"Odległe życie" - M.L. Stedman
(...) Z niektórymi rzeczami bywa tak, że im bardziej człowiek od nich ucieka, tym uporczywiej go osaczają.
Zapierająca dech w piersiach epicka powieść o rodzinnych tajemnicach i nieprzemijającej sile miłości, a także o tragedii, której skutki będą odczuwalne przez wiele lat.
Australia Zachodnia, rok 1958. MacBride’owie od pokoleń mieszkają na rozległej stacji hodowli owiec Meredith Downs. Pewnego dnia na pustej drodze głowa rodziny, Phil MacBride, skręca gwałtownie, żeby ominąć kangura. W ułamku sekundy dochodzi do wypadku, w którym traci życie on i starszy syn, a młodszy – Matt – zostaje ciężko ranny. Najwyraźniej zły los nie chce zostawić MacBride’ów w spokoju. Wdowie po Philu, Lornie, pozostaje wprawdzie jeszcze dwoje dzieci, ale i one są naznaczone piętnem tragicznego wypadku i poczuciem winy, co musi się odbić na losie niewinnego chłopca, przekonanego, że jest sierotą. Na drodze w nieznane, którą podąży Matt – bez mapy i przewodnika –będzie musiał dokonać dramatycznych wyborów: między miłością a obowiązkiem, między poświęceniem a szczęściem.
.png)
Wiele osób zachwycało się tą powieścią. I o ile oczywiście wierzę w opinie innych, to jestem dosyć sceptyczna, kiedy książkę chwalą niemal wszyscy. Z jednej strony wydaje mi się niemożliwe, że tak wielu ludzi mogłoby się mylić w ocenie, a z drugiej zaś, jestem książkową Zosią-samosią, która musi sprawdzić te opinie na własnej skórze. I tak się stało w przypadku „Odległego życia”. Poprzeczka została postawiona bardzo wysoko, ale ta historia spełniła moje oczekiwania. I teraz już wiem, skąd ten wszechobecny zachwyt.
Od razu powiem, że nie jest to łatwa powieść. Niesie ze sobą ogromny ładunek emocjonalny, wypełniony po brzegi stratą i dojmującą tęsknotą. A także unoszącym się niczym fatum poczuciem winy, które nie tylko przypomina o tym złym, co zaszło, ale staje się niczym trucizna, która krążąc w naszym krwioobiegu, może doprowadzić do martwicy serca. A przynajmniej takiej, która powoduje, iż wprawdzie nadal żyjemy, ale jesteśmy jakby martwi za życia…
Nie sposób nie zachwycić się wszechobecną Australią. Ona nie tylko staje się tłem dla tej na wskroś poruszającej opowieści, ale jednocześnie jest czymś więcej. Ona dojrzewa wraz z bohaterami, razem z nimi cierpi. Staje się powierniczką bolesnych zdarzeń, ale i sekretów, o których nikt nie powinien usłyszeć, które powinny zostać pogrzebane na dnie ludzkiej pamięci… To piękna, choć bolesna powieść, która zagrania czytelnika zachłannie, pozwalając mu wejść do świata, który jest piękny i surowy zarazem. Który każe walczyć o przetrwanie, który sprawia, że stopniowo chowamy się w pancerzu, który ma nas przed nim chronić. W pancerzu utkanym z cierpienia, tęsknoty i poczucia winy, które zdaje się nigdy nie słabnąć…
Podsumowując:
„Odległe życie” to jedna z tych historii, przy której niemal słyszymy odgłos łamanego serca, odruchowo ocierając łzy. Opowieść o stracie, ale także o życiu po niej, o tym, jak tragedia determinuje przyszłość, naszą i kolejnych pokoleń, jak potrafi zatruć wszystko wokół i odebrać poczucie bezpieczeństwa oraz szansę na szczęście. Tutaj emocje wylewają się z każdej strony, choć autorka nie epatuje dramatyzmem. One rodzą się w ciszy, zadając ból… Nowa powieść M.L. Stedman pokazuje, jak kruche jest życie, jak jedna chwila może być niczym klocek domino, które uruchamiając następne elementy, niszczy. I jak trudno jest pozbierać się po kolejnym ciosie zadanym przez los, kiedy nie potrafimy odbudować siebie na nowo. To opowieść o rodzinie, która jest największą siłą, ale jednocześnie źródłem cierpienia i poczucia winy, z którym czasami musimy walczyć całe życie. Ale także o tajemnicach, które nigdy nie powinny wyjść na światło dzienne, by nie zdołały zniszczyć fundamentów tak mozolnie odbudowanego spokoju i szczęścia. Ta powieść jest niczym spektakl rozgrywający się na tle gorących, australijskich krajobrazów, które zachwycają, stają się schronieniem, ale są także miejscem pełnym niechcianych wspomnień, od których chcemy uciec. Aż wreszcie to historia, która wraz z zakończeniem zostawia nas rozdartych, kiedy wybrzmią echa ostatnich wydarzeń. Która zachwyca i smuci, która rani i koi, która odbiera i równocześnie daje nadzieję. Piękna! Tylko tyle i aż tyle.

Komentarze
Prześlij komentarz