"Zadzoń, jak dojedziesz" - Jakub Bączykowski

 

(...) nie da się przygotować na utratę osoby, która była przy nas całe życie. Człowieka, którego już nikt nie zastąpi.

Czy na dzieciach spoczywa obowiązek opieki nad rodzicami?

Ryszarda w trzecią rocznicę śmierci żony odwiedzają dzieci, by razem powspominać swoją matkę. W malutkim wrocławskim mieszkaniu pojawiają się: Mateusz z partnerem, Ania z mężem i synem oraz najstarsza córka Renata. Kolacja, która miała być okazją do ciepłego rodzinnego spotkania, zamienia się w bardzo nieprzyjemną rozmowę, której korzenie sięgają wspólnych dziecięcych lat.
Jak daleko w dyskusji dotyczącej opieki nad starym samotnym ojcem posuną się Mateusz, Ania i Renata? Jak w tym wszystkim odnajdzie się Ryszard? I jak bardzo można tęsknić? 

 

Tęsknota. Kiedy odchodzi ukochana osoba, staje się cichym bólem, który pozostaje w sercu mimo upływu czasu. Każde wspomnienie przywołuje zarówno uśmiech, jak i łzy, przypominając o chwilach, które już nie wrócą... Najtrudniejsze bywają zwyczajne dni, gdy odruchowo chce się podzielić radością lub smutkiem z kimś, kto odszedł. Brak ukochanej osoby sprawia, że świat wydaje się pusty. I chociaż z czasem człowiek uczy się żyć ze stratą, to nigdy nie zapomina. I wówczas tęsknota staje się wyrazem miłości, która nie kończy się wraz z odejściem bliskiej osoby, bo we wspomnieniach można odnaleźć wdzięczność za wspólnie przeżyte chwile… 
Mówili, że będę płakać. Że ta powieść łamie serce, że jest na wskroś poruszająca. I mieli rację. Były momenty, że tłumiłam szloch, zwłaszcza wówczas, kiedy utożsamiałam się z emocjami bohaterów. Ze strachem, niemocą, zwykłą ludzką bezsilnością oraz poczuciem wstydu, że kogoś się zawiodło… Jakub Bączykowski kreśli opowieść, która wydaje się niepozorna, a jednak niesie ze sobą olbrzymi ładunek emocjonalny, którego nie sposób nie odczuć całym sobą. Dotyka wszystkich zakamarków czytelniczej wrażliwości, z jednej strony wywołując łzy, a z drugiej, skłaniając do refleksji nad przemijaniem i tym, jak wiele mogliśmy zrobić, ale dziś jest już za późno… 
Naturalnym wydaje się, że najpierw rodzice opiekują się dziećmi, a potem dorosłe dzieci wspierają rodziców. Tak urządzony jest ten świat, taka jest kolejność rzeczy, która stanowi następstwo upływającego czasu. A jednak nie zawsze jest to łatwe, bo latorośl opuszcza rodzinny dom, układa sobie życie, które absorbuje ją tak bardzo, że czasem trudno znaleźć czas, by odwiedzić rodziców. By po wizycie zadzwonić, jak dojedzie się do własnych czterech kątów… Temat, który bierze na tapet autor, jest bardzo trudny. Z jednej strony „niewygodny”, bo ciężko jest pogodzić swoje życie w ciągłym biegu z opieką nad rodzicami, z drugiej zaś, obnaża rodzinne niesnaski, niezabliźnione rany, których pokłosie jest wciąż żywe w relacjach łączących członków familii. I mimo całego ciężaru emocjonalnego podjętego wątku Jakub Bączykowski nie piętnuje, nie ocenia – po prostu konfrontuje nas z prawdą. Nie ma tu bohaterów idealnych ani jednoznacznych winowajców. Są zwyczajni ludzie - zmęczeni, zagubieni, próbujący pogodzić własne potrzeby z poczuciem odpowiedzialności za najbliższych. Autor opisuje realia z ogromną wrażliwością i autentycznością, co sprawia, że opowieść tak bardzo w nas uderza. Zwłaszcza w tych z nas, którzy sami stoją przed takim