stycznia 21, 2018

WIZERUNEK SENIORA W POLSKIEJ LITERATURZE OBYCZAJOWEJ

WIZERUNEK SENIORA W POLSKIEJ LITERATURZE OBYCZAJOWEJ

Słowo 'babcia' i 'dziadek' na pewno kojarzą się większości z nas przyjemnie. To osoby, które były obok kiedy byliśmy dziećmi, pomagali rodzicom w naszym wychowaniu, niejednokrotnie wspierając ich dobrą radą i mądrością życiową. Dlatego też w dniu ich święta chciałabym odwołać się do literackich postaci seniorów.

Kiedy myślę sobie o książkowej babci, od razu pojawia się w mojej głowie jedno imię – Róża! To moja ukochana bohaterka w tym „przedziale wiekowym”. Chodzi oczywiście o staruszkę znaną z serii książek Karoliny Wilczyńskiej „Stacja Jagodno”. Babcia Róża od razu kojarzy mi się z dzieciństwem. Z drożdżowym ciastem i wakacjami na wsi. To wspomnienia, to przepis na ulubione konfitury i nalewkę z czarnego bzu ... To taki "archetyp ciepła", serce domowego ogniska.
Wykreowana przez Karolinę Wilczyńską postać i jej dom, stały się nie tylko dla mnie, ale również dla wielu czytelniczek symbolem oazy, miejsca, do którego można uciec przed codziennymi problemami, w którym czeka na nas mądre słowo i … konfitura z fiołków.
W wielu książkach występuje postać seniorki, która często jest barwną postacią.
Jest nią z pewnością Zofia - babcia Zojki – bohaterki książki Joanny Szarańskiej „Kłopoty mnie kochają”, która swoją premierę będzie miała 31 stycznia. To nietuzinkowa postać, która nijak nie przypomina spokojnej seniorki rodu. Wręcz przeciwnie: tryska energią i sypie „złotymi myślami” jak z rękawa, a ich źródło szuka w … programach śniadaniowych. Nie będę wam za wiele zdradzać, ale polecam waszej uwadze tę nieszablonową staruszkę.

W życiu książkowych bohaterów bywa różnie. Często to właśnie babcie są obok nich, kiedy zabraknie rodziców. To one są dla nich głównym autorytetem, wspierają w trudnych chwilach i zastępują zarówno mamę, jak i przyjaciółkę. Taką postać znajdujemy w książce Gabrieli Gargaś „Wieczór taki jak ten”. Po śmierci mamy Michalina została z młodszym bratem sama. Ojciec nie uczestniczył w życiu rodzeństwa, a tej młodej dziewczynie przyszło się zmierzyć z prawdziwym życiem i szarą rzeczywistością. Na szczęście Miśka miała obok siebie „anioła stróża” - babcię. Zofia to silna kobieta. Wiele przeszła, a mimo to nie straciła wewnętrznego optymizmu oraz blasku, jaki roztacza w swojej cukierni „Cynamonowe serca”. Jej wypieki są iście magiczne, wkłada w ich przygotowanie mnóstwo serca, a to wszystko sprawia, że cukiernia zyskała sobie wielu stałych klientów. To ona niczym opoka, dała siłę swojej wnuczce i pomogła zmierzyć się z trudnościami.
Wiele jest babć w książkach polskich autorów. Na myśl przychodzą mi m.in. Halina z książi „Grzechu warta” Agaty Przybyłek, która symbolizuje apodyktyczną babcię, kontrolującą swoją wnuczkę; Serafina – znana miłośnikom Doroty Gąsiorowskiej z książki „Melodia zapomnianych miłości”, która stoi na straży tajemnic z przeszłości; kolejna Zosia z książek Beaty Majewskiej „Konkurs na żonę” oraz „Bilet do szczęścia”, która zdaniem głównego bohatera Hugo jest: „jedną z najmądrzejszych osób jakie zna”, a która to wychowała jego ukochaną Łucję. I wiele innych.
Jeśli jednak mówimy o dziadku, to moim absolutnym numerem jeden, jeśli chodzi o książki jakie przeczytałam w ostatnim czasie, jest z całą pewnością Jan, z książek Ilony Gołębiewskiej „Powrót do starego domu” oraz „Tajemnice starego domu”. Jego postać jest tak przedstawiona, że chciałabym się do niego po prostu ... przytulić. I chociaż autorka zgotowała mu trudny los – piekło związane z wojną i przebywaniem w obozie – to jego mądrość, miłość do wnuczki Alicji oraz ta szczególna więź jaka go z nią łączy, jest wręcz namacalna i bardzo widoczna podczas lektury tej książki.

