"Niebo w kolorze kaliny" - Agnieszka Zakrzewska

- Czasem wystarczy skupić się na pierwszym kroku, a nie na próbie zmiany wszystkiego naraz (...) - Nie trzeba od razu naprawiać całego świata.
Opowieść o ciszy, w której rodzi się dojrzała miłość – pełna zapachu chleba, świeżej kawy o poranku, czułego dotyku pokrytej rosą trawy i pocałunków nieba w kolorze kaliny.

Po stracie ukochanej żony Ksawery Mierzejewski zaszywa się w siedlisku swojej przyjaciółki. Laura prowadzi pensjonat na skraju Puszczy Drawskiej, w ukrytej wśród drzew chacie, do której trafiają tylko nieliczni. W siedlisku na gości zawsze czekają chleb ze skrzypiącą skórką, pachnąca cynamonem szarlotka, świeże kwiaty, cisza i dobre słowo gospodyni. Laura o nic nie pyta – słucha i nalewa aromatycznej herbaty ze starego imbryka po babci Antoninie, która tak bardzo kochała ten dom.
Powietrze przesiąknięte zapachem mchu i mokrej po deszczu ziemi skłania do zwierzeń i rozrachunków z przeszłością. Lea Mirska, wracając z sanatorium po usłyszeniu trudnej diagnozy, niespodziewanie zatrzymuje się w leśnej gęstwinie. Kiedy wysiada z auta, spotyka kobietę z koszykiem pełnym ziół. Nieznajoma proponuje jej herbatę w swoim pensjonacie. Lea po raz pierwszy w życiu słucha intuicji i przyjmuje to niezwykłe zaproszenie. Przekraczając próg drewnianej chaty, nie ma pojęcia, że to przypadkowe spotkanie odmieni jej życie.



Utkana z czułości, ciepła i ludzkiego dobra. Ze smutków, niezabliźnionych ran. Otulona aromatem szarlotki, świeżo pieczonego chleba, liściastej herbaty. Codzienność. Zwyczajna, przetykana nicią trosk, snuta radościami z małych rzeczy i chwil, które nas kształtują. Ukryta w uśmiechu, w splecionych dłoniach, schowana w lesie, który jest oazą i ucieczką od smutków. Uważność na drobiazgi, drugi człowiek z wielkim sercem obok – czy trzeba czegoś więcej? 
W świecie, w którym króluje przebodźcowanie, tak łatwo się zagubić. Zatracić w tym, co nas stresuje, smuci, co sprawia, że nie potrafimy się cieszyć z tego, co mamy… W takich chwilach potrzebujemy oddechu, ucieczki, zatopienia się w historię, która, choć niepozbawiona szczypty goryczy, przytuli nas do siebie. Historii, po której przeczytaniu, poczujemy się po prostu… dobrze. Jakbyśmy zrzucili z barków wszelkie troski, nawet jeśli nieproszona łza została starta mimochodem z policzka podczas lektury… I taką właśnie powieścią jest najnowsza książka Agnieszki Zakrzewskiej. 
„Niebo w kolorze kaliny” to opowieść, przy której zdarzyło mi się wzruszyć kilka razy, ale był to taki dobry smutek, coś, co odkrywa wrażliwość, jaka drzemie w każdym z nas. Fabuła tej książki jest leniwa i jakże takiego lenistwa potrzebowałam… Chciałam się w niej zatopić, niespiesznie zgłębiać historię ludzi, których życie nie oszczędzało. Których los boleśnie doświadczył, zmuszając niejako do stawienia czoła cierpieniu. Autorka w nowej książce uświadamia, że nic nie dzieje się od razu. Że żałoba po stracie kogoś lub czegoś, czego nigdy nie będziemy mogli doświadczyć, to proces. U jednych zaczyna się szybciej, inni potrzebują czasu, by dojrzeć. By serce zaczęło znów nieśmiało bić, a płuca „nabrały odwagi”, by zaczerpnąć powietrza pełną piersią. I to uświadamia nam ta powieść, że nie ma się co spieszyć. Że krok po kroku jesteśmy w stanie wiele osiągnąć, poradzić sobie z bólem, a przy tym dostrzec to, co ważne. Co tak naprawdę omijaliśmy szerokim łukiem, zbyt skupieni na obowiązkach. Bo tylko wówczas, kiedy pozwolimy sobie na zwolnienie, będziemy mogli cieszyć się z drobiazgów. 
Autorka zabiera nas do Puszczy Drawskiej, gdzie mamy okazję przekroczyć progi wyjątkowego miejsca. Siedliska, do którego trafiają tylko nieliczni. Ci, którzy potrzebują bezpiecznej, kojącej przystani i ci, którzy chcą zacząć od nowa, ale jeszcze nie wiedzą, jaki kierunek obrać... To właśnie tutaj otoczeni naturą i aromatami starego domu, który z całą pewnością ma duszę, mogą w swoim tempie wrócić do życia. Na własnych warunkach, bez pośpiechu i presji. I to jest takie piękne…

Podsumowując:

Na tle urokliwego krajobrazu Puszczy Drawskiej Agnieszka Zakrzewska snuje niespieszną opowieść o miłości, stracie, o wartości zatrzymania się, a także o tym, że czasem największym darem, jaki możemy komuś ofiarować, jest obecność i umiejętność słuchania. To historia, która wzrusza i koi, która otula i porusza do głębi. „Niebo w kolorze kaliny” to książka pełna ciepła, która niesie nadzieję i pokazuje, że nawet po najtrudniejszych doświadczeniach można odnaleźć światło. Autorka uświadamia, że po czasie przepełnionym smutkiem, tęsknotą i poczuciem straty przychodzi moment, gdy życie zaczyna odzyskiwać swoje barwy. To właśnie wtedy uczymy się oswajać pustkę i zachowywać w pamięci tych, którzy odeszli, nie pozwalając, by zniknęli z naszych serc. To również opowieść o odnajdywaniu wewnętrznego spokoju i odwagi do stawiania kolejnych kroków. O chwili, gdy zamiast patrzeć w przeszłość z bólem, zaczynamy spoglądać w przyszłość z nadzieją. A wtedy nawet niebo może przybrać kolor kaliny, stając się symbolem pamięci, miłości i tego wszystkiego, co pozostaje z nami na zawsze. 
 
Książkę można zamówić tutaj: KLIK

 
[wpis sponsorowany przez wydawnictwo FILIA]
 
 

Komentarze

instagram

Copyright © NIEnaczytana