"Dwa światła" - Maria Paszyńska - patronat medialny

 

O ile tęsknotę da się zagłuszyć, o tyle świadomość, że ktoś odszedł na zawsze i nie da się już odwrócić biegu czasu, jest oszałamiająca, odbiera zmysły. 

„Dwa światła” Marii Paszyńskiej to inspirowana faktami powieść o niezwykłej przyjaźni starego mistrza, kompozytora i profesora muzyki, oraz żydowskiego chłopca obdarzonego wyjątkowym talentem. 

Historia rozpoczyna się w Warszawie w 1935 roku, prowadzi przez doświadczenie warszawskiego getta i pokazuje, jak ocalenie może naznaczyć całe późniejsze życie.
W mroźny zimowy wieczór 1935 roku w Warszawie, na styku świata żydowskiego i chrześcijańskiego, rodzi się chłopiec. Szybko ujawnia niezwykły dar, który może zadecydować o jego przyszłości. Zanim jednak talent zdąży się w pełni rozwinąć, wybucha wojna.
W centrum historii znajduje się przyjaźń chłopca ze starym mistrzem — kompozytorem i profesorem muzyki. Wojenna rzeczywistość zmienia jednak wszystko. Chłopiec trafia do warszawskiego getta, a później zostaje wyprowadzony na aryjską stronę w stroju dziewczynki.
Po wojnie jego muzyczny talent przynosi mu sukces: zostaje laureatem Konkursu Chopinowskiego i robi wielką karierę pianistyczną. Nie potrafi jednak zostawić przeszłości za sobą. Wspomnienia getta i poczucie winy związane z własnym ocaleniem pozostają z nim przez całe życie.


Wzniesione w górę spojrzenie po jednej stronie muru. Wielkiej granicy, która zmieniła wszystko… Spojrzenie puste, wypełnione strachem, cierpieniem i głodem, który doskwiera tak bardzo, że nie sposób nawet zasnąć. Strata kolejnych osób staje się czymś, co choć boli najbardziej, zapisuje się na stałe w codzienności. Z drugiej strony zaś ci, którzy próbują przetrwać. Którzy narażają swoje życie, by pomóc tym, którzy nie mają już nadziei wcale. Wydzierają śmierci z macek kolejne istnienia, które wykradzione zza muru getta, walczą o choćby namiastkę zapomnienia… 
Maria Paszyńska to jedna z tych autorek, które po mistrzowsku splatają prawdę z fikcją literacką, oddając głos zwyczajnym ludziom wrzuconym w tryby wielkiej historii. Autorka pisze emocjami, bo nie sposób się od nich uwolnić, nawet jeśli zaciskają się na naszej szyi, kiedy czytamy o losach bohaterów. Zwłaszcza małego chłopca, któremu wojna odebrała wszystko: dzieciństwo, bezpieczeństwo i rzeczywistość, którą znał… Która odcisnęła na nim swoje piętno, nie bacząc na to, że całe życie miało być dopiero przed nim. I ten tragizm jednostki pośród innych doświadczonych przez wojenne okrucieństwo, bardzo mocno rezonuje w nas podczas lektury. Poczucie niesprawiedliwości, a nawet wściekłość, że zaledwie kilkuletni chłopiec musi doświadczać całego piekła, jakie zgotowano mu na ziemi, zanim w ogóle zdołał doświadczyć, choć odrobiny szczęścia… 
W „Dwóch światłach” szczególne miejsce zajmuje muzyka. To ona towarzyszy bohaterom i stanowi nikły promień światła w okrutnej ciemności wywołanej przez wojenną pożogę. Ona jest tożsama z wyjątkowym darem, zdaje się jedyną rzeczą, jakiej nie odebrał Robertowi los. Maria Paszyńska operuje nią niczym synonimem skarbu, czegoś, co jest najcenniejsze w świecie, w którym upadły już wszelkie wartości. Ale w miłości do muzyki kryje się jeszcze coś więcej. To ona jest swego rodzaju ucieczką, miejscem, które otula płaszczem bezpieczeństwa, pomimo iż wszystko wokół płonie. Mimo łamiących serce zdarzeń, wszechobecnej śmierci i strachu przed tym, że to nigdy się nie skończy. Autorka akcentuje te emocje, ukrywając je w przejmujących kadrach, które nie opuszczają czytelnika nawet długo po zakończeniu lektury. 
Nie sposób nie zwrócić uwagi na wyjątkową relację profesora i chłopca. To z jednej strony potrzeba bliskości i poczucia bezpieczeństwa u boku drugiego człowieka. Z drugiej zaś swego rodzaju więź, zrozumienie dla pasji i rozwijania talentu. I to właśnie muzyka w kontekście ucieczki od okrucieństwa zdaje się tutaj wyznacznikiem. Bo czasami w największej ciemności wystarczy przecież nawet niewielkie światło, drugi człowiek i nadzieja na to, że kiedyś znów będzie pięknie…

Podsumowując:

„Dwa światła” to piękna, choć bolesna opowieść o wielkiej miłości, stracie, ale także traumie, która jest niczym niechciana spuścizna. Bowiem Maria Paszyńska pokazuje, że wojenne przeżycia nie znikają wraz z jej zakończeniem. Człowiek niesie je dalej w swoim sercu, nie mogąc ich z niego wydrzeć. Nie mogąc przestać odczuwać poczucia winy i nie próbując odpowiedzieć sobie na padające wiele razy pytanie: dlaczego to właśnie mnie udało się przeżyć?! Autorka zderza ze sobą pamięć o okrucieństwie przeszłości ze słodyczą sukcesu, uświadamiając nam, że czasem nawet coś, co można nazwać szczęściem i spełnieniem, nie są w stanie wymazać tego, co jest niczym cierń, który na zawsze będzie wyzierał z rany, bez jej szansy na zabliźnienie… To poruszająca do głębi opowieść o niezwykłym talencie, o dzieciństwie brutalnie przerwanym przez wojnę, wyjątkowej relacji profesor – uczeń, walce o zachowanie człowieczeństwa, aż wreszcie o kimś, który przetrwał, ale musiał nauczyć się żyć dalej mimo poczucia długu wobec tych, którym to się nie udało... 

Książkę można zamówić tutaj: KLIK

 
[wpis sponsorowany przez wydawnictwo Książnica]
 



Komentarze

instagram

Copyright © NIEnaczytana