Nie sposób wymienić wszystkich ciekawych postaci dziadków i babci w książkach polskich autorów. W większości przypadków można stwierdzić, że grają rolę drugoplanową, ale jeśli przyjrzeć się z bliska, bez tej roli „szarej eminencji”, książki w których występują, straciłyby na wartości. Ich mądrość życiowa jest nieodłącznym elementem, który spaja fabułę i nie raz ratuje młodych bohaterów z opresji. 


***
W ich dniu, jeśli mamy tę możliwość i są nadal z nami, to powiedzmy im jak bardzo ich kochamy i jak są dla nas ważni. Bo bez nich nie bylibyśmy tymi, kim jesteśmy. To oni mieli swój udział w kształtowaniu naszej osobowości, wycierali potoki łez i godzili nas z rodzicami. Niech poczują, że są dla nas wyjątkowi. Nie tylko od święta. 




stycznia 21, 2018

"JEDWABNE RĘKAWICZKI" - RENATA KOSIN

"JEDWABNE RĘKAWICZKI" - RENATA KOSIN

Po lekturze „Alei Siódmego Anioła” byłam bardzo ciekawa, jaka będzie najnowszą książka Renaty Kosin. Już od pierwszych słów przeczytanych w książce wiedziałam, że jeżeli chodzi o kunszt autorski, znowu mnie nie zawiodła. Dlatego też z przyjemnością zagłębiłam się w lekturze.

Przyznam się, że długo myślałam nad tym jak zrecenzować tę książkę. I nie chodzi o to, że mi się nie podobała, wręcz przeciwnie – podobała się bardzo. Miałam na myśl raczej to, jaka ona jest … Niezwykła, niepokojąca, mistyczna, tajemnicza … chyba te słowa w pierwszym momencie pojawiły się w mojej głowie. Od samego tytułu, który jest również zawoalowanym przekazem, po słowa od autorki, które wiele wyjaśniają...

Nie będę wam streszczać fabuły, ponieważ uważam, że akurat w przypadku tej książki, nie jest to element kluczowy recenzji. Niemniej jednak chciałabym wam o niej opowiedzieć w taki sposób, aby oddać jej sens i głębię. Zaznaczam, że nie jest to łatwe zadanie, ponieważ nie jest to lekka i łatwa pozycja wydawnicza. To książka wymagająca, zmuszająca nie tylko do refleksji, ale także do sięgnięcia do źródeł. Bo „Jedwabne rękawiczki” zawierają elementy historyczne, wydarzenia, które miały swoje miejsce wiele lat temu, ale, jak zaznacza sama autorka, jej fabuła jest od początku do końca wymyślona i powstała w jej wyobraźni.
W „Jedwabnych rękawiczkach” Poznajemy Laurę, która jako małe dziecko zamykała się w szafie, będącej jej azylem i ucieczką od traumatycznych dla niej przeżyć. Jako dziewczynka wierzyła, że za jej tylną ścianą znajduje się magiczna kraina Narnii, do której będzie mogła przejść i już pozostać na zawsze. Teraz jest już dorosła i przychodzi jej się zmierzyć z dużo większymi trudnościami. Pozornie błaha sprawa związana z ostatecznym załatwieniem formalności sprzedaży domu rodziców, rozpoczyna jej podróż w przeszłość. Przygodę, która zmieni jej postrzeganie świata, wprowadzi ją w meandry judaizmu. Pełną mistycyzmu, tajemniczych znaków i symboli, zdarzeń, które oscylują na granicy snu i jawy... Dokąd ją to zaprowadzi? Czy uda jej się rozwikłać rodzinną tajemnicę? Tego dowiecie się sięgając po „Jedwabne rękawiczki”.

