"Czterdzieści powodów do radości" - Katarzyna Kostołowska - patronat medialny

 

 (...) skierowali się do wyjścia prowadzącemu ku nowemu dniu, ku dalszemu ciągowi życia, które nie ustaje w mieszaniu słodyczy z goryczą. Bo właśnie takie jest. Póki trwa. 

Czterdziestolatki powracają w pełnej humoru opowieści o sile kobiecej przyjaźni, która pozwala nie zwariować.

Cztery przyjaciółki, trzy psy, jeden kot oraz mnóstwo mniejszych i większych wyzwań fundowanych przez życie. A także pewna mała dziewczynka, która pojawia się na świecie i wprowadza dodatkowy zamęt…
Jak pogodzić życie rodzinne z zawodowym? Jak pożegnać bliską osobę, która wyrusza na wojnę? Jak wyznać trudną prawdę i nie pokłócić się przy tym z ukochanym mężem? I jak wytrwać na L4?! 

 
Co ma być, to będzie. Często powtarzamy te słowa z ufnością, że jakoś wszystko się ułoży, nawet jeśli aktualnie jest źle. Nawet jeśli czujemy, że nie damy rady kolejny raz stawić czoła przeciwnościom, wierzymy, że po każdej burzy wychodzi słońce. Byleby obok był bliski człowiek, byleby była miłość, mokry psi nos przytulony do naszej dłoni, słodka czekolada wypita w Czekoladziarni, albo chłodzący sorbet cytrynowy. Byleby znalazł się kolejny powód do radości... 
„Czterdzieści” to taka moja komfort-seria. Uwielbiam wracać do Wrocławia, by śledzić dalsze losy czterech przyjaciółek, do których literackiego grona niejako dołączyłam. Wszak to już (a raczej - dopiero) dziesiąty tom i z całą pewnością mogę powiedzieć, że znamy się jak „łyse konie”. A przynajmniej ja je znam. Katarzyna Kostołowska ponownie zaprasza nas w gościnne progi Czekoladziarni, Ubieralni i do życia znanych i lubianych bohaterek, byśmy mogli wspólnie z nimi cieszyć się, wzruszać, tęsknić i stawiać czoła światu oraz przeciwnościom, nawet tym największym. Przecież niezależnie od wszystkiego – co ma być, to i tak będzie. 
To, co z pewnością „ciągnie” czytelnika do tej serii, to fakt, iż autorka nie idealizuje swoich postaci. One są tak cudownie nieidealne! Czasem niepomalowane, z uporczywymi wałeczkami tu i ówdzie. Zdenerwowane, sfrustrowane, zmęczone codziennymi obowiązkami, a w tym wszystkim odnajdują radość i kwintesencję kobiecości, która u każdej z nich ma odzwierciedlenie w czymś innym. Zupełnie jak każda z nas, dlatego tak łatwo się utożsamić z ich przeżyciami. Katarzyna Kostołowska nie tylko nie tworzy kobiet, które można postawić na piedestale, ale niejako obnaża wszelkie ich potknięcia, kreśląc opowieść, w której wygrywa humor. Czasem uszczypliwy, jest niczym trafnie wbita szpilka, innym razem ciepły, czuły, ale zawsze bardzo ludzki. 
Chociaż powieść jest utrzymana w lekkiej konwencji, to nie jest banalna. Nie brakuje w niej momentów wzruszeń, które czasami chwytają mocniej za serce, jak chociażby w momentach, kiedy obserwujemy dualizm uczuciowy Aśki względem jej przyszywanej wnuczki. Jak widzimy z jednej strony jej tęsknotę za tym, czego nigdy nie doświadczy, strach przed utratą tych wszystkich emocji, jakie w niej wywołuje dziecko, a z drugiej, wielką radość i miłość, kiedy jest w pobliżu. To niezwykle ważny i delikatny temat, który z dużą czułością Katarzyna Kostołowska wzięła na tapet w tym tomie.

Podsumowując:


Nową powieść, ale i całą serię Katarzyny Kostołowskiej powinno się przepisywać na receptę, albo jeszcze lepiej – podawać dożylnie bez konieczności wizyty u lekarza czy farmaceuty. To remedium na wszelkie bolączki, to taka literacka przyjaciółka, która jak trzeba - wysłucha, pocieszy, czasem wstrząśnie, jeśli przesadzamy, a nade wszystko zrozumie. Nikt tak dobrze nie pisze o kobietach, jak Katarzyna Kostołowska. Jej obserwacje naszej natury są niezwykle trafne, zawsze w punkt, dlatego ten cykl tak bardzo zapada w kobiece serca. To opowieść o przyjaźni na dobre i złe, o takiej, której każda z nas trochę zazdrości. Bo pomimo spięć i gorzkich słów, które czasami słyszą od siebie nawzajem, ujmujący jest fakt, że zawsze mogą na siebie liczyć. To, co mnie cieszy i „zwiastuje dobrze na przyszłość”, to stopniowe rozwijanie wątku kolejnych pokoleń – mam nadzieję, że to otwarta furtka do kolejnego tomu serii. Bo nie wyobrażam sobie, by trzeba było się pożegnać z „Czterdziestkami”. To powieść, która nie tylko wywołuje wiele ciepłych uczuć, ale także taka, która pokazuje, że niezależnie od tego, co zaserwuje nam los, zawsze warto mieć nadzieję, że będzie dobrze. Bo przecież życie pełne jest niekończących się powodów do radości, trzeba je tylko dostrzec. Polecam!
 
Książkę można zamówić tutaj: KLIK
 
[wpis sponsorowany przez wydawnictwo Książnica]
  

Komentarze

instagram

Copyright © NIEnaczytana