marca 18, 2019

"Zostań ze mną" i co dalej...? Wywiad z Lidią Liszewską i Robertem Kornackim

"Zostań ze mną" i co dalej...? Wywiad z Lidią Liszewską i Robertem Kornackim
Już 3 kwietnia ukaże się trzeci tom serii książek Lidii Liszewskiej i Roberta Kornackiego - "Zostań ze mną". A ja już dziś zapraszam Was na przedpremierowy wywiad z udziałem tego wyjątkowego autorskiego duetu. Przyznaję, że sama z przyjemnością słuchałam ich odpowiedzi. 😉

Od waszego debiutu minął ponad rok. Jak oceniacie ten czas? Czy Waszym zdaniem udało Wam się zaistnieć na tym, bądź co bądź, ciasnym rynku wydawniczym?

R.K.: Filozoficznie moglibyśmy odpowiedzieć, że zmieniło się wszystko i nic… Jesteśmy w gruncie rzeczy dwójką tych samych ludzi, co przed rokiem. Bawią nas i smucą te same książki, filmy, piosenki i zdarzenia, w ten sam sposób patrzymy na życie. Ale z drugiej strony otrzymaliśmy od czytelników pewien przekaz zwrotny, który pozwala nam podjąć próbę zdefiniowania wielu rzeczy na nowo. 

L.L.: Po lekturze naszych książek mało kto odkłada je bez żadnej refleksji. Przeciwnie, nierzadko postanawia swoimi przemyśleniami podzielić się z nami. Dzieje się tak na spotkaniach autorskich, świadczą o tym listy i komentarze na rozmaitych portalach społecznościowych. Funkcjonujemy więc od roku w kompletnie nowym wymiarze, reagując na to co sami sprowokowaliśmy, dając ludziom książki pisane emocjami. 

R.K.: Marzeniem wielu ludzi jest zostanie pisarzem; jako dziecko też o tym myślałem, zastanawiając się jak to może wyglądać w praktyce. I muszę powiedzieć, że te marzenia – mam nadzieję, że tylko na początku przygody z literaturą – mocno rozmijają się z rzeczywistością. Piękne czytelniczki nie zapraszają na kawę, Hollywood nie dobija się każdego dnia, by którąś z książek przerobić na scenariusz filmowy, natomiast zdecydowanie za często odbieram telefony z wydawnictwa, które czuwa, by praca nad kolejnym tekstem odbywała się w zgodzie z harmonogramem. Paradoksalnie, choć właśnie ziściło się jedno z marzeń i piszemy książki, które trafiają do ludzi w całej Polsce, to jest to normalna, wymagająca praca. Całkiem przyjemna, ale mimo wszystko – praca.

L.L.: Kończąc ten wątek dodam tylko, że w naszym przekonaniu udało nam się zaistnieć na rynku wydawniczym dość zdecydowanie. Mieliśmy bardzo dobre otwarcie debiutancką książką „Napisz do mnie”, która urosła do trzech tomów. Każdy z nich otrzymał stempel jakości od Janusza Leona Wiśniewskiego, a po drodze znaleźliśmy się w gronie autorów antologii opowiadań pod tytułem „Pierwsza miłość”. Mija rok, mamy trzy książki i zbiór opowiadań, za nami całkiem udane dwanaście miesięcy!


W pierwszym wywiadzie z okazji premiery „Napisz do mnie” spytałam Was, jak udało Wam się podzielić przy pracy nad książką, a przede wszystkim pokonać dzielący was dystans? Myślę, że czytelnicy będą zainteresowani tym nietypowym damsko - męskim procesem twórczym. Może coś więcej o nim opowiedzieć? W końcu udało się wam z sukcesem napisać w ten sposób trzy książki i jedno opowiadanie.

R.K.: Teraz zdecydowanie częściej się widujemy, co jest efektem działań marketingowych, spotkań z czytelnikami… Ale nie zmieniło to naszego systemu pracy. Wisimy godzinami na telefonach, omawiając poszczególne fragmenty i nakreślając kierunek, w jakim biec będzie fabuła. 

L.L.: Dalej też podchodzimy do konstruowana opowieści bardzo intuicyjnie. Nie rozpisujemy konspektu całej książki, z jej najmniejszymi detalami i odnośnikami. Nasz patent na wzajemne zaskakiwanie się kolejnymi fragmentami sprawdził się przy pierwszym tomie, więc zdecydowaliśmy, by pozostać przy tej formule.

R.K.: Każda kolejna książka to jednak coraz trudniejsze wyzwanie. W „Napisz do mnie” zawarliśmy przecież wiele epizodów z własnego podwórka, następne tytuły musieliśmy już wykreować fabularnie w dużo większym zakresie. Rzeczywiście jest tak, jak mówi Lidia, polegamy na swojej intuicji i na bagażu życiowym, który dźwigamy. 

L.L.: Mamy po blisko pięćdziesiąt lat, więc pisząc piękną historię prawdziwej miłości myśleliśmy głównie o czytelnikach z podobnym doświadczeniem. To oczywiście generuje niebezpieczeństwo, że młodszy czytelnik odrzuci książkę o dojrzałym uczuciu, ale pielęgnujemy w sobie nadzieję, że z czasem do niej wróci i zrozumie.


W waszych książkach pojawia się motyw choroby nowotworowej. Czy trudno było stworzyć wiarygodny obraz osoby chorej na raka? Jak wyglądała praca nad wykreowaniem postaci Kosmy, opisaniem jego leczenia oraz stanu jego psychiki w trakcie walki o zdrowie?