Podsumowując:

Najnowsza książka Renaty Kosin jest idealną propozycją dla wymagającego czytelnika. Nie zawiodą się jej lekturą osoby, które lubią rodzinne tajemnice, stare, niezwykłe przedmioty, a to wszystko przeplatane wydarzeniami historycznymi.
Zastanawiałam się nad tym co chciała przekazać autorka w „Jedwabnych rękawiczkach”, poza zwróceniem uwagi na wydarzenia, które miały miejsce w 1941 r. w Jedwabnem. I chociaż nie do końca jestem pewna, czy trafnie udało mi się zinterpretować jej zamierzenia, to podzielę się z wami moją refleksją:

Każdy z nas ma swoje lęki. Jedni radzą sobie z nimi całkiem dobrze, a inni zamykają się w sobie, w swoistego rodzaju „kokonie”. Boją się z niego wyjść, przeobrazić się z poczwarki w pięknego motyla. Często jest on nam niejako narzucony przez wydarzenia z przeszłości, które determinują to co dzieje się z nami tu i teraz. Ale zawsze mamy wybór. Możemy zostać w nim na zawsze, albo odciąć się od tego co nas ogranicza i rozwinąć skrzydła, aby w końcu poczuć się wolnym, odetchnąć pełną piersią i wzlecieć do góry, prosto do słońca...

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję autorce – Pani Renacie Kosin, ONA CZYTA oraz Wydawnictwu Filia.



https://www.facebook.com/ONACZYTA/
/logo stron: Facebook/

stycznia 20, 2018

"KŁOPOTY MNIE KOCHAJĄ" - JOANNA SZARAŃSKA - PRZEDPREMIEROWO - RECENZJA PATRONACKA

"KŁOPOTY MNIE KOCHAJĄ" - JOANNA SZARAŃSKA - PRZEDPREMIEROWO - RECENZJA PATRONACKA

Czy mieliście kiedyś tak, że czytając książkę odnosiliście nieodparte wrażenie, że ona jest o was i dla was napisana??!! Ja miałam dokładnie takie odczucia, podczas lektury najnowszej książki Joanny Szarańskiej „Kłopoty mnie kochają”.


Zojka jest świeżo upieczoną absolwentką dziennikarstwa i komunikacji społecznej i szuka swojej wymarzonej pracy. Jednak jej młodzieńcze ideały, zostają pogrzebane przez … szarą rzeczywistość. Mimo niepowodzeń dziewczyna nadal wierzy, że uda się jej znaleźć jakieś zajęcie i zostać na stałe w Krakowie. Jak to często bywa, los pisze różne scenariusze. Zojka wraca w rodzinne strony, aby na prośbę rodziców zaopiekować się babcią. Ten jej wielki 'come back' staje się zapalnikiem, który wznieca istny pożar w życiu głównej bohaterki.
***
Tak jak wspomniałam we wstępie, książka Joanny Szarańskiej jest dokładnie w moim klimacie. Autorka po raz kolejny serwuje swoim czytelnikom komediowy rarytas. Jego wielkim atutem są z całą pewnością postacie, które nadają kolorytu tej nietuzinkowej historii.
„Kłopoty mnie kochają” to tytuł idealnie dobrany do fabuły, bowiem Zojka spotyka je niemal na każdym rogu ulicy. Jej roztargnienie wpędza ją w tarapaty oraz zatargi … z policją. Niespodziewane znalezisko, które nie wiadomo skąd pojawia się w jej torebce podczas podróży PKP sprawia, że w jej życiu pojawia się wiele hmmmm ... niesztampowych bohaterów. Począwszy od zgryźliwego, mało sympatycznego, jak na jej oko, redaktora lokalnej gazety, przez sołtysa – podrywacza, aż na aspirancie Chochołku skończywszy.
Taaaaaak, to jest stanowczo jedna z najjaśniejszych „gwiazd” tej opowieści. Nie należy on może do najbystrzejszych funkcjonariuszy policji, jednak wnikliwości nikt mu nie odmówi. Nie sposób go nie lubić, mogę pokusić się nawet o stwierdzenie, że absolutnie skradł moje serce. Podczas lektury byłam pod wrażeniem jego "zaangażowania" w pracę, a jego niepozorna osoba wywoływała u mnie salwy śmiechu.😃

