictwo Bez fikcji) 

Lubię czasem sięgać po biografie lub książki traktujące o ludzkich życiorysach. Ta książka na pewno zasługuje na wyróżnienie. Polecam przeczytać:

"Hanka. Pierwsza powieść o Ordonównie" - Katarzyna Droga (Wydawnictwo Znak)

Ta kategoria trochę przewrotnie nazwałam niespodzianką. Chodzi o rozdźwięk między okładką, a treścią. Słodka, zimowa warstwa zewnętrzna kryje w sobie jedną z najlepszych książek autorki, dojrzałą opowieść o ludzkich dylematach i miłości. Chodzi o:

"Dzień, w którym Cię poznałam" - Magdalena Majcher (Wydawnictwo Pascal) 

Tę książkę bardzo przeżyłam. Poruszyła ona moje najwrażliwsze struny, stąd to wyróżnienie. Moja nagroda w kategorii "Najbardziej przejmująca książka" wędruje do:

"Kryształowe motyle" - Katarzyna Misiołek (Wydawnictwo Książnica)

To naprawdę świetna książka! A ten duet autorski nie zawiódł mnie ani razu. Uważam, że autorki tworzą bardzo fajny tandem. Mowa o książce dwóch pań:

"Inna kobieta" - Karolina Głogowska, Katarzyna Troszczyńska (Wydawnictwo W.A.B.)

Nazwa sugeruje może co innego. Ale bez skojarzeń :P Chodzi mi o pierwszy raz z twórczością autora, a do tego tak udany. Książka bardzo mi się podobała i chętnie sięgnę po poprzednią i kolejne. Mowa o:

"Szczęście z piernika" - Tomasz Betcher (Wydawnictwo W.A.B.)

I przyszedł czas na najważniejszą kategorię. Wiele osób pyta o najlepszą książkę przeczytaną w 2019 roku. Ja długo myślałam, analizowałam i niestety. Nie potrafię wskazać jednej. Dlatego na 1 miejscu na podium muszą się zmieścić dwie autorki i trzy książki Wydawnictwa Książnica
Najlepsze książki, moim skromnym zdaniem, jakie miałam przyjemność przeczytać w mijającym roku to:

"Narzeczona z getta" - Sabina Waszut
oraz dwa tomy serii:
 "Wendyjska Winnica"  (Cierpkie grona, Winne miasto) - Zofia Mąkosa 


A wy potraficie wskazać swoje ulubione TOP-y 2019? 

 

grudnia 30, 2019

"Miłość z widokiem na Śnieżkę" - zbiór opowiadań

"Miłość z widokiem na Śnieżkę" - zbiór opowiadań
Czas na chwilę się zatrzymał. Stanisław stał i patrzył. Całym sobą chłonął widok, który dotychczas znał tylko ze zdjęć i pocztówek. Helenko, jestem tutaj - pomyślał. - I myślę o tobie. Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałbym, żebyś stała obok..."
Przyjęłam zaproszenie do Karpacza. Czy podobała mi się ta podróż?  

Zapraszamy na Wielki Bal Ducha Gór, który odbędzie się 31 grudnia w Hotelu Pod Skałą, w Karpaczu! Komu uda się wziąć udział w tej imprezie? Kto stoi za tym tajemniczym przedsięwzięciem?
Osiem zaproszeń, osiem opowieści.
Każde trafiło w inne miejsce – do rozgłośni radiowej, lokalnej telewizji, gminnej biblioteki publicznej, wielkomiejskiej galerii handlowej… Czasami wystarczy się dobrze rozejrzeć. Może to właśnie tuż obok Ciebie skrywa się szansa na przeżycie czegoś niesamowitego? Wszystko się może zdarzyć! Nigdy nie wiemy dokąd doprowadzi nas los.
Zapraszamy w piękną podróż do Karpacza, małego miasteczka u podnóża Śnieżki!
 
W zasadzie nie przepadam za zbiorami opowiadań. Nie, nie mogę powiedzieć, że ich nie lubię, ale po prostu wolę bardziej rozbudowane historie. One wyczerpują mój czytelniczy niedosyt, zwłaszcza jeśli opowieść ma to "coś". A w przypadku antologii mam poczucie, że niektóre z opowiadań mają potencjał na więcej i mój apetyt na nie też rośnie. Ale zdarza mi się sięgać i po nie, zawsze jestem bowiem ciekawa, jak autorzy poradzili sobie z tzw. krótką formą. 
W tego typu zbiorach zwracam uwagę na pewnego rodzaju spójność. Generalnie wiadomo, że każdy z autorów ma swój indywidualny styl, ale mimo to lubię, kiedy opowiadania mają punkt wspólny i tworzą całość, która jest patchworkiem, ale z wyjątkowo dobrze połączonych elementów. I w przypadku "Miłości z widokiem na Śnieżkę" nie mam się w tej kwestii do czego przyczepić. Mamy przewodni motyw, czyli Wielki Bal Ducha Gór, który odbędzie się 31 grudnia w Hotelu Pod Skałą, w Karpaczu. Poza tym mamy jeszcze ją - miłość, która w każdym z opowiadań jest nieco inna. Autorki pokazały to uczucie w rożnych odcieniach. Mamy zatem do czynienia z kiełkującym uczuciem, aż po uczucie dojrzałe, ale i takie, które stoi na krawędzi przepaści i wydaje się, że nieuchronnie zmierza do rozwodu. Jest także miłość z przeszłości, która jest uczuciem sentymentalnym, niespełnionym. I to właśnie ta historia, która wyszła spod pióra Karoliny Wilczyńskiej, jest moją ulubioną w całej antologii. Chętnie przeczytałabym jej ciąg dalszy. :) Podobało mi się także opowiadanie Magdaleny Majcher oraz Magdy Witkiewicz - sama chętnie wcieliłabym się w rolę głównej bohaterki jej historii. Najbardziej ciekawa byłam debiutującej w antologii Ilony Ciepał-Jaranowskiej. Jej opowiadanie miało potencjał, ale wydaje mi się, że nie do końca został wykorzystany. Niemniej jednak autorka całkiem dobrze "rokuje" i mam nadzieję, że doczekam się jej indywidualnej książki. ;)
Podsumowując:

Generalnie "Miłość z widokiem na Śnieżkę" nie trafi do grona moich ulubionych zbiorów, ale nie mogę odebrać mu uroku oraz klimatu charakterystycznego dla okresu między świętami, a Nowym Rokiem. Jeśli macie ochotę na poznanie nowych autorów lub spotkanie z tymi znanymi i lubianymi pisarzami, to sięgnijcie po tę antologię. Myślę, że zaciekawią was historie osób, które postanowiły zawalczyć o 8 biletów na wyjątkowy bal.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Filia.  

https://www.facebook.com/WydawnictwoFILIA/

grudnia 27, 2019

"Giler, trampolina i reszta świata" – Agnieszka Chylińska

"Giler, trampolina i reszta świata" – Agnieszka Chylińska
- Czasem trzeba kogoś stracić, żeby wiedzieć na pewno, czy się go kochało, czy nie."
Agnieszka Chylińska to dla mnie przede wszystkim muzyka. Czy moje pierwsze spotkanie z nią jako autorką książek oceniam jako udane?

Giler czasem nie jest pewny, czy istnieje, nie lubi hałasu, niespodzianek i ziemniaków...
Giler to niezwykły chłopiec. Ma klucz do duszy każdego człowieka i z każdego wydobywa dobro.
Poznaj brata Zezi i Franka, który kocha pływanie, niszczarki dokumentów oraz jest gąbkożercą.
Wierzy, że żadna ilość płynów do kąpieli nie jest za duża, a słodycze nie są przed nim bezpieczne nawet w sejfie.
To historia o niedoskonałych ludziach, którzy tworzą rodzinę.
I kochają się tak... najbardziej na świecie.

Tak sobie myślę, że ciężko jest napisać książkę dla dzieci, która byłaby jednocześnie dla nich, a z drugiej strony potrafiła trafić także do ich rodziców. Zwłaszcza jeśli nie jest to jedna z kolejnych bajek o księżniczkach, potworach lub odwiecznej walce dobra ze złem. W przypadku książki Agnieszki Chylińskiej mamy do czynienia z przeciętną rodziną. Choć może powinnam napisać - nieprzeciętną, biorąc pod uwagę tytułowego Gilera, który z całą pewnością jest wyjątkowy.
Opowieść o rodzinie "Zezik" nie jest łatwą opowieścią o wesołej gromadce, ale historią rodziny, której przyszło zmierzyć się z niepełnosprawnością dziecka. Czarek boi się wielu rzeczy, ma swoje dziwactwa, określone potrawy, które lubi i zajęcia, które go uspokajają. W książce poznajemy dylematy jego rodziców oraz spostrzeżenia jego rodzeństwa, zwłaszcza starszej siostry Zuzi, która także próbowała się dostosować do niepełnosprawnego członka rodziny. Nie można zapomnieć także o młodszym Franku, który mimo że pozbawiony wiedzy o początkach z życia Gilera, jest dla niego wsparciem i partnerem.
Życie po rozstaniu w patchworkowej rodzinie, nowe uczucie, pracoholizm i brak czasu nawet dla siebie - to kilka z ciemnych stron dzisiejszych czasów. Agnieszce Chylińskiej udało się to jednak uchwycić w bardzo zgrabny sposób i wsadzić w ramy opowieści, która nie nastręcza trudności dzieciom w wieku od 7 do 13 lat. Cała historia jest taka... zwyczajna, pomimo niełatwego tematu wziętego przez autorkę na tapet. 

Podsumowując:

Na tych niewiele ponad stu stronach Agnieszka Chylińska zawarła wiele leków rodziców, którzy muszą wychować niepełnosprawne dziecko. Jednak historia Gilera ma w sobie także pierwiastek optymistyczny. Pokazuje, że z każdej sytuacji jest wyjście, że wszystkiego można się nauczyć, przyzwyczaić i z tym żyć. Można cieszyć się z każdego, nawet niepozornego postępu dziecka i odczuwać dumę. Niepełnosprawność to nie koniec świata. To wyzwanie, któremu można sprostać. Wystarczy tylko otworzyć serce i zaprosić ją do swojego domu na nowo.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu PASCAL.
https://www.facebook.com/WydawnictwoPascal/


 

"Wioska kłamców" - Hanna Greń [PRZEDPREMIEROWO]

- Zwierzęta zawsze śmierdzą - burknął. Wyczuła w jego głosie pogardę, - Jedne mniej, inne więcej, ale śmierdzą wszystkie. Ludzie też, ...

Copyright © 2016 NIEnaczytana , Blogger