R.K.: Odpowiem na to pytanie, bo dotyczy ono głównie męskiego bohatera tej opowieści, z którym czuję się wyjątkowo związany. Mam nadzieję, że nie zabrzmi to wyjątkowo patetycznie, ale choroby i śmierć są obok nas i nawet jeśli dziś, w kulturze masowej, gloryfikuje się młodość czy kult ciała, nie możemy zamykać oczu na cierpienie innych. W trzecim tomie jedna z postaci chorować będzie na stwardnienie rozsiane. To choroba, z którą w realnym życiu, od kilku lat zmaga się moja żona. Znam więc od środka problem, który dotyka ponad czterdzieści tysięcy Polek i Polaków. Uznaliśmy wspólnie z Lidią, że zwrócenie uwagi czytelników powieści obyczajowych na ciemniejszą stronę życia, jest zasadne. Najpierw więc zachorował Kosma, później zaś choroba sięgnęła po…

L.L.: Tu może postawmy kropkę, bo jesteśmy jeszcze przed premierą „Zostań ze mną”! Nie odbierajmy czytelnikom przyjemności z odkrywania tej historii. Dodam tylko, że w każdym z trzech tomów staramy się wskazać bolączkę współczesnego społeczeństwa, jaką są rozmaite choroby. W „Napisz do mnie” to Kosma poznaje diagnozę, choruje na raka. W „Zaczekaj na mnie” z depresją zmaga się Matylda, w tomie trzecim zwracamy uwagę na dużą grupę osób chorujących na SM. 

R.K.: Ale odpowiadając ściśle na pytanie dodam tylko, że musieliśmy sporo poczytać, porozmawiać z lekarzami i samymi chorymi. Tu nie dało się nic wymyślić.

Teraz, trochę przewrotnie, zadam wam jedno pytanie, ale skieruję je do każdego z osobna: jak wyglądała praca z Robertem? Jak wyglądała praca z Lidią? Czyli jednym słowem – co mnie w nim/w niej przeszkadza? Lub co mi się podoba – bo oczywiście niczego nie sugeruję. 😉

R.K.: Bez wątpienia Lidia jest czarującą osobą z przebogatym wnętrzem, która zaskakuje mnie na każdym kroku kreatywnością. Jest też niezwykle zdyscyplinowana, dzięki czemu praca w duecie ma sens. Ja uwielbiam działać pod presją czasu, Lidia pilnuje terminów, więc spotykamy się gdzieś pośrodku, z zyskiem dla obu stron. Czasem mam wrażenie, że za bardzo bierze niektóre opinie lub sugestie do siebie. Ale da się z tym żyć. Rzadko się kłócimy. Lubię ją.

L.L.: Czego w nim nie lubię? Nie muszę się nad tym długo zastanawiać. Tego, że zdarza mu się nie panować nad emocjami. A kiedy dochodzi do tego mój zły dzień w postaci niemocy twórczej i boleśnie kąsającego terminu oddania tekstu do redakcji, robi się naprawdę gorąco. I wcale nie przesadzę, jeśli powiem: piekielnie! Tak. Czasami doprowadza mnie do szewskiej pasji. Ale bez niego nie stworzyłabym tej krwistej historii. Dlatego, że zabrał mnie też w niezwykłą podróż, z której wracam bogatsza artystycznie, emocjonalnie, literacko; bardziej świadoma siebie i tego, o co mi w życiu chodzi. Przy nim trzeba mieć stale spakowane walizki! A ja lubię podróże i żałuję, że doba ma tylko 24 godziny...

Wśród czytelników trwają dyskusje, jak zakończy się historia Matyldy i Kosmy. Czy możecie uchylić rąbka tajemnicy i powiedzieć coś więcej na ten temat?

L.L.: Nie, nie możemy, jaki by to miało sens? Powiem tylko, że w „Zostań ze mną” zdecydowaliśmy się na dość radykalny manewr, o który długo spieraliśmy się z Wydawcą. Jesteśmy przekonani, że czytelnicy przyjmą naszą propozycję ze zrozumieniem, nawet, jeśli w pierwszym odruchu zapytają: ale jak to? Życie jest jednak nieprzewidywalne i rzadko kiedy pozwala nam tkwić w bezpiecznym kokonie. Dlaczego bohaterowie powieści mają być w tym względzie uprzywilejowani? Zresztą już się chyba wszyscy przyzwyczailiśmy, że w związku Matyldy i Kosmy po prostu się dzieje! Tam nie ma miejsca na nudę.

R.K.: Lepiej bym tego nie ujął…
To ostatni tom serii. Czy ciężko Wam było rozstać się z bohaterami?

R.K.: Nikt nie mówi, że się z nimi rozstajemy. Ta opowieść rzeczywiście pomyślana była od początku jako trylogia, ale jeśli „oczekiwanie społeczne” będzie inne, to… może za jakiś czas sięgniemy po nią ponownie. Dawniej na wsi stosowano trójpolówkę i chociaż to niezbyt wyszukane porównanie, to je tu przywołam. My też musimy odpocząć od Kosmy i Matyldy. 

L.L.: Rzeczywiście potrzebujemy odświeżenia, przewietrzenia umysłu. Ale naszym bohaterom mówimy: do zobaczenia, a nie: żegnajcie!

Podobno czytelnicy będą mieli okazję spotkania z Wami na Warszawskich Targach Książki? Czy to prawda? Jakie emocje Wam w związku z tym towarzyszą?

R.K.: Tak, będziemy na tegorocznych targach w Warszawie. Ja zarezerwowałem już urlop w pracy z tej okazji, Lidia intensywnie rozgląda się za jedwabiem, z którego uszyje suknię na tę okazję.

L.L.: Słucham?

R.K.: Nie wstydź się, zrobisz w niej furorę. My uwielbiamy się spotykać z czytelnikami i wciąż stoję na stanowisku, że mamy ku temu za mało okazji. Mam tylko nadzieję, że w Warszawie nie będzie jak w wierszu Szymborskiej: „Dwanaście osób jest na sali, już czas, żebyśmy zaczynali.
Połowa przyszła, bo deszcz pada, reszta to krewni…”

„Zostań ze mną” i co dalej? Macie już pomysł na następną książkę?

