"Tańczące filiżanki" - Natasza Socha

 

- Są takie miejsca, gdzie nie trzeba nic robić, żeby coś się wydarzyło. (...) - Wystarczy nie uciekać. 

W niewielkiej, niemodnej już herbaciarni, usytuowanej przy bocznej ulicy, tam gdzie chodniki są węższe i trochę nierówne, czas jakby się zatrzymał. W lokalu panują stare zasady etykiety, nie wolno korzystać z telefonów, mówić zbyt głośno ani zamawiać „na wynos”.

Yuki otwiera herbaciarnię codziennie o tej samej porze. Celebruje podawanie herbaty gościom, którym nie przeszkadza, że krzesła nie pasują do siebie, a filiżanki nie są od kompletu.
Pewnego dnia do lokalu trafia Ewa, młoda, skłócona ze światem kobieta. Herbaciany rytuał, rozmowy z Yuki i spotkania z innymi klientami powoli uczą ją innego spojrzenia na życie – bardziej uważnego, czułego i nieoczywistego. Następnego dnia pojawia się kolejna osoba z kłopotami i swoją opowieścią. Te historie łączą się ze sobą, nawet jeśli ich główni bohaterowie nie mają o tym pojęcia.
Yuki serwuje przybyszom różne gatunki herbaty, które – zgodnie z filozofią chadō – mają inne znaczenia. Herbata może być cierpka jak początek żałoby, słodka jak pojednanie, gorzka jak prawda. Powoli, bez fajerwerków, ale z ogromną delikatnością rozwija się historia uzdrawiania poprzez ciszę, obecność i przyjęcie tego, co nieidealne. Najważniejsze bowiem to usiąść do stołu z samym sobą.  

 

Każdy potrzebuje uwagi. W mniejszym lub większym stopniu, atencji lub po prostu tego, by ktoś obok nas zauważył. By słuchał tego, co mówimy, a przede wszystkim słyszał, czuł nasze emocje, zwłaszcza jeśli jest to ktoś bliski. Ktoś z kim łączymy wspólną codzienność, przemierzamy życie, które – jak to ono – pełne jest niespodzianek. Bo kiedy przestajemy zauważać tę drugą osobę, możemy usłyszeć gdzieś w oddali kroki odchodzącej miłości… 
Czasami sięgam po książkę bez oczekiwań. I zdarza się tak, że daje mi ona to, czego akurat potrzebowałam. Tak było w przypadku „Tańczących filiżanek” – powieści, która z całą pewnością nie tylko wycisza, nakazuje zwolnić, ale także skłania do refleksji na różnych płaszczyznach. Pozornie niespieszna, cicha, a wywołująca tak wiele ważnych emocji. 
Centralnym punktem tej historii jest niezwykła herbaciarnia prowadzona przez Yuki, miejsce, które funkcjonuje według własnych zasad. Nie ma tu przestrzeni na pośpiech, hałas i odpoczynek z telefonem w dłoni. Bo to miejsce, które zmusza do tego, by usiąść z sobą samym przy stole. By nad filiżanką aromatycznej herbaty, w przestrzeni, w której króluje spokój, stanąć twarzą w twarz z własnymi uczuciami, przemyśleniami, troskami… To właśnie tutaj poznajemy kolejne osoby, które niejako pod wpływem wyjątkowej mieszanki serwowanej przez właścicielkę mierzą się z tym, co ich boli. Rozpamiętują to, co w ich życiu się wydarzyło, a co wciąż cicho w nich drzemie, nie pozwalając ruszyć naprzód. I przyznaję, że miałam podczas czytania taką myśl, że sama chciałabym przekroczyć progi takiego miejsca i zobaczyć, jak herbaciany napar pozwoli mi odnaleźć siebie. 
Jednym z atutów książki, poza refleksyjną treścią, jest niewątpliwie atmosfera. To opowieść, która w świecie pełnym przebodźcowania i ciągłej presji przypomina o wartości, jaką jest cisza. O tym, że nie każdy ból da się zagłuszyć kolejnym zajęciem, ucieczką, zamieceniem pod dywan problemu, który nam doskwiera, a którego nie potrafimy rozwiązać. Autorka uświadamia, że czasem trzeba po prostu usiąść, napić się herbaty i pozwolić sobie poczuć to, co od dawna próbujemy ignorować. Że trzeba zostawić świat zewnętrzny gdzieś obok i skupić się na sobie. Być może ten pierwszy raz…

Podsumowując:

To książka dla tych, którzy lubią rozkoszować się literaturą niczym dobrą mieszanką herbaty. Powieść, która sprawa, że niemal czujemy się tak, jakbyśmy sami mogli skosztować naparu przygotowanego przez Yuki i dostali szansę, by zwolnić. By uwolnić się od świata oczekiwań, presji, ciągłych obowiązków, aby „usiąść do stołu z samym sobą”. Autorka ukryła na „dnie filiżanki” opowieść o stracie, żałobie, obecności, zagubieniu, próbie poradzenia sobie z własnymi ograniczeniami i strachem przed życiem. To delikatna, nostalgiczna, melancholijna, okraszona atmosferą japońskiego spokoju historia, która stanowi całą galerię portretów zwyczajnych ludzi, w których być może niejeden z nas dostrzeże namiastkę siebie? To powieść, która uczy uważności dla małych rzeczy, z których składa się codzienność, a którym zbyt rzadko poświęcamy należytą uwagę. 
 
Książkę można zamówić tutaj: KLIK

 
[wpis sponsorowany przez wydawnictwo Zwierciadło]
  

Komentarze

instagram

Copyright © NIEnaczytana