Jeśli już mamy na tapecie bohaterów, nie można nie wspomnieć o babci Zosi. To rubaszna staruszka z energią, której mógłby jej pozazdrościć niejeden młody. Za nic ma konwenanse oraz dyplomację. Swoje poglądy serwuje jak przysłowiową „kawę na ławę”, a złote myśli i mądrości życiowe czerpie z programów śniadaniowych. Jej oręże stanowi … siekiera, a co najgorsze – nie zawaha się jej użyć. Wszystko po to, aby ochronić swoją ukochaną wnuczkę.

Jeśli jesteście ciekawi co Zojka znalazła w torebce i dokąd ją to zaprowadziło, to koniecznie sięgnijcie po tę książkę.


Podsumowując:


Joanna Szarańska w swojej najnowszej książce zapewnia rozrywkę przez duże „R”. „Kłopoty mnie kochają” to historia pełna niekonwencjonalnych sytuacji, barwnych bohaterów, z zaskakującym … wątkiem kryminalnym. Zwariowana komedia pomyłek, równie mocno trzymająca w napięciu, jak w „oparach absurdu”. Polecam każdemu, komu potrzebna jest duża dawka dobrego humoru.

Maryla Rodowicz śpiewała w swojej piosence: „Wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż nie dbać o bilet ...”- myślę, że po lekturze tej książki, będziecie lepiej pilnować swojego bagażu podRĘCZNEGO. 😃


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję autorce oraz Wydawnictwu Czwarta Strona.

https://www.facebook.com/joannaszaranska/
https://www.facebook.com/czwartastrona/

stycznia 17, 2018

MAGDALENA MAJCHER - "WSZYSTKIE PORY UCZUĆ. ZIMA" - WYWIAD PREMIEROWY

MAGDALENA MAJCHER - "WSZYSTKIE PORY UCZUĆ. ZIMA" - WYWIAD PREMIEROWY

Pierwszą bohaterką nowego cyklu NIEnaczytana jest Magdalena Majcher, która zgodziła się opowiedzieć czytelnikom o swojej najnowszej książce.

Od twojego autorskiego debiutu minęły prawie dwa lata. „Wszystkie pory uczuć. Zima” to twoja piąta książka. Jak się czujesz?

M.M. Debiutowałam w maju 2016 roku, ale tak naprawdę to 2017 rok okazał się przełomowy dla mojej twórczości. Jestem w miejscu, w którym chciałam być, debiutując. Spełniły się moje marzenia, jestem szczęśliwa, że moje książki się podobają, że grono moich czytelników rośnie, że dostaję pełne serdeczności i ciepła wiadomości. Czytelniczki pytają o kolejne książki, czekają na nie z niecierpliwością. Powoli już się do tego wszystkiego przyzwyczajam, ale przez dłuższy czas nie mogłam uwierzyć, że to właśnie moje książki wywołują takie emocje! Nie mogło do mnie dotrzeć, że Magdalena Majcher, autorka lubianych i docenianych przez czytelników książek, i ta druga, całkiem zwyczajna ja to… ta sama osoba. 😊 Teraz już przyzwyczaiłam się do zmian, jakie zaszły w moim życiu, ale potrzebowałam na to dłuższej chwili. Kocham moją pracę, to, co robię, daje mi ogromną satysfakcję i czuję się spełniona.

Do momentu wydania „Wszystkie pory uczuć. Jesień”, wszystkie Twoje książki były zamkniętymi, jednotomowymi historiami. Skąd wziął się pomysł na stworzenie cyklu?