R.K.: W ten sposób wracamy do poruszonego już wątku wymagającej, nieustannej roboty (śmiech). Pracujemy nad tekstem, który ukaże się zimą, jeszcze w tym roku. Umowa obliguje nas do zakończenia prac przed wakacjami, później rozpocznie się korekta. 

L.L.: Bardzo byśmy chcieli opowiedzieć o tej książce coś więcej, ale niestety nie możemy. Gwarantujemy jednak, że czytelnicy znajdą w niej ciekawe spojrzenie na kwestię ważną dla każdego z nas – miłość.

Dziękuję Wam bardzo za rozmowę. A czytelników zapraszam na profil duetu na Facebooku (wystarczy kliknąć w baner poniżej) oraz na ich stronę: www.liszewska-kornacki.pl.
https://www.facebook.com/LidiaLiszewska.RobertKornacki.official/
* baner: wydawnictwo Czwarta Strona

marca 17, 2019

"Najlepsza przyjaciółka" - Izabela M. Krasińska

"Najlepsza przyjaciółka" - Izabela M. Krasińska
Nie da się tak łatwo określić, czy jest się z kimś szczęśliwym. Życie to nie powieść kobieca, nie ma tu aż takich zwrotów akcji i gorących uczuć.
Nowa książka Izabeli M. Krasińskiej zapowiadała się na miłą i kobiecą  obyczajówkę. Znając poprzednie książki autorki podejrzewałam, że okładka może być jedynie przykrywką. Czy słusznie?

Asia i Kuba planują wspólną przyszłość. Wszystko układa się jak w bajce do momentu, kiedy w ich życiu pojawia się Elwira. Kobiety szybko się zaprzyjaźniają. Jednak początkowa euforia ustępuje miejsca przerażeniu, ponieważ nowa koleżanka zaczyna zbyt mocno ingerować w życie zakochanych i manipulować Joasią. Dokąd zmierza ten uczuciowy trójkąt?
Tak sobie myślę, że jednym z podstawowych atutów tej historii jest to, że zaskakuje. Widzicie kolorową, kobiecą okładkę i wasze pierwsze skojarzenie to - obyczajówka, lekka, łatwa i przyjemna. Potem sięgacie po nią, czytacie i pojawia się wielkie "oooo", jednak się pomyliłam. I to miłe zaskoczenie traktuję jako duży atut "Najlepszej przyjaciółki". Z innych pozytywów na pewno powinnam wyróżnić wykreowanie postaci kobiecych. Autorka zestawiła je na zasadzie kontrastu. Z jednej strony nijaka Joanna - naiwna, podatna na wpływy i chłonącą wszystko jak gąbka. Z drugiej Elwira, którą poznajemy cały czas w miarę zagłębiania się w lekturę niejako z dwóch źródeł: bieżących wydarzeń oraz z retrospekcji, która buduje pełny obraz kobiety. Przyznaję, że bardziej podobała mi się jednak postać antagonistki. Myślę, że autorce udało się bardzo dobrze stworzyć niezrównoważoną psychicznie postać, której obecny stan umysłu znajduje swoje podstawy w jej dzieciństwie. 
Było in plus, to teraz o tym co mnie osobiście trochę przeszkadzało. Po pierwsze związek Kuby i Joanny - wydał mi się przerysowany. Po drugie dosyć nierówna dynamika akcji w książce - przyznaję, że pierwsza część trochę mnie nużyła. Nie mogłam się doczekać, aż zacznie się COŚ dziać i... doczekałam się. Dotrwałam do tej części książki, którą określiłabym czymś noszącym znamiona 'thrillera obyczajowego', i gdyby nie fakt, że temat toksycznej przyjaźni był już kilkukrotnie wykorzystywany w książkach, to byłabym bardziej zaskoczona. A tymczasem dosyć szybko domyśliłam się  dalszego rozwoju fabuły. Niemniej jednak całość oceniam pozytywnie. Książkę czyta się bardzo szybko, autorka dysponuje lekkim piórem i na tle innych książek obyczajowych "Najlepsza przyjaciółka" na pewno może się wyróżniać. 
Podsumowując:

"Najlepsza przyjaciółka" to książka, która zaskakuje. Pod przykrywką uroczej okładki kryje się dosyć mroczna historia o chorobliwej wręcz relacji łączącej dwie kobiety. Idealna dla miłośników książek obyczajowych, którzy oczekują od gatunku czegoś więcej, niż tylko i wyłącznie mocno rozbudowanego wątku uczuciowego. 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.  


https://www.facebook.com/izabelamkrasinska/

marca 16, 2019

"Zapach bzu" - Karolina Wilczyńska [PATRONAT MEDIALNY NIEnaczytana]

"Zapach bzu" - Karolina Wilczyńska [PATRONAT MEDIALNY NIEnaczytana]
Życie nie polega na spełnianiu zachcianek, ale na kierowaniu swoim losem w najlepszy możliwy sposób".
"Rok na Kwiatowej" zyskał w moim subiektywnym rankingu serii wysoką pozycję. Moment, w którym musiałam pożegnać się z przyjaciółkami z "Kapciowego klubu" był trudny. Dlatego tak bardzo ucieszył mnie fakt, że autorka zdecydowała się na drugi sezon.  

