lutego 19, 2020

"Smartfonowe dzieciaki" - Julianna Miner - patronat medialny NIEnaczytana [PREMIEROWO]

"Smartfonowe dzieciaki" - Julianna Miner - patronat medialny NIEnaczytana [PREMIEROWO]
Masa dorosłych, wliczając w to rodziców, nadużywa mediów społecznościowych i samych telefonów. Tak jak palenie u rodziców jest wskazówką i prognostykiem tego, czy ich dzieci będą palić, sposób używania przez nich mediów społecznościowych i urządzeń elektronicznych ustanawia standard w kwestii tego, co jest normalne i do przyjęcia w ich domu."
Jestem mamą i lubię być świadoma zagrożeń, jakie czyhają na moje dzieci. Dlatego chętnie sięgnęłam po książkę "Smartfonowe dzieciaki".

Jak wychowywać dziecko we współczesnym świecie, kiedy już kilkulatkowie mają dostęp do smartfonów? Jak chronić swoje dziecko przed tym, co znajduje się w sieci i jednocześnie skorzystać z możliwości, jakie oferuje wirtualny świat?  
Do świata smartfonów wkraczają coraz młodsze dzieci i to w okresie największych zmian rozwojowych. Popełnianie błędów to naturalny i potrzebny element dorastania. Jak rodzice mogą pomóc swoim dzieciom i wesprzeć je, kiedy social media mają zdolność potęgowania tych błędów i ich konsekwencji? Zamiast martwić się i wyobrażać sobie najgorsze scenariusze, dzięki tej książce rodzice otrzymują szerszy kontekst tego, czym dla dzieci jest wirtualny świat.
Autorka, bazując na wnikliwych wywiadach z nauczycielami, psychologami oraz samymi dziećmi, oferuje praktyczne porady nie tylko na temat sposobów, jak rodzice mogą pomóc, by dzieci uniknęły pułapek współczesnej wirtualnej rzeczywistości, ale również rzetelnie przedstawia, jak dostrzec zalety tego, że dzieci wychowują się z telefonami w rękach.
 
Przyznaję, że rzadko sięgam po poradniki. Nie żebym czuła się jak spec od wszystkiego, który pozjadał wszystkie rozumy. Absolutnie nie. Ale to co zawsze przeszkadzało mi w poradnikach to paradoksalnie... porady. Ja wiem, że eksperci z danej dziedziny mają wiedzę i chcą pomóc, ale dla mnie to wszystko zawsze wydawało mi się takie poważne, napisane językiem, który do mnie nie przemawiał, bo nie lubię jak ktoś mówi do mnie branżowym żargonem. Być może, nie twierdzę, że nie, nie trafiłam na taki poradnik, który przypadłby mi do gustu. Ale generalnie - ja to nie jest target dla tego typu książek. Aż do teraz i tylko w tej formie jak ta przedstawiona w "Smartfonowych dzieciakach", do których podeszłam jak do poradnika, a dostałam świetną książkę, która pomaga rodzicom przede wszystkim zrozumieć. Co zrozumieć? Chociażby mechanizmy działania social mediów, ich ujęcie w kontekście różnic pokoleniowych, a przede wszystkim, co w zasadzie najistotniejsze, pomaga dostrzec nasze dziecko i jego miejsce w tym wszystkim. Julianna Miner nie podaje czytelnikowi na tacy gotowej odpowiedzi na pytanie - kiedy dziecko powinno dostać telefon komórkowy? Ona opisuje pewne przykłady, dotyczące konkretnego zagadnienia, a potem poddaje czytelnikowi punkty. Bo w zasadzie najważniejsze jest, aby pewne kwestie przepracować na swoim własnym podwórku i dziecku, jeśli się mogę tak wyrazić.
W książce znajdziemy rzecz jasna fragmenty innych publikacji, do których odwołuje się Miner, jak i pewne wyniki badań. Jednak są one tak przedstawione, że stanowią uzupełnienie do treści, a ich zawartość nie nudzi, są swego rodzaju ciekawostką. 
To co mnie uderzyło chyba najbardziej, to kwestia zachowania w momencie "PINGania" telefonu. Wiecie, słyszycie sygnał powiadomienia i co robicie? Ja wyobraziłam sobie taką sytuację, potem zerknęłam na grafikę zamieszczoną pod tekstem i zdałam sobie sprawie, że oto ja, tak właśnie postępuję w momencie gdy mój telefon się odezwie. I powiem szczerze, że to spowodowało, iż zapaliła mi się czerwona lampka. Niestety, ale zachowuję się już jak smartfonowy pies Pawłowa, który, przepraszam za określenie, ślini się na każdy dźwięk dochodzący z jego telefonu.
Podsumowując:

To co przykuwa uwagę w "Samrtfonowych dzieciakach" to to, że autorka mówi wprost o różnych zagrożeniach wynikających z korzystania przez dzieci z telefonów komórkowych, w tym ich aktywności w sieci, ale ich nie demonizuje. Daje nam -  rodzicom do ręki narzędzie, które może pomóc uniknąć kryzysowych sytuacji. Podkreśla ważność bycia konsekwentnym w wyznaczaniu granic i rozmowy z naszymi pociechami, a nam samym ułatwia zaznajomienie się z meandrami social mediów. Tutaj nie kontrola jest najważniejsza, a świadome i dojrzałe podejście do sprawy. Książka pomaga postawić rodzica czy opiekuna w roli przewodnika po smartfonowym świecie. Mnogość tematów w niej poruszonych na pewno ułatwi wam rozmowę z dzieckiem na temat posiadania przez niego telefonu, a dodatkowo otworzy oczy na wiele istotnych kwestii. Polecam Waszej uwadze tę naprawdę świetną książkę!

Za egzemplarz do recenzji i możliwość objęcia książki patronatem medialnym dziękuję Wydawnictwu Bez fikcji.
https://www.facebook.com/Wydawnictwo-Bez-Fikcji-617623182034754/

lutego 17, 2020

"Zaczekaj na miłość" - Ilona Gołębiewska

"Zaczekaj na miłość" - Ilona Gołębiewska
Prawdziwe uczucie przychodzi do człowieka we właściwym momencie. - Tylko kiedy to będzie? - Zaczekaj na miłość... Taką prawdziwą, która nie tylko uczyni z ciebie najszczęśliwszą kobietę na świecie, ale i pozwoli otworzyć serce na to, co piękne i dobre. Cierpliwie czekaj, a życie ci to sowicie wynagrodzi (...)".
Ilona Gołębiewska zaprasza po raz trzeci na Lipowe Wzgórze. Jak poradzi sobie kolejna kobieta z rodu Horczyńskich z przeciwnościami losu?

Klara Horczyńska ma niespełna trzydzieści lat, jest wziętą modelką, szturmem podbija rynek mody. Nagły wyjazd do Paryża okazuje się pasmem sukcesów. Nowe znajomości, udział w pokazach, sesje fotograficzne dla znanych pism z branży. Dobra passa kończy się nieoczekiwanie osobistym dramatem i rozstaniem z ukochanym.
Poturbowana przez życie i samotna wraca do Polski, marzy tylko o tym, żeby uciec przed światem i zaszyć się w swoim mieszkaniu. Nie radzi sobie jednak ze stratą i emocjami. Prosi o pomoc babcię Anielę, która zabiera ją na Podlasie do dworu na Lipowym Wzgórzu, będącego od pokoleń ostoją rodu Horczyńskich.
Klara zatrudnia się w Akademii Sztuk Anielskich, na nowo odkrywa malarską pasję i myśli o powrocie na studia artystyczne. Niespodziewanie otrzymuje wiadomość o śmierci ojca, który nigdy nie utrzymywał z córką kontaktu i tym samym skazał ją na samotne dzieciństwo. To wydarzenie stawia na jej drodze osoby, z którymi łączą ją więzy krwi, a dzieli krzywdząca przeszłość. Nawiązuje z nimi bliskie relacje i przez to naraża siebie samą na niebezpieczeństwo. Jej nadzieją staje się Jakub – mężczyzna poznany w zaskakujących okolicznościach, mający zagadkową przeszłość. Jakie są jego prawdziwe zamiary? Czy Klara upora się z sekretami rodziny? Czy odnajdzie szczęście?
 
Po lekturze poprzednich dwóch książek Ilony Gołębiewskiej, których akcja rozgrywała się w Dworze na Lipowym Wzgórzu, byłam ciekawa losów kolejnej kobiety z rodu Horczyńskich. Wybór autorki padł na Klarę, która robi karierę za granicą i podbija największe modowe wybiegi. Jej dobrą passę przerywają bardzo smutne wydarzenia, dlatego kobieta podejmuje decyzję o powrocie do kraju. Miejscem, w którym ma leczyć złamane serce oraz rany zadane przez los ma być dworek jej babci Anieli.
Przyznaję, że na początku bardzo drażniła mnie Klara. Jej podejście do życia trochę w myśl "chciałabym, a boję się", rozkładanie wszystkiego na czynniki pierwsze i rozczulanie się na każdym kroku nad sobą, doprowadzało mnie do irytacji do tego stopnia, że miałam ochotę nią potrząsnąć. Tym zachowaniem nijak nie przypominała seniorki roku, ani matki, które w poprzednich tomach ukazane zostały jako kobiety silne, które potrafią wziąć się z życiem za przysłowiowe bary. Na szczęście w miarę upływu fabuły bohaterka przeszła dużą przemianę i wróciła do moich czytelniczych łask.
Wydaje mi się, że w "Zaczekaj na miłość" autorka odeszła trochę od dramaturgii i dynamiki akcji, z którą spotkaliśmy się w tomach poświęconych pozostałym kobiecym postaciom: Anieli i Sabinie. Nie było w niej ani sekretów podziemnego korytarza, ani afery łapówkarskiej. Trochę mi tego brakowało, ale rozumiem, że tym razem w myśl tytułu, główną rolę odgrywała miłość. Ilona Gołębiewska zaserwowała czytelnikom opowieść o kobiecie, która próbuje zbudować na nowo swoje życie oraz zaufanie do mężczyzn. Która podejmuje próbę odnalezienia siebie w nowej - starej rzeczywistości i uwierzenia w to, że jest w stanie osiągnąć wszystko. 
Podsumowując:

"Zaczekaj na miłość" to lektura idealna dla miłośniczek romantycznych powieści obyczajowych. To opowieść o ścieżkach losu, które czasem tak się plączą, że trudno wyjść na prostą. Historia kobiety, która podjęła walkę o własną przyszłość, szczęście oraz miłość, na którą bez względu na wszystko warto zaczekać. Pełna emocji, zagmatwanych rodzinnych relacji opowieść o rozliczeniu się z przeszłością, która lubi czasem namieszać, ale może przynieść także wiele dobrego. Miło było znowu wrócić na Lipowe Wzgórze i zobaczyć jak znane i lubiane postacie znajdują swoje szczęście. 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję autorce oraz Wydawnictwu MUZA SA.
 
https://www.facebook.com/golebiewska.ilona.pisarka/
https://www.facebook.com/wydawnictwo.muza.sa/
 
 

lutego 15, 2020

"Karma. Odważne i romantyczne" - Malwina Chojnacka [patronat medialny NIEnaczytana]

"Karma. Odważne i romantyczne" - Malwina Chojnacka [patronat medialny NIEnaczytana]
 Próbuje mnie przytulić. – No nie... musisz zdjąć tę mokrą koszulę, z tyłu na siedzeniu jest mój sweter. Zdejmuj szybko! – Zwariowałeś! Mam się teraz rozebrać w twoim samochodzie, bo powiedziałam, że cię kocham?! – Będziesz chora! Musisz się przebrać! – Eryk odwraca się i sięga po sweter. Ogromny, wełniany. – Jestem lekarzem, pamiętasz? – Pamiętam. Weterynarzem! – mamroczę.
Miłość jako motyw przewodni? To już było. Ale motyw miłości do czworonogów, to musiało się udać!

Dwanaście miesięcy, trzy przyjaciółki i jedno miejsce, które łączy: kawiarnia Karma. Do niej zawsze się wraca!
Znajdujące się na życiowym zakręcie Wiktoria, Justyna i Ola założyły Karmę – kawiarnię przyjazną psom. Ten szalony pomysł pociągnął za sobą inne odważne życiowe decyzje. Jak poradzi sobie Ola po bolesnym rozstaniu z mężem? Czy Justyna, prowadząc prywatne śledztwo, odnajdzie człowieka, który katuje bezdomne psy? Co pomoże Wiktorii zapomnieć o ciężkiej chorobie?
Odważne i romantyczne to pierwszy tom serii o prawdziwej przyjaźni i sile miłości – do siebie, ludzi i zwierząt. Zapraszamy w gościnne progi Karmy! 

Czasem, zaczynając czytać książkę, od razu widzę oczami wyobraźni, jak będą wyglądali poszczególni bohaterowie i opisywane w niej wydarzenia. I tak samo było w przypadku "Odważne i romantyczne". Dzięki obrazowo przedstawionym scenom oraz postaciom, odnosiłam wrażenie, że jestem na planie serialu, w którym gram statystę, albo po prostu oglądam w skupieniu poszczególne elementy scenariusza. Myślę, a nawet jestem pewna, że to zasługa barwnego pióra autorki. 
W książce mamy do czynienia z dużą ilością postaci. Na pierwszy plan wysuwają się trzy przyjaciółki, które pewnego dnia wpadają na pomysł otworzenia kawiarenki dla czworonożnych pupili i ich właścicieli. Dosyć oryginalny pomysł, ale w przypadku tej trójki okazuje się trafiony.
Autorka pod płaszczykiem lekkiej i okraszonej humorem historii ukryła wiele ludzkich problemów. Toksyczne małżeństwo, walka z ciężką chorobą, samotność, potrzeba uczucia i drugiego człowieka u boku, aż po aferę kryminalną związaną z bestialskim traktowaniem psów. W pierwszym tomie "Karmy" bardzo dużo się dzieje, a to wszystko sprawia, że czytelnik nie ma czasu, aby się nudzić. To co w moim odczuciu wysuwa się na pierwszy plan to fakt, że autorka dużo uwagi poświęciła wykreowaniu poszczególnych postaci, od tytułowych odważnych i romantycznych, a na drugoplanowych bohaterach skończywszy. Moim ulubieńcem na pewno stał się Guido - Włoch, prawie ideał faceta, kochający, pełen troski i zrozumienia dla pomysłów jego ekscentrycznej i energicznej żony.
Podsumowując:

Pierwszy tom cyklu "Karma" to bardzo udane zaproszenie do kolejnych książek o przygodach trzech przyjaciółek i ich psiego biznesu. To opowieść, która bawi, wzrusza, ale przede wszystkim otwiera oczy na to co dzieje się tuż obok z naszymi najwierniejszymi przyjaciółmi - psami. Autorka nie bała się poruszyć w niej kwestii opieszałości niektórych instytucji oraz nabierania wody w usta przez lokalną prasę. Myślę, że w rzeczywistości często może być podobnie, tak wielu ludzi jest zupełnie niewrażliwych na brutalne traktowanie zwierząt, a temat przemocy wobec nich traktuje się wielokrotnie jako temat tabu, bo jest zbyt niewygodny, aby ujrzeć światło dzienne. Na szczęście karma, nomen omen, wraca. "Odważne i romantyczne", poza historią o miłość do czworonogów w jej różnej postaci, która emanuje niemal z każdej strony książki, to także opowieść o wielkiej przyjaźni, pomimo różnic charakterów. Dajcie się zaprosić w gościnne progi Karmy. Gwarantuję, że od pierwszej chwili poczujecie się tam jak u siebie.

Za możliwość zrecenzowania oraz objęcia książki patronatem medialnym dziękuję Wydawnictwu Książnica. 
https://www.facebook.com/Wydawnictwo-Ksi%C4%85%C5%BCnica-1712601658770030/

lutego 12, 2020

"Motyl i skrzypce" - Kristy Cambron [PREMIEROWO]

"Motyl i skrzypce" - Kristy Cambron [PREMIEROWO]

Bóg darowuje ludziom talenty, które w nich dojrzewają i sycą się siłą ducha nawet pośród wszechogarniającego mroku. Kwitną w dolinach życia i ignorują szczyty. Rozwijają się niczym kwiaty ogrzewane ciepłymi promieniami słońca. Kryją w tajemnych izdebkach nawet w obozach koncentracyjnych. Karmione ukradkiem, rosną w sercach artystów."
Bardzo byłam ciekawa tej książki. Piękna okładka zwiastowała dobrą treść? Ale czy na pewno moje ocenienie książki po okładce było trafne?
Adele von Bron, utalentowana skrzypaczka, poświęciła wszystko, żeby ratować ostatnich wiedeńskich Żydów. Kiedy na polecenie własnego ojca, wysokiego rangą generała Trzeciej Rzeszy, trafiła do obozu w Auschwitz, jej piękny świat legł w gruzach. Przerażającą codziennością stały się głód, strach i cierpienie.
Kilkadziesiąt lat późnej Sera James, właścicielka galerii sztuki na Manhattanie, angażuje się w poszukiwania portretu młodej skrzypaczki, który pierwszy raz ujrzała, będąc jeszcze dzieckiem. Podczas próby odnalezienia zaginionego arcydzieła los stawia na jej drodze Williama Hanovera, którego dziadek może być kluczem do rozwiązania zagadki dziewczyny z obrazu.
Tak sobie myślę, że książki, w których pojawia się wątek Auschwitz można podzielić na trzy kategorie: literaturę faktu, czyli książki, które relacjonują prawdę historyczną; zbeletryzowane historie z Auschwitz w roli głównej, czyli książki, w których oddana jest prawda, ale ich język jest bardziej przystępny oraz książki, których akcja zbudowana jest na wątku z Auschwitz, ale są powieściami bazującymi na fikcji historycznej. I podchodząc do "Motyl i skrzypce" jak do książki z trzeciej kategorii, na pewno będziecie zadowoleni.
Generalnie mogę powiedzieć, że książka mi się podobała. Od początku wciągnęła mnie tajemnica z obrazem w roli głównej i byłam bardzo ciekawa jaki będzie jej finał. Dwójka bohaterów, których łączy wspólna sprawa, którzy wyruszają w podróż w czasie, aby połączyć rozsypane puzzle i złożyć je w całość - to była dla mnie ta lepsza część książki. 
W "Motyl i skrzypce" narrator naprzemiennie opowiada nam o sytuacji współczesnej i próbie odnalezienia portretu skrzypaczki oraz o czasach, w których ona żyła, łącznie z jej pobytem w obozie koncentracyjnym. I o ile ten zabieg był dobrym rozwiązaniem, bo wątki z lat minionych i obecnych, wzajemnie się przenikały i łączyły, o tyle czytając o tym naprzemiennie odczuwałam trochę dysonans pomiędzy lekką, opartą na romansie, który wisi w powietrzu, opowieścią, a czymś co miało w założeniu oddać piekło obozu. No właśnie - miało, bo w moim odczuciu nie oddało. Sceny z Auschwitz przedstawione przez autorkę pozbawione były dramaturgii, a cały obóz i wszystko co się w nim działo pokazane, moim zdaniem, zbyt powierzchownie. Cambron skupiła się bardziej na losach Adele, a nie na wiarygodnym oddaniu realiów tamtego miejsca. Nie jestem ekspertem od tej tematyki, ale opisywanie sytuacji, w której kobiety będące w orkiestrze w Auschwitz przebierają się w wytworne suknie, malują szminką, aby wyglądać pięknie - nie wiem, to się dla mnie tutaj gryzło, jak na opowieść, która miała pokazać koszmar więźniów. Na pewno to co jeszcze zwraca uwagę, to uwypuklony temat wiary. I o ile nie przeszkadza mi to w żaden sposób, to w tej książce była dla mnie wpleciona nieco sztucznie. W wielu momentach miałam wrażenie, że oto nagle bohaterka sobie przypomina o tym, że jest wierząca. Zabrakło mi spójności wątku wiary z całą fabułą.
Podsumowując:

"Motyl i skrzypce" to nie jest książka, która oddaje okrucieństwo i sytuację więźniów w obozie koncentracyjnym. To miejsce jest jedynie jednym z kilku, które autorka wykorzystała, aby przedstawić losy miłości skrzypaczki i wiolonczelisty. To opowieść o rodzinnych tajemnicach, o wielkiej pasji i miłości do muzyki. Całość oceniam pozytywnie, miło spędziłam przy niej czas. Zabrakło mi trochę emocji i umiejętnego podkreślenia ważności wydarzeń, bardziej wnikliwego i wiernego przedstawienia tego, co działo się w Auschwitz. Całość została jak dla mnie pokazana zbyt powierzchownie i to traktuję jako główny zarzut do tej powieści.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.
https://www.facebook.com/WydawnictwoZnak/

lutego 11, 2020

"Cień zbrodni" - Edyta Świętek [patronat medialny NIEnaczytana]

"Cień zbrodni" - Edyta Świętek [patronat medialny NIEnaczytana]
 
(...) I zmieniasz poglądy niczym chorągiewka powiewająca na wietrze. - Mylisz się. To ty masz na oczach klapki. A co do poglądów: niekiedy warto je przewietrzyć. Tylko krowa z uporem maniaka gustuje w trawie rosnącej na miedzy u sąsiadów".
Doczekałam się! Mogłam w końcu dowiedzieć się co było dalej! Po takim finale poprzedniego tomu, można było się spodziewać wszystkiego...

Dla rodziny Trzeciaków nadciągają trudne czasy. Pogłębiający się kryzys sprawia, że Justyna ledwo wiąże koniec z końcem. Gnębiony wyrzutami sumienia Tymoteusz usiłuje ją wspierać, niestety sam doświadcza prawdziwej tragedii. Czy nad Tymoteuszem zawisła klątwa, która zrujnuje mu życie? Wojciech Kost podejmuje decyzję o opuszczeniu żony. Niespodziewanie Helena otrzymuje paczkę oraz list z zagranicy od tajemniczego nadawcy. Jak poradzą sobie Trzeciakowie w okresie stanu wojennego? Czy małżeństwo Kostów przetrwa próbę? 

Czekałam bardzo na trzeci tom cyklu "Grzechy młodości". Każdy kto czytał "Echa niewierności" zapewne podziela moje zniecierpliwienie, związane z oczekiwaniem na premierę "Cienia zbrodni". Autorka zostawiła czytelników w takim momencie, że kiedy tylko w moje ręce trafiła najnowsza część losów rodziny Trzeciaków, musiałam się dowiedzieć, jakie wydarzenia miały miejsce po tamtym dramatycznym zakończeniu. I jeśli oczekiwaliście tego, że w kontynuacji będzie spokojniej, to się rozczarujecie. Oczywiście pozytywnie, choć nie wszystkie wydarzenia jakie przygotowała dla swoich bohaterów Edyta Świętek, można określić mianem pozytywnych.
Bardzo cieszy fakt, że autorka utrzymuje w każdym tomie ten sam wysoki poziom. Nadal możemy przenieść się dzięki jej barwnym opisom w przeszłość. Tym razem mamy lata 80 - te XX wieku. W Polsce ogłoszono stan wojenny. Ja byłam wtedy dzieckiem i większość wydarzeń pamiętam jak przez mgłę. Bez względu jednak na to, czy żyliście w tamtych czasach, czy też znacie je jedynie z opowieści starszych członków rodziny, będziecie równie zadowoleni tym, co zaserwowała czytelnikom Edyta Świętek. Drobiazgowo oddany klimat tamtego okresu i coś czego nie potrafię nazwać słowami, a co sprawia, że czujemy się tak, jakbyśmy tam byli. I wcale nie wydaje nam się, że coś o czym pisze autorka: wydarzenia, sposób życia ludzi i problemy dnia codziennego są dziwne czy bardzo odległe. Po prostu wchodzicie w tę historię całym sobą. Przynajmniej tak było w moim przypadku. Opuszczałam XXI wiek i wspólnie z rodziną Trzeciaków borykałam się z przeciwnościami losu. A tych w "Cieniu zbrodni" nie brakuje. Przygotujcie się na wiele smutku, ludzką tragedię, utratę najbliższych osób, a także zderzenie z wydarzeniami z przeszłości, które były znane z pierwszych stron ówczesnej prasy, jak chociażby sprawa księdza Popiełuszki.
Na pierwszy plan w najnowszej części cyklu "Grzechy młodości" wysuwa się raczej młode pokolenie. Możemy obserwować ich próby wkroczenia w dorosłość. Problemy związane z nieplanowaną ciążą czy budowaniem związku od podstaw, co zwłaszcza w przypadku osób młodych, nie jest rzeczą łatwą. Nie zabraknie także średniego pokolenia Trzeciaków. Jedni będą musieli zmierzyć się z konsekwencjami grzechów młodości, inni będą odnajdywali w pomocy potrzebującym członkom rodziny, ukojenie w poczuciu winy. Życie będzie toczyć się dalej, aż do momentu zakończenia, które ponownie zostawi was z niemą pretensją skierowaną do Edyty Świętek i pytaniem: jak tak można, droga autorko?!
Podsumowując:

Trudno mi się nie zachwycać tą serią. Po prostu uważam, że jest tak dobra, że mogę polecić ją każdemu. Jest to wartościowa saga rodzinna, która przedstawia losy ludzi takich jak my, którzy kochali i nienawidzili, którym się w życiu powiodło i takich, którzy musieli walczyć za swoje przekonania. O nowobogackich i tych, którym bieda zaglądała na co dzień w oczy. A to wszystko na przestrzeni lat i przemian zachodzących w naszym kraju. Koniecznie przeczytajcie!

Za możliwość objęcia książki patronatem medialnym oraz egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Replika.
https://www.facebook.com/WydawnictwoReplika/

 

lutego 09, 2020

"Fabryka lalek" - Elizabeth Macneal [PRZEDPREMIEROWO]

"Fabryka lalek" - Elizabeth Macneal [PRZEDPREMIEROWO]

Znowu będzie sam. Samotność jest karą. Zawsze udawał, że ją lubi. Nie miał wyboru, więc dlaczego żałować czegoś, co minęło? Jednakże samotność jego sklepu, chłodna otchłań w pościeli obok niego, jego pomruki i kołaczące się myśli zastępujące mu rozmowę sprawiały, że czuł się pusty."
Czasem książka wzbudza w nas ciekawość i oczekujemy określonej lektury. Potem czytamy i okazuje się, że oczekiwania  nie zostały spełnione. Ale rozczarowanie nie zawsze oznacza coś negatywnego...
Londyn, rok 1850. W Hyde Parku powstaje największe wesołe miasteczko, jakie miasto kiedykolwiek widziało. Pośród tłumu gapiów Iris Whittle, początkująca artystka, spotyka Silasa, kolekcjonera ciekawostek, urzeczonego wszystkim, co dziwne i piękne. On jest nią wprost oczarowany, ona traktuje jak nic nie znaczący epizod. Pewnego dnia malarz prerafaelita Louis Frost prosi Iris, by pozowała mu do obrazu. Dziewczyna zgadza się pod warunkiem, że ten nauczy ją malować. Kobieta w malowaniu odnajduje swoją pasję, poznaje świat, o jakim nie śmiała nawet marzyć. Nie wie jednak, że zło czai się w cieniu. Od dnia przypadkowego spotkania obsesja Silasa na punkcie dziewczyny rośnie i przyjmuje dramatyczny obrót – mężczyzna wiedziony stworzoną w swojej głowie wizją porywa Iris i zamyka w piwnicy, żeby mieć ją tylko dla siebie.

Czy macie czasem tak, że czytając jakąś książkę równie bardzo chcecie przestać ją czytać, jak i kontynuować lekturę? Książkę, która wam się podoba i nie podoba jednocześnie? Nie wiem czemu, ale czytając "Fabrykę lalek" przypomniała mi się wystawa "Body Worlds", która wywoływała i wywołuje nadal wiele kontrowersji. Z jednej strony obracamy twarz z odrazą, ale w zasadzie to wszystko jest jednak dla nas takie fascynujące. Podobne emocje towarzyszyły mi przy czytaniu książki Elizabeth Macneal.
Lepka, ciężka i gęsta fabuła. Świetnie oddany klimat lat 50-tych XIX wieku. Obsesja, która wyniszcza i prowadzi do obłędu. Pasja, która pochłania bez reszty. Bieda i bogactwo, zdeformowane ciało i piękno sztuki, tani burdel i złocone wnętrza... Ta książka jest pełna kontrastów. 
Pamiętam, że kiedy decydowałam się na lekturę "Fabryki lalek" myślałam, że będzie to historia z pogranicza baśni. W końcu lalkę można potraktować jak swoistego rodzaju fantazję, jest taką plastikową wersja księżniczki. Okładka również sugerowała, że w tym względzie mogę mieć rację. Widziałam dopisek, że jest to połączenie thrillera i romansu, a mimo to oczekiwałam czegoś innego. Zostałam totalnie zaskoczona i wciągnięta w tę niepokojącą, nawet trochę przytłaczającą lekturę, która wywołuje czytelnicze napięcie, jak thriller, choć w moim odczuciu nim nie jest. To w zasadzie jedyna rzecz z jaką mam problem w kontekście tej książki, że nie potrafię jej jednoznacznie zakwalifikować do jakiegoś gatunku. Myślę, że określenie "dziwna", najlepiej do niej pasuje.
Podsumowując:

"Fabryka lalek" to opowieść o samotności, obsesji i silnej potrzebie miłości, która może doprowadzić do nieszczęścia. To także historia o społecznym odrzuceniu, o inności, która dla jednego może być odpychająca, a inny dostrzeże w niej piękno. To książka, w której dużą rolę odgrywa sztuka, chęć dążenia do perfekcji i sławy, a także o miłości, która choć daleka jest od romantycznych uniesień, to jednak próbuje się przebić przez tę brudną i smutną codzienność. 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu W.A.B.
 
https://www.facebook.com/wydawnictwo.wab/




lutego 07, 2020

"Totalna magia" - Alice Hoffman

"Totalna magia" - Alice Hoffman
Prawdziwa miłość jest niebezpieczna, wdziera się do środka i trzyma mocno, i jeśli dostatecznie szybko się nie opamiętasz, jesteś gotowa zrobić dla niej wszystko".
"Zasady magii" mnie zaczarowały. A jak wypadła "Totalna magia"?

Kiedy Sally i Gillian straciły rodziców, trafiły do domu przy ulicy Ma­gnolii, pod opiekę ciotek – Franny i Jet. Nie były to zwyczajne star­sze panie, ale jak wszystkie kobiety z rodu Owensów miały moc – potrafiły rzucać uroki i zaklęcia, a specjalizowały się w urokach miłosnych… Z tego też powodu okoliczni mieszkańcy straszliwie się ich bali… I przenieśli swój strach na nowo przybyłe siostry.
Dziewczęta dorastały we wrogiej atmosferze, wyszydzane i dręczo­ne. Nic dziwnego, że marzyły tylko o tym, żeby zniknąć. Gillian pierwsza uciekła z domu i korzystała z wolności nie zawsze w roz­sądny sposób, przez co napytała sobie sporo kłopotów. Sally, star­sza i bardziej odpowiedzialna, też wyjechała, tam gdzie nikt jej nie znał, i próbowała prowadzić normalne życie.
Ale klątwa Owensów odnalazła je obie – i los złączył je znowu, za sprawą fatalnego wypadku, tak brzemiennego w skutki, że mogła im pomóc tylko magia...

Czekałam niecierpliwie na kolejny tom z cyklu Alice Hoffman "Practical Magic". Pierwszy z nich, "Zasady magii", bardzo mnie ujął. Podobała mi się ta nieco melancholijna, magiczna opowieść z drugim dnem. I na to samo liczyłam w kontynuacji. 
Z "Totalną magią" było u mnie w zasadzie trochę inaczej, bo oglądałam film, który powstał na jej podstawie. Ale wiadomo - ekranizacja nie oddaje wszystkiego. Przyznaję, że początek był w porządku, potem zaliczyłam lekki kryzys czytelniczy i nie mogłam przebić się przez połowę książki. Brakowało mi świeżości "Zasad", było trochę zbyt depresyjnie i przytłaczająco. Po chwilowym impasie fabuła poszła do przodu i potem było już trochę lepiej.  
W tym tomie nie obyło się bez wątku uczuciowego, jednak dotyczył on m.in. miłości toksycznej, związku, w którym kobieta nie tylko godzi się na przemoc i bycie poniżaną, ale co gorsze, wydaje się jej, że tak wygląda to uczucie. Podobało mi się to w jaki sposób autorka nakreśliła siostrzane relacje kobiet z rodu Owensów, które musiały żyć niejako z piętnem tego nazwiska. Nie sposób się w tym miejscu odnieść do "Zasad magii", gdzie to piętno było bardziej odczuwalne w przypadku trójki rodzeństwa, będącej głównymi bohaterami. Teraz tej magii było niestety mniej, w kilku przypadkach miała ona także destrukcyjny wpływ na osoby, które chciały jej w jakiś sposób doświadczyć, chociażby poprzez próbę wymuszenia uczucia. Kobiety z rodu Owensów musiały zmierzyć się z bardziej przyziemnymi problemami, jak dorastanie córek, w przypadku Sally oraz nieco kryminalną sprawą, z Gillian w roli głównej. Tym z was, którzy nie oglądali filmu i nie czytali książki nie chcę zdradzać o co chodzi, musicie sami to sprawdzić. 
Podsumowując:

"Totalna magia" w wersji książkowej nie zachwyciła mnie tak bardzo jak film. Nie poradziła sobie także, moim zdaniem, z syndromem drugiego tomu i została w moim prywatnym rankingu zdeklasowana przez poprzedniczkę, czyli "Zasady magii". Odnoszę wrażenie, że Hoffman pozwoliła sobie w pierwszej części historii o członkach rodziny Owens na dużo większą swobodę, zarówno jeśli chodzi o fabułę, jak i o język.  "Totalna magia" jest dla mnie nieco przytłaczająca, a magia została zamieniona na przyziemne problemy. Brakuje swoistego rodzaju "flow", które sprawia, że opowieść urzeka i chce się do niej wracać. To wszystko jednak nie zmienia faktu, że książka była ciekawa i ma swoje plusy. Jeśli chcecie poznać historię sióstr lub obejrzeliście film i jesteście ciekawi jak wypada on w konfrontacji z książką, to pozostaje wam po nią sięgnąć.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros.
https://www.facebook.com/WydawnictwoAlbatros/



"Smartfonowe dzieciaki" - Julianna Miner - patronat medialny NIEnaczytana [PREMIEROWO]

Masa dorosłych, wliczając w to rodziców, nadużywa mediów społecznościowych i samych telefonów. Tak jak palenie u rodziców jest wskazówką...

Copyright © 2016 NIEnaczytana , Blogger