"Pasażerowie linii Hankyū" - Hiro Arikawa

- Ktoś taki jak ty pewnie jeszcze nieraz w życiu będzie cierpieć. Ale zawsze będzie też ktoś, kto to zauważy. I zawsze będą ludzie, którzy pomyślą, że jesteś super.  

Jedna linia kolejowa, kilka stacji i historie, które niespodziewanie się ze sobą splatają. Wyrusz w podróż pociągiem linii Hankyū w nowej bestsellerowej powieści Hiro Arikawy, autorki „Kronik kota podróżnika”.

Między malowniczymi miasteczkami Takarazuka i Nishinomiya, w górzystym regionie kursuje pociąg linii Hankyū na najbardziej widowiskowej trasie w Japonii. Pasażerowie wsiadają i wysiadają, pogrążeni we własnych myślach, mierząc się z drobnymi, ale ważnymi sprawami swojego życia. W drodze „tam” poznajemy emocjonalne dylematy pięciorga bohaterów, a w drodze powrotnej, sześć miesięcy później, obserwujemy ich rozwiązania.
Młody mężczyzna spotyka dziewczynę, która zawsze wypożycza książki tuż przed nim. Kobieta w białej sukni przypominającej ślubną wsiada do pociągu, wyraźnie pogrążona w smutku. Student wraca do domu po zajęciach, dziewczyna przygotowuje się do odejścia od przemocowego partnera, a starsza pani rozmawia z wnuczką o adopcji psa.
Historie pasażerów przecinają się niczym linie kolejowe, a życie jak pociąg Hankyū nieustannie toczy się naprzód, splatając losy swoich pasażerów.

 
Stukot kół przyjemnie kołysze nas do snu. Zdarza się, że zapadamy w drzemkę, albo wręcz przeciwnie – chcąc zabić czas, obserwujemy to, co dzieje się obok. Ktoś wsiadł na stacji, ktoś inny opuścił pociąg, by podążyć w jemu tylko znanym kierunku. Przez wagony przewijają się kolejne osoby, a my nie skupiamy dłużej uwagi. Na pewno nie na tyle, by spróbować ich poznać, nawet wtedy, kiedy siedzą obok. Bo wszak ktoś sobie tego być może nie życzy. A gdyby tak… a gdyby tak jednak zwrócić uwagę na drugiego człowieka, bo jeśli tego nie zrobimy, to być może przegapimy coś cennego, co mógłby nam ofiarować…? 
„Wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet…”. Ten fragment piosenki mimowolnie pojawia się w mojej głowie na hasło „pociąg”. Myślę nawet, że nie jestem sama w tym skojarzeniowym odruchu. I chociaż z tego środka transportu korzystam rzadko, to niewątpliwie doceniam jego urok. Zwłaszcza w takim literackim wydaniu jak w książce „Pasażerowie linii Hankyū” Hiro Arikawy. 
Jeśli macie ochotę na niespieszną podróż, która nie przypomina pełnej zwrotów akcji historii, ale opowieść, która otula, która skłania do refleksji, jest sposobem, by samemu zwolnić w codziennym zabieganiu i… być może przyjrzeć się bliżej tym, których mijamy w drodze do pracy, szkoły, domu, to koniecznie musicie wsiąść do tego literackiego pociągu. Bowiem Arikawa pokazuje w swojej powieści coś, o czym zazwyczaj nie myślimy. Że czasami człowiek, którego spotykamy zupełnie przypadkiem i którego prawdopodobnie nigdy więcej nie zobaczymy, może pozostawić po sobie coś, co na zawsze zapadnie nam w pamięć. I właśnie takim zlepkiem przemyśleń bohaterów staje się ta książka. Głównie za sprawą nietuzinkowej konstrukcji, która zabiera nas „tam”, byśmy poznali dylematy podróżnych oraz „z powrotem”, które ma miejsce sześć miesięcy później, byśmy mogli się dowiedzieć, jak potoczyło się ich życie. 
Arikawa snuje swoją opowieść w oparciu o codzienne kadry. Dzięki temu emocje, jakie towarzyszą bohaterom, są bardzo różne. Mamy tutaj kiełkujące nieśmiało uczucie, kobietę, która została zdradzona i pragnie się zemścić, nieoczywistą relację babci z wnuczką, ale także innych pasażerów, których małe i wielkie sprawy składają się na tę historię. Zwłaszcza że autorka tak maluje literackie kardy, że mamy poczucie, jakbyśmy siedzieli w tym samym wagonie i nieco z ukrycia przysłuchiwali się rozmowom, które toczą się między poszczególnymi pasażerami.

Podsumowując:

Ta niepozorna książka ma w sobie dużo ciepła, ale i spokoju. To taka historia, która wycisza, która pozwala na chwilę przystanąć, by docenić to, co mamy. By dostrzec drugiego człowieka, który, nawet jeśli spotkany przypadkiem, może wnieść do naszej codzienności bardzo wiele. Czasami będzie to dobra rada, wsparcie, innym razem kilka gorzkich słów, które postawią nas do przysłowiowego pionu. To opowieść, która pokazuje, że często zwyczajne, małe, niepozorne gesty, mogą kogoś uratować w chwili, kiedy tego bardzo potrzebuje. To taka zwyczajna-niezwyczajna historia, która uczy uważności, tolerancji, a nawet dystansu, zwłaszcza do tych, którzy nas drażnią, którzy mają... deficyt dobrych manier. A tych, niestety, nie można kupić w biletomacie. Polecam miłośnikom niespiesznych powieści, które otulają.
 
Książkę można zamówić tutaj: KLIK
 
[wpis sponsorowany przez wydawnictwo Relacja]
 

 

Komentarze

instagram

Copyright © NIEnaczytana