Na Kwiatowej pojawiają się nowe osoby, a z nimi nowe przyjaźnie. Relacje rodzą się "w bólach", jednak początkowy dystans z czasem zaczyna się zmniejszać. A to wszystko dzięki jednemu kartonowi z uroczą zawartością. Czy Julia, Norbert, Danuta i Kaja znajdą wspólny język, a ich pierwsze, dosyć nietypowe spotkanie, przemieni się w prawdziwą przyjaźń?
Nowy rok, nowy początek, nowe przyjaźnie? Na Kwiatowej znowu mamy okazję spotkać bohaterów, którzy uchylają drzwi swoich mieszkań, aby zaprosić nas do siebie. Znów stajemy się przyjacielem, osobą, której zechcą się zwierzyć z wydarzeń ze swojego życia. I choć początkowo możemy czuć się nieswojo, bo przecież jeszcze się na tyle nie znamy, to będzie to tylko początkowe wahanie. Bardzo szybko poczujemy się jak u siebie. Odżyją wspomnienia z poprzednich wizyt na Kwiatowej i emocje, które towarzyszyły nam podczas spotkania z dziewczynami z pierwszego sezonu. 
W kontynuacji "kwiatowej historii" autorka daje nam poznać nowych bohaterów. Pierwszy tom odsłania nieco więcej z życia Julii, która na co dzień studiuje i stara się spełnić wszelkie oczekiwania swoich rodziców. A to, wierzcie mi, nie jest łatwe. Młoda kobieta żyje w cieniu wydarzeń z przeszłości. W jej osobie Karolina Wilczyńska ukryła wycofaną i stłamszoną przez toksycznych rodziców osobę, która tak naprawdę już dawno zapomniała, czego chce. Co więcej, boi się złapać oddech pełną piersią. Zupełnie tak, jak gdyby było w tym coś złego... Nie zabrakło także "wstępu" do historii z życia pozostałej trójki, i już po nim wiem, kogo polubiłam bardziej, a kto nie wzbudził mojej sympatii. Nie jest to jednak mojej ostatnie słowo. Bo tak jak nie oceniam książki po okładce, tak daję szansę bohaterom, abym mogła ich bliżej poznać.
W trakcie czytania drugiego sezonu "Roku na Kwiatowej", nie sposób odciąć się od porównań. W pierwszym czytelnik zdążył się już "zadomowić" i czuł się niejako powiązany z przyjaciółkami, odnajdywał w ich losach analogię do swojego życia. W drugim sezonie jest nieufny. Trochę po omacku próbuje odnaleźć się w wykreowanej na nowo przez autorkę świecie. I, co zrozumiałe, albo wejdzie w niego już przy pierwszym spotkaniu, albo będzie potrzebował trochę więcej czasu. Jest to być może spowodowane tym, że Karolina Wilczyńska na głównych bohaterów "Zapachu bzu" wybrała bardzo różne postacie. Trochę inaczej niż w pierwszym sezonie, gdzie przyjaciółki miały ze sobą więcej wspólnego, niż tylko psi przyjaciel. Ja potraktowałam ją jako zupełnie inne spojrzenie na przyjaźń. Jestem bardzo ciekawa jak potoczą się dalsze losy nowych sąsiadów. W moim odczuciu to bardzo dobrze, że nie dostaliśmy kolejnej grupy kobiet, że autorka stworzyła jednocześnie kobiecą i "niekobiecą" książkę. Wprowadzenie do niej męskiego bohatera, i to nie typowego "samca Alfa", a bardziej wrażliwego faceta, uważam za dobre posunięcie, które stanowi na pewno powiew świeżości, a który to mnie osobiście bardzo przypadł do gustu.

Podsumowując:

W drugim sezonie "Roku na Kwiatowej" Karolina Wilczyńska zaserwowała nam kolejną historię, która ma w sobie wiele nurtujących i momentami bolesnych wątków. Pod przykrywką lekkiej opowieści o miłośnikach czworonogów ukryła m.in. motyw samotności, braku pewności siebie, czy tolerancji. Czuję się zaintrygowana nowym początkiem i już nie mogę się doczekać, jak autorka rozwinie poszczególne wątki.  

Za możliwość przeczytania, zrecenzowania oraz objęcia książki patronatem medialnym dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.  

https://www.facebook.com/WilczynskaK/
https://www.facebook.com/czwartastrona/
 

marca 14, 2019

"Olszany. Droga do domu" - Agnieszka Litorowicz - Siegert

"Olszany. Droga do domu" - Agnieszka Litorowicz - Siegert
Czy ta świadomość ją zmieni? I czy Julia w ogóle chciała się zmienić? Zostawić tamtą kobietę - uwikłaną w niszczącą miłość, w relację z matką, z którą nigdy się nie rozumiały, i w pracę, która robiła z niej wojowniczkę pozbawioną serca? Serce... Czy można oddać mu pole, na którym rządził rozum?"

Książka "Olszany. Droga do domu" w pierwszym momencie urzekła mnie klimatyczną okładką. Czy jej zawartość była równie atrakcyjna?

Julia przybywa w rodzinne strony, aby sprzedać dom swojego dziadka. Kobieta, która niedawno przeżyła osobistą tragedię, chce szybko załatwić wszelkie formalności i wrócić do dawnego życia. Nie spodziewa się ona jednak, że tajemnicza i nieco makabryczna historia z przeszłości, która jest związana z jej dziadkiem sprawi, że będzie musiała zostać na Pomorzu. Jak zakończy się jej badanie rodzinnych tajemnic? Czy uda się jej uleczyć złamane serce?
Czasami kobieta myśli, że jej jedyną wartością w życiu jest fakt, że obok niej jest mężczyzna. Dla niego chce być piękna, dla niego nosi określony strój i czesze się tak, jak on lubi. Często pozornie niewinna chęć sprawienia przyjemności ukochanemu sprawia, że kobieta czuje się zagubiona, już sama nie wie kim jest i jaka jest... 
Podobnie wyglądała sytuacja w przypadku głównej bohaterki - Julii. Jej obsesyjna wręcz potrzeba potwierdzania swojej wartości w oczach matki, mężczyzny czy szefa sprawiła, że "ulepiła siebie z oczekiwań innych". Porzucona przez narzeczonego uciekła, aby zając się formalnościami związanymi ze sprzedażą domu. Nie spodziewała się jednak, że być może klimat, ludzie albo fakty z przeszłości jej rodziny sprawią, że dokona się w niej wewnętrzna przemiana. To tak jakby ktoś przez wiele lat farbował włosy, bo jego kolor mu się nie podoba, bo boi się, że nie będzie akceptowany przez ludzi, którzy otaczają. Podczas gdy tak naprawdę najlepiej czuje się we "własnym kolorze". W książce autorka pokazała kobietę, która odnajduje siebie i tym samym swoje miejsce na ziemi tam, gdzie w ogóle się tego nie spodziewała. Otrzymuje od losu szansę na to, aby zacząć wszystko od nowa. Aby rozliczyć się z przeszłością i bez wyrzutów sumienia rozpocząć podróż zmierzającą do odkrycia swoich korzeni i własnej tożsamości, która została jej niejako odebrana.
To co podobało mi się bardzo w tej książce to sposób w jaki autorka przedstawiła obraz małomiasteczkowego społeczeństwa. Tutaj nie ma wąskich horyzontów i zaściankowości, która wycieka z każdego kąta. Tutaj każdy jest jakiś, ma swoją historię, charakter i tworzy nieodłączny element 'lokalnego folkloru'. Były momenty w książce, kiedy najmniej lubianą przeze mnie bohaterką była właśnie Julia. Wydawała mi się nijaka i bezbarwna na tle pozostałych nietuzinkowych osób mieszkających w Olszanach. 
Podsumowując: 
Jeśli ktoś zapytałby, tak po prostu, czy ta książka mi się podobała, to odpowiedziałabym, że tak. Mogłabym przyczepić się do tego, że czasem opisy życia czy emocji mieszkańców Olszan były zbyt rozbudowane, ale w sumie nadawały one całej historii "smaczku", czegoś co sprawiało, że aż chciałam tam zamieszkać. Bo któż nie chciałby żyć w miejscu, w którym ludzie są dla siebie życzliwi i zawsze chętni do pomocy? Jeśli do tego dorzucić wątek paranormalny, dzięki któremu czujemy ten dreszczyk emocji to myślę, że wielbiciele dobrej obyczajówki będą zadowoleni. 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu W.A.B.
 
https://www.facebook.com/wydawnictwo.wab/

marca 10, 2019

"Kryształowe motyle" - Katarzyna Misiołek [PRZEDPREMIEROWO] patronat medialny NIEnaczytana

"Kryształowe motyle" - Katarzyna Misiołek [PRZEDPREMIEROWO] patronat medialny NIEnaczytana
(...) było jej wszystko jedno, na co patrzy. Byle nie myśleć o tej pustce w sercu, byle chociaż na chwilę zapomnieć, że nic już nigdy nie będzie takie, jak kiedyś... 
Śmierć bliskiej osoby to zawsze tragedia dla tych, którzy zostali. Nie ma jednak nic gorszego dla rodziców, niż śmierć dziecka...

Anna, Iza i Elżbieta - trzy kobiety, które połączył wspólny ból po śmierci dziecka. Każda z nich ma swoje życie i na swój własny sposób próbuje poradzić sobie z traumą. Czy ich spotkanie choć trochę ukoi ten ból, który nigdy nie zmalał...?
Czy zastanawiasz się czasami, kim są ludzie, których mijasz codziennie w drodze do pracy, do szkoły, na zakupy? Na ulicach, chodnikach, w tramwajach, bezkształtny tłum, w który ty sam się wtapiasz. Czasem jakaś twarz przykuje twoją uwagę, ktoś się uśmiechnie, powie: dzień dobry! A ty odwzajemnisz uśmiech i popędzisz dalej do swoich obowiązków. 
Czy zastanawiasz się czasami, co kryje się za wesołą twarzą koleżanki z sąsiedniego biurka w pracy? Czy dobry humor szefa jest spowodowany jakimiś miłymi wydarzeniami z jego życia? A może... A może to tylko maska - poza, którą przybierają, aby ukryć to, co tak naprawdę ich boli? Chcą wydawać się tacy... przejrzyści, kryształowi, abyś nigdy nie dostrzegł tego, co kryje się za ich wzrokiem, miłym słowem, uśmiechem...
W najnowszej książce Katarzyna Misiołek porusza temat straty. Tym trudniejszy, bo dotyczy straty dziecka. Wydawać by się mogło, że stanowi on temat tabu. Bo kto chciałby poruszyć go w czasie rozmowy ze znajomymi, kto chciałby przypomnieć osobie, która straciła dziecko ból, który czuła w momencie, kiedy ostatni raz je widziała? Kto chciałby rozdrapywać ranę, która nigdy nie ma szansy na to, aby się zagoić? Chyba że... nie wie. Nie wie, że ona jest lecz ukryta po codzienną paplaniną przy kawie, pod uśmiechem i wyrazem twarzy, który chciałby powiedzieć: "hej, jestem zadowolony z życia, jest mi dobrze i wszystko u mnie ok!"
Ten kto nie przeżył straty dziecka nigdy nie zrozumie, dlaczego na widok kolejnego malucha w oczach majaczą łzy. Dlaczego na widok ciężarnej kobiety, ktoś odwraca wzrok, jakby zobaczył coś, na co nie jest w stanie patrzeć. Skąd w obolałym rodzicu tyle nienawiści do otaczającego go świata i ludzi, dlaczego każdy jest określany mianem: "współwinny"? Nie odpowie na miliony pytań zaczynające się od słów: dlaczego? Nie wytłumaczy, czemu los wali na oślep, a tym razem to był właśnie on... ona... Nie będzie potrafił współodczuwać, bo tego nie da się opisać i zrozumieć tak, jak gdyby opisywało się swoje emocje, które towarzyszą nam chociażby wtedy, kiedy jesteśmy szczęśliwi. 
Swoją książką autorka poruszyła moją najwrażliwszą strunę. Niczym wprawny muzyk grała na emocjach za pomocą słów. Czasem miałam wrażenie, że ta struna jest brutalnie szarpana, aby zaraz poczuć delikatne, niczym podmuch wiatru, muśnięcie. Nie pytajcie dlaczego. Nie odpowiem. Uśmiechnę się tylko i pójdę dalej. Każdego dnia będę wypełniać swoje obowiązki, wtopię się w tłum lub będę próbowała dostrzec w mijanych mnie postaciach kogoś, kto czuje jak ja. Kogoś kto potrzebuje, by z nim pomilczeć... 
Podsumowując:

Katarzyna Misiołek zmierzyła się z trudnym emocjonalnie tematem straty dziecka. Niezwykle plastycznie nakreślona fabuła sprawia, że pomimo ciężaru jaki ze sobą niesie, książkę czyta się bardzo szybko. Zakończenie, choć wstrząsające, wydaje się być idealną klamrą, która splata losy trzech kobiet, które połączyła wspólna tragedia. I puenta, która nasuwa się sama: chociaż "wszyscy jesteśmy marionetkami w łapskach ślepego losu", który czasem uderza bez litości, to nawet w obliczu wielkiego bólu trzeba choć spróbować cieszyć się życiem.

Za możliwość zrecenzowania i objęcia książki patronatem medialnym dziękuję Wydawnictwu Książnica. 

https://www.facebook.com/AugustaDocher/
https://www.facebook.com/Wydawnictwo-Ksi%C4%85%C5%BCnica-1712601658770030/

marca 10, 2019

Kubuś i Przyjaciele. Opowieści o życzliwości - "Kubuś i kaczątko" i "Kubusiowa lekcja życzliwości"

Kubuś i Przyjaciele. Opowieści o życzliwości - "Kubuś i kaczątko" i "Kubusiowa lekcja życzliwości"
Kiedy w zapowiedziach wydawniczych dostrzegam kolejną serię z Kubusiem Puchatkiem w roli głównej zawsze się zastanawiam, jak to się dzieje, że ta już kultowa postać, jest tak ponadczasowa? Niby zwyczajny miś o niezbyt dużym rozumku, a w książkach z jego udziałem zawartych jest tyle mądrości. Tak czy inaczej Wydawnictwo Egmont ma do zaoferowania młodym (i nieco starszym) czytelnikom nowy cykl: Opowieści o życzliwości
"Kubuś i kaczątko" opowiada historię znaleziska, na jakie natknęli się miś i Prosiaczek. Maluch, bo tak nazwali ptaszka, odłączył się od rodziny i czuł się bardzo samotny. Przyjaciele postanowili się nim zaopiekować. W akcję włączyli się także pozostali mieszkańcy Stumilowego Lasu, którzy prześcigali się w pomysłach, a wszystko po to, aby kaczątko czuło się wśród nich jak w domu. Jednak Maluch nadal tęsknił za mamą. Dlatego też Kubuś i Prosiaczek postanawili spróbować raz jeszcze ją odnaleźć. Tym razem z sukcesem.
"Kubusiowa lekcja życzliwości" opowiada o dobrych uczynkach, jakie wykonywali przyjaciele. Najpierw uwolnili ogon Kłapouchego spod wielkiego kamienia. Potem Kubuś znalazł okulary Sowy. Te i kilka innych działań skłoniły Kubusia do wymyślenia gry w życzliwość, która polegałaby na codziennym spełnianiu dobrych uczynków. Zabawa trwała 5 dni, a jej efekty sprawiły, że przyjaciele czuli się bardzo szczęśliwi. Na tyle, iż postanowili, że już zawsze będą w nią grali.

Podsumowując:

Książeczki z serii "Opowieści o życzliwości" to wspaniałe historie, które uczą najmłodszych dobrych zachowań. Pod przykrywką wydarzeń z życia znanych i lubianych bohaterów, tłumaczą czym jest troska, tęsknota i chęć niesienia pomocy. Uświadamiają, że zawsze warto robić dobre uczynki, bo tak jak w znanym powiedzeniu - dobro wraca podwójnie. Jeśli do tego dorzucić piękne ilustracje to nawet starszy czytelnik z sentymentem do nich zajrzy.


Książeczki możecie zamówić tutaj:
 

Ze egzemplarze do recenzji dziękuję Wydawnictwu EGMONT.
https://egmont.pl/

marca 09, 2019

Hania Humorek i przyjaciele - "Zręczni leworęczni" i " Wróżka zębuszka"

Hania Humorek i przyjaciele - "Zręczni leworęczni" i " Wróżka zębuszka"
Kto jeszcze nie zna Hani Humorek, to koniecznie musi to nadrobić. To bohaterka, którą pokochają zarówno dziewczynki jak i chłopcy. Zachowuje się nietypowo, bywa złośliwa, często dokucza młodszemu bratu, zdarza jej się oszukiwać albo zazdrościć innym dzieciom. Jednak w gruncie rzeczy ma wielkie serce, a jej przygody niejednokrotnie posłużą jako przestroga dla tych, którzy zachowują się podobnie. 
Jeśli mieliście okazję już czytać o poprzednich przygodach tej bohaterki, to zapewne ucieszy was fakt, że wydawnictwo Egmont przygotowało nową serię, co oznacza kolejną porcję śmiechu dla małych czytelników. Z serii "Hania Humorek i przyjaciele" ukazało się kilka tytułów. My mieliśmy okazję przeczytać dwa z nich: "Zręczni leworęczni" i " Wróżka zębuszka".
Podczas gry w piłkę z przyjaciółmi jedna z koleżanek Hani podsłuchuje rozmowę, z której wynika, że Wróżka Zębuszka nie istnieje! Nikt z drużyny nie chce w to uwierzyć, a co więcej każde dziecko ma swoją własną wizję jej wyglądu i atrybutów. Ponieważ Hania chce rozwiać wszelkie wątpliwości, postanawia sprawdzić jak jest naprawdę. Do tego jednak potrzebny jest jej ząb. Okazuje się, że szczęśliwie dla niej, jej bratu, nazywanemu przez dziewczynkę Smrodkiem, kiwa się mleczak. Czy uda im się wyrwać ząb i jak wypadnie test Wróżki Zębuszki? Tego dowiecie się z opowieści o tym właśnie tytule.
 
"Zręczni leworęczni" zwraca uwagę na mańkutów. Tym razem Hania, chcąc uczestniczyć Festiwalu Precli z tatą i bratem, postanawia używać cały dzień wyłącznie lewej ręki. Wszak wizyta na tej imprezie, to wspólne spędzenie czasu w ramach Dniu Mańkuta. Zarówno tata, jak i Smrodek są mańkutami, a Hani, należącej do osób praworęcznych, to postanowienie nastręcza wielu problemów.  Jak zakończy się ten dzień i wspólna praca przy kolejce z precli?

Obie książeczki to bardzo barwne historie, które nie tylko bawią, ale zwracają uwagę na nowe, dla niektórych dzieci, pojęcie, jakim jest np. mańkut. Dzięki wyróżnieniu w książce osób leworęcznych dziecko, które również nim jest, może poczuć się wyjątkowe. To także doskonała okazja na pokazanie tego, że leworęczni ludzie niczym nie różnią się od praworęcznych poza tym, że korzystają z innej ręki. Książka o Wróżce Zębuszce natomiast może być fajnym przedstawieniem dziecku, że konieczność pozbycia się ruszających się mleczaków, nie jest wcale takie straszne. Do tego może malucha spotkać nagroda za odwagę.

Podsumowując:  

"Hania Humorek i przyjaciele" to seria kolorowych i zabawnych książeczek, które na pewno przypadną do gustu nie tylko miłośnikom małej bohaterki, ale także dzieciom ciekawym świata. Podzielenie jej na rozdziały powoduje, że nawet największy przeciwnik czytania lub słuchania opowieści, nie będzie znudzony. Zawsze można przerwać czytanie i rozpocząć je od kolejnego rozdziału. Czytanie na pewno umilą również kolorowe ilustracje i poczucie humoru autorki, które widoczne jest przede wszystkich w opisach relacji i dialogach pomiędzy Hanią a Smrodkiem.

Książeczki możecie zamówić tutaj:
 

Ze egzemplarze do recenzji dziękuję Wydawnictwu EGMONT.
https://egmont.pl/

 




marca 07, 2019

"Kołysanka z Auschwitz" - Mario Escobar [PRZEDPREMIEROWO]

"Kołysanka z Auschwitz" - Mario Escobar [PRZEDPREMIEROWO]
Czasem musimy stracić wszystko, aby zrozumieć, co jest najważniejsze. Kiedy życie odbiera nam rzeczy, bez których - jak dotąd sądziliśmy - nie da się żyć, i zostawia nas nagich wobec rzeczywistości, prawdziwą wartość uzyskuje to, co do tej pory pozostawało niewidoczne".

Tak się akurat złożyło, że ostatnio w moim czytelniczym repertuarze królują książki z historią w tle. Tym razem trafiła do mnie "Kołysanka z Auschwitz" - oparta na faktach historia Helene Hannemann. Jakie wrażenie na mnie wywarła?

Jest rok 1943 kiedy w życiu Helene i jej rodziny pojawiają się funkcjonariusze SS, aby oznajmić im decyzję, na mocy której jej mąż Johann oraz pięcioro dzieci mają zostać zesłani do Auschwitz. Kobieta jest czystej rasy Niemką i może żyć na wolności, jednak decyduje się wyruszyć z rodziną bydlęcym wagonem do Oświęcimia. Na miejscu czeka ich prawdziwe piekło, ciemność, którą rozjaśnić może propozycja doktora Mengele o założeniu przez Helene przedszkola. 
Co to była za książka! Tak mniej więcej brzmiały moje pierwsze słowa po przewróceniu ostatniej strony. I chociaż wiem, że książek dotyczących obozu jest bardzo dużo, to ta na pewno na zawsze wryła mi się w pamięć...
To jedna z tych historii, którą czyta się ze ściśniętym gardłem i łzami w oczach. Poraża ogromem bestialstwa ale przede wszystkim wciąga tak bardzo, że nie sposób się od niej oderwać. Ja jednak dawkowałam sobie jej lekturę, bo moje pierwsze z nią spotkanie skończyło się wizytami w nocy w sypialni moich dzieci, jakimś irracjonalnym strachem i obawą o ich bezpieczeństwo. Tak bardzo wpłynęła ona na moją podświadomość, że nie mogłam spokojnie spać. Cały czas miałam przed oczami wydarzenia w niej opisane. Obrazy niczym klatki na filmowej kliszy przewijały się w mojej głowie. I z jednej strony byłam tym "filmem" zachwycona, a z drugiej byłam przerażona za każdym razem kiedy docierało do mnie to, że to nie jest wymysł wyobraźni autora, nie fikcja literacka, że to wydarzyło się naprawdę!
Abstrahując od tematu Auschwitz, to jest to przede wszystkim historia o wspaniałej kobiecie, matce. Ktoś może powiedzieć - cóż w tym wyjątkowego, że matka poświęca się dla swoich dzieci? Jednak biorąc pod uwagę czas, w którym toczyła się akcja książki, ekstremalne warunki jakie panowały w obozie, to musimy pamiętać, iż w ludziach budziły się wtedy najgorsze instynkty, byli nieprzewidywalni i potrafili poświęcić swoich najbliższych, aby uratować własne życie. 
Helene Hannemann to żona, matka, a nade wszystko kobieta, która pomimo piekła, do którego trafiła z najbliższymi, do końca potrafiła trzymać głowę wysoko podniesioną. Mimo strachu o swoje dzieci, odnalazła w sobie na tyle empatii i wrażliwości, aby oddać się bez reszty pomocy innym dzieciom, aby dać im choć namiastkę normalności, o której w obozie nie mogło być mowy...
Podsumowując:

Tę książkę musicie przeczytać! Na pewno wywoła w was skrajne emocje. Jest to książka, która opowiada o czasach tak bolesnych w historii Europy i świata, jednocześnie skupiając się na dramacie jednostki, w tym przypadku kobiety. Niesamowita, wciągająca, bolesna opowieść o wielkiej sile i bezgranicznej miłości oraz poświęceniu i godności, której nie była w stanie zniszczyć niemiecka machina wojenna. Polecam z całego serca! 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.
https://www.facebook.com/kobiece/
 

marca 07, 2019

Mr. Men i Mała Miss - Pan Wściubiaczek, Mała Przylepa, Mała Spóźnialska, Mała Kłopotka

Mr. Men i Mała Miss - Pan Wściubiaczek, Mała Przylepa, Mała Spóźnialska, Mała Kłopotka
Ta seria już jakiś czas temu przykuła moją uwagę. Małe książeczki o intrygujących tytułach i kolorowych obrazkach przyciągały wzrok. Dlatego chętnie zajrzałam do środka, aby sprawdzić czy będzie to odpowiednia lektura dla mojego malucha. I powiem wam, że w sumie to chyba nie tylko dla niego. 
Jak przeczytałam na stronie wydawnictwa EGMONT postaci Mr. Mena i Małej Miss narodziły się pewnego dnia w 1971 roku, przy śniadaniu, za sprawą ośmioletniego wówczas syna autora, który zapytał go o to, jak wyglądają łaskotki. Kreatywny tata postanowił je…narysować i tak powstała pierwsza postać serii, a po niej kolejne. Od tamtej pory, mimo upływu lat, Mr. Men i Mała Miss zdobywają serca kolejnych pokoleń dzieciaków na całym świecie.
My mieliśmy do dyspozycji cztery książeczki. Na pierwszy ogień poszła "Mała Przylepa" z prostego powodu - mój synek też jest wielkim pieszczochem. Lubi się przytulać, zupełnie ja tytułowa bohaterka. Książeczka opowiada o wielkiej miłośniczce przytulasów właśnie, która zawsze była skłonna pocieszyć nimi każdego, kto akurat był w potrzebie. Aż do czasu kiedy spotkała Pana Marudka, który ku jej przerażeniu nie chciał się przytulić. Niezrażona jego niechęcią Przylepa, nie rezygnowała. Czy udało się jej przekonać do przytulanek Pana Marudka?
 

Kolejną postacią z tej serii, jaką mieliśmy okazję poznać, był "Pan Wściubiaczek". I jak się można łatwo domyślić, lubił on wtykać nos w nieswoje sprawy. Do czasu aż znajomi postanowili... utrzeć mu nosa. Co z tego wynikło?


"Mała spóźnialska" jak łatwo się domyślić, nie była zbyt punktualna. Na wakacje wyjeżdżała w grudniu, wiosenne porządki zaczynała latem, a do tego spóźniała się na spotkanie ze znajomymi. Postanowiła w końcu znaleźć sobie pracę i w związku z jej przypadłością, nie zagrzała nigdzie dłużej miejsca. Aż do czasu kiedy zatrudniła się u Pana Leniuszka.


Co najbardziej lubiła "Mała Kłopotka"? Oczywiście kłopoty. A zwłaszcza sprowadzać je na innych. Przez jej kłamstwa inni mieli nieprzyjemności, aż do czasu kiedy postanowiili odpłacić jej pięknym za nadobne. 


Z tej serii ukazało się wiele tytułów, które opowiadają o innych upodobaniach i przywarach różnych bohaterów. Myślę, że kolorowe książeczki, duże litery i przystępna treść skusi niejednego małego czytelnika.
Podsumowując:

Seria Mr. Men i Mała Miss to książeczki dla małych i dużych. Myślę, że to fajny pomysł na oryginalny pomysł dla dorosłego, który mógłby być jednym z bohaterów cyklu, a jednocześnie ma poczucie humoru i dystans do siebie. To idealna opcja dla dzieci ciekawych świata, którym nie wystarczają zwykłe wytłumaczenie, zwłaszcza zjawisk "nienamacalnych". To ciekawy sposób na naukę, na pokazanie jak różnymi cechami mogą charakteryzować się różne osoby. To książeczki z morałem, które tłumaczą niektóre mechanizmy zachowań, dzięki czemu mali czytelnicy będą mogli zrozumieć, co znaczy "spóźniać się", "wściubiać nos w nieswoje spraw" czy "nie czyń drugiemu co tobie niemiłe".

Książeczki z tej serii możecie zamówić tutaj:
 

Ze egzemplarze do recenzji dziękuję Wydawnictwu EGMONT.
https://egmont.pl/

"Zostań ze mną" i co dalej...? Wywiad z Lidią Liszewską i Robertem Kornackim

Już 3 kwietnia ukaże się trzeci tom serii książek Lidii Liszewskiej i Roberta Kornackiego - "Zostań ze mną" . A ja już dziś...

Copyright © 2016 NIEnaczytana , Blogger