M.M.Tak naprawdę książki wydawane w cyklu „Wszystkie pory uczuć” nadal są zamkniętymi historiami. Nie chcę pisać tradycyjnych kontynuacji. Sama, jako czytelniczka, nie lubię, kiedy książka kończy się w kulminacyjnym momencie, a potem muszę czekać długie miesiące na premierę kolejnego tomu. Ale już takie serie jak „Wszystkie pory uczuć”, gdzie każda powieść opowiada inną historię, a poszczególne tomy są ze sobą luźno powiązane – jak najbardziej. Kusi mnie też wielopokoleniowa saga, ale chciałabym to zrobić w taki sposób, aby każdą część można było czytać jako odrębną książkę, nie jako część serii.
Odpowiadając na twoje pytanie – początkowo z wydawcą nie mieliśmy w planach serii. Wszystko miało rozpocząć się i zakończyć jesienią, na pojedynczej książce, idealnej do czytania długimi wieczorami, pod kocem, przy kominku. Jak to często w życiu bywa, na najlepsze pomysły wpada się zupełnie przypadkiem. Zastanawialiśmy się z wydawcą nad tytułem dla jesiennej powieści, kiedy nagle padła propozycje: a może seria czterech książek na cztery pory roku?
 Fot. Weronika Smieszek

W swoich książkach poruszasz tematy, które są postrzegane jako trudne, czasem kontrowersyjne. Czy w czasach kiedy, niestety, króluje „bylejakość”, nie boisz się, że będzie Ci się trudno przebić i dotrzeć do szerokiego grona odbiorców?

M.M.Wydawcy boją się trudnych tematów. Jedno z większych wydawnictw odrzuciło „Stan nie! błogosławiony”, tłumacząc, że temat jest zbyt kontrowersyjny i oni boją się, że to się nie sprzeda. Usłyszałam, że czytelnicy wolą lekkie, nieskomplikowane historie, najlepiej komedie romantyczne. I rzeczywiście, sprzedaż takich książek jest bardzo wysoka, ale zainteresowanie moimi powieściami, które wcale super lekkie ani łatwe nie są, dowodzi, że czytelnicy nie samymi romansami żyją. Na szczęście, razem z moim wydawcą, Wydawnictwem Pascal, mamy podobną wizję, a kolejne wspólne projekty spotykają się z sympatią czytelników, jest mi więc już łatwiej niż na początku.

Jesteś młodą kobietą, żoną, matką. Tymczasem w „Wszystkie pory uczuć. Zima” niejako wcielasz się w rolę kobiety po 60 – tce, która właśnie wkracza na „nową drogę życia”. Jak udało Ci się zachować dystans i wiarygodność?

M.M.Uwielbiam takie skomplikowane, niejednoznaczne postacie. A im więcej przeżyły – tym lepiej. Fascynuje mnie przeszłość, uważam, że nie można zrozumieć teraźniejszości bez znajomości przeszłości, dlatego tak często w moich powieściach urządzam sobie takie wycieczki w czasie. Zawsze byłam dobrym obserwatorem, potrafiłam bezbłędnie wyczuć emocje drugiego człowieka i przewidzieć mechanizmy, które popchnęły konkretną osobę do danego czynu. Często na spotkaniach autorskich pada pytanie: „Jak to możliwe, że nie ma pani nawet trzydziestu lat, a pani obserwacje są tak dojrzałe?”. Nie wiem, jak to możliwe, ale swoje już w życiu przeszłam, dlatego uważam, że nie wiek świadczy o dojrzałości i bagażu życiowym. Staram się zawsze zrozumieć moją bohaterkę. Wiem o niej o wiele więcej, niż piszę w książce. To niezbędne, aby zbudować wiarygodny portret.

W „Zimie” zaskakujesz czytelnika wątkiem kryminalnym! Skąd wziął się pomysł, aby wpleść go w fabułę Twojej najnowszej książki?

M.M.Wielokrotnie powtarzałam, że czytam takie książki, jakie sama chciałabym przeczytać. A że drugim moim ulubionym gatunkiem, zaraz po obyczajach, są kryminały, prędzej czy później musiało się to stać. 😊

Jej niezaprzeczalnym atutem, w moim odczuciu, są również wiernie odwzorowane realia PRL – u. Jak wyglądało zbieranie materiałów dotyczących tamtych czasów?

M.M. Uwielbiam historię! W liceum historia była moim ulubionym przedmiotem, zaraz po języku polskim. Był nawet taki plan, żeby iść na studia na historię, ale zniechęciła mnie starożytność, za którą nigdy nie przepadałam. 😊 Koniec końców na historię nie poszłam, ale pasja pozostała. Bardzo lubię książki historyczne, zarówno powieści, jak i opracowania, wspomnienia, reportaże. Zbieranie materiałów do „Zimy” było więc czystą przyjemnością. Przeczytałam kilka książek o życiu w PRL-u, przypomniałam sobie kilka kultowych filmów. Dużo dały mi rozmowy z moją mamą. Teściowa też coś podpowiedziała.
 Fot. Weronika Smieszek
 
W jednym z wywiadów powiedziałaś kiedyś, że chciałabyś napisać książkę, która stanowiłaby rozwiązanie pewnej zagadki, tajemnicy rodzinnej. Czy „Wszystkie pory uczuć. Zima” jest spełnieniem tego marzenia?

M.M. Nie. To nie jest ten czas. Może kiedyś mi się uda, ale niestety większość dokumentów i zdjęć z tamtego okresu zaginęła, moi dziadkowie zmarli kilkanaście lat temu, brakuje mi świadków tamtych wydarzeń. Pewnego dnia zmierzę się z tematem, ale będę musiała posiłkować się w dużej mierze wyobraźnią.

Jeżeli miałabyś wybrać ze swoich książek jedną, która jest ci najbliższa, to którą byś wybrała i dlaczego właśnie ją?

M.M. Po dłuższym zastanowieniu wybieram „Stan nie! błogosławiony”. To jest powieść o istocie macierzyństwa, a ja sama jestem przede wszystkim mamą.

Jakie są Twoje najbliższe plany wydawnicze?

M.M. Jeszcze w tym półroczu ukażą się kolejne dwie części cyklu „Wszystkie pory uczuć”. Obecnie skupiam się na redakcji „Wiosny” i zbieraniu materiałów do „Lata”, które zacznę pisać lada chwila. A później… coś nowego. Coś, czego jeszcze u mnie nie było. 😊
Fot. Weronika Smieszek
 
I na zakończenie.
Gdybyś mogła teraz wypowiedzieć jedno życzenie, związane z Twoją dalszą pracą autorska, to brzmiałoby ono … ?

M.M. Na początku naszej rozmowy mówiłam, że jestem w takim miejscu, w jakim chciałam być, debiutując. Ale że apetyt rośnie w miarę jedzenia… Chciałabym, aby dojść do etapu, kiedy książki będą moim głównym źródłem dochodu. Wprawdzie żyję wyłącznie z pisania, ale nie tylko powieści. Piszę artykuły do pism kobiecych, biorę zlecenia w charakterze copywritera, do tego dochodzą spotkania autorskie (które swoją drogą uwielbiam i z nich nigdy nie chciałabym rezygnować!) i promocja książek, w rezultacie cierpię na permanentny niedoczas. 😊 Ale, ale! Wszystko jest na dobrej drodze. Bardzo dobrej! 

Dziękuję bardzo za rozmowę. 

Zapraszam na profil autorki na Facebooku

https://www.facebook.com/magdalenamajcherautorka/


Moje recenzje:

WSZYSTKIE PORY UCZUĆ. ZIMA
https://nieprzeszkadzajterazczytam.blogspot.com/2018/01/magdalena-majcher-wszystkie-pory.html 

stycznia 16, 2018

OPOWIEM WAM BAJKĘ ... CZYLI #W OCZEKIWANIU NA PREMIERĘ - "KŁOPOTY MNIE KOCHAJĄ"

OPOWIEM WAM BAJKĘ ... CZYLI #W OCZEKIWANIU NA PREMIERĘ - "KŁOPOTY MNIE KOCHAJĄ"
W oczekiwaniu na premierę najnowszej książki Joanny Szarańskiej "Kłopoty mnie kochają", zapraszam was na "Bajkę o Zojce", której fragmenty umilą nam czas do 31 stycznia 2018 roku!

ODCINEK 1

Poznajcie Zojkę.
Zojka jest początkującą dziennikarką i marzy o tym, żeby wreszcie zainteresowała się nią redakcja jakiejś popularnej gazety. Aktualnie szuka swojego „miejsca w życiu”...


ODCINEK 2

"Chcecie bajki? Oto bajka. Była sobie pchła szachrajka..." - nie! to przecież nie ta historia.
O czym to ja miałam ... ? A tak, o Zojce!
Zojka intensywnie próbuje znaleźć swoją wymarzoną pracę. Udaje jej się nawet "zahaczyć" w pewnym ... hmmm "intrygującym" miejscu.
I kiedy myśli, że to właśnie jest TO, okazuje się, że "nie wszystko złoto, co się świeci" ...


ODCINEK 3

Zniechęcona kolejnym niepowodzeniem Zojka, zgadza się i na prośbę rodziców, wyrusza w rodzinne strony, aby pomóc swojej babci.
Jednak nawet w pociągu, podczas „posiłku”, nie może się czuć swobodnie, będąc pod obstrzałem mało tolerancyjnych pasażerów …  


stycznia 15, 2018

ZAPOWIEDŹ - SYLWIA WINNIK - "DZIEWCZĘTA Z AUSCHWITZ"

ZAPOWIEDŹ - SYLWIA WINNIK - "DZIEWCZĘTA Z AUSCHWITZ"
Dziś polecam waszej uwadze książkę traktującą o tematach trudnych, przejmujących, dramatycznych, niejednokrotnie wręcz okrutnych ... Jestem mieszkanką Oświęcimia i ten temat jest dla mnie aktualny, bo mieszkam i żyję w miejscu, gdzie kiedyś rozegrało się piekło. Sylwia Winnik debiutuje z książką, która nie jest kolejną lekturą lekką, łatwą i przyjemną. Ale to dobrze. Bo takie pozycje wydawnicze jak ta są nam niezbędne, aby docenić to co mamy, a o czym tak często zapominamy w codziennym zabieganiu ...
 
Wspomnienia dwunastu kobiet, które w młodości przeżyły piekło niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau. „Dziewczęta z Auschwitz” w księgarniach od 24 stycznia, tuż przed 73 rocznicą wyzwolenia obozu.

Kobiety stanowiły około trzydziestu procent wszystkich więźniów zarejestrowanych w KL Auschwitz-Birkenau. Trafiały tam z całej Polski i innych krajów, aresztowane w różnych okolicznościach. Pierwszy kobiecy transport dotarł do obozu 26 marca 1942 roku. Już miesiąc później przybyły tam transporty Polek, z więzień w Krakowie i Tarnowie. Sylwia Winnik rozmawiała z dwunastoma kobietami, które przetrwały obóz. Wspominają swoje przeżycia z perspektywy ponad siedemdziesięciu lat. „Mówię o nich Dziewczęta, bo są wśród nich kobiety, które do obozu trafiły w wieku sześciu, ośmiu lat, jedna, która się tam urodziła, ale i takie, które obozowe życie wprowadziło w dorosłość” – pisze autorka.

Alina Dąbrowska w Auschwitz-Birkenau spędziła dwa i pół roku. Była poddawana eksperymentom Josefa Mengele. Leokadia Rowińska do obozu trafiła w trzecim miesiącu ciąży. Wspomina, jak okrutnie traktowane były kobiety oczekujące potomstwa. Ireneusz, bo takie imię nadała swojemu synkowi, stał się najmłodszą ofiarą Marszu Śmierci. Zofia Wareluk urodziła się w Auschwitz. Swoją smutną historię opowiada na podstawie wspomnień matki. Przedstawia również dokumenty i relacje odnalezionej po latach pielęgniarki, która pomagała przy jej porodzie, a poród odbierała Stanisława Leszczyńska. Urszula Koperska do obozu trafiła jako 8-letnie dziecko. Opowiada o głodzie, tęsknocie i strachu – jej wspomnienia to historia każdego dziecka w Auschwitz. W baraku, w którym się znajdowała, więzień artysta rysował dzieciom na ścianie obrazki, które przetrwały do dziś. Wiesława Gołąbek w obozie przebywała prawie trzy lata. W tym samym baraku co ona znalazła się Seweryna Szmaglewska – pisarka wspomina 16-letnią Wiesię w swojej książce „Dymy nad Birkenau”. Walentyna Nikodem była w Auschwitz świadkiem wielu bestialskich poczynań esesmanek. To ona pod koniec wojny spotkała jedną z najokrutniejszych morderczyń i doprowadziła do jej egzekucji. To tylko niektóre z historii, które dwanaście kobiet zdecydowało się przekazać kolejnym pokoleniom.
Książkę wzbogacają zdjęcia ze zbiorów prywatnych rodzin bohaterek książki, z okresu zanim trafiły do obozu oraz ilustracje z archiwum Muzeum w Auschwitz, m.in. fotografie wykonane przez esesmana z albumu znalezionego przez więźniarkę Lili Jacob.

„Szanowne moje oczy (…) Teraz coście widziały, schowane jest we mnie. I przemienione w pamięć albo sny.”
– „Oczy”, Czesław Miłosz; motto książki

Sylwia Winnik, z domu Grochala, ukończyła dziennikarstwo we Wrocławiu. Interesuje się historią, szczególnie II wojny światowej. Jest autorką bloga Czas na Książki. W 2015 roku została wybrana przez czytelników magazynu Fanbook Książkowym Blogerem Roku. Jest pomysłodawcą i współorganizatorem Literackiego Festiwalu Czas na Książki.


https://www.facebook.com/winniksylwia/
https://www.facebook.com/wydawnictwo.muza.sa/

stycznia 12, 2018

ZAPOWIEDŹ PATRONACKA - KAROLINA WILCZYŃSKA - "PERFORMENS"

ZAPOWIEDŹ PATRONACKA - KAROLINA WILCZYŃSKA - "PERFORMENS"
Mam przyjemność zaprezentować mój kolejny styczniowy patronat medialny.:)

„Performens” to długo oczekiwane wznowienie debiutu pisarki, która jest dziś jedną z najpopularniejszych polskich autorek powieści obyczajowych. Jej bestsellerową sagę „Stacja Jagodno” pokochały tysiące Polek, a najnowszy cykl zatytułowany „Rok na Kwiatowej” podbija serca kolejnych czytelniczek. Karolina Wilczyńska rozumie kobiece emocje, a w swoich książkach często porusza tematy bolesne i bliskie każdej z nas.
„Performens” to słodko-gorzka opowieść o kobiecie, która zrezygnowała z życia w dużym mieście. Jednak ucieczka na wieś zamiast przynieść wytchnienie, postawiła przed Nadią nowe wyzwania. Brzmi jak znany scenariusz? Tym razem akcja potoczy się zupełnie inaczej!
Doskonale przedstawiony wachlarz ludzkich charakterów, a zarazem znakomicie opowiedziana, skłaniająca do refleksji historia czynią z „Performensu” książkę zaskakującą i niebanalną. Czytelnicy szczerze polecają „Performens” fanom Małgorzaty Kalicińskiej czy Katarzyny Grocholi. Przekonajcie się, że warto sięgnąć po najlepszą literaturę obyczajową w wykonaniu Karoliny Wilczyńskiej!

PREMIERA - 31 STYCZNIA 2018 ROKU 

WIZERUNEK SENIORA W POLSKIEJ LITERATURZE OBYCZAJOWEJ

Słowo 'babcia' i 'dziadek' na pewno kojarzą się większości z nas przyjemnie. To osoby, które były obok kiedy byliśmy dzi...

Copyright © 2016 NIEnaczytana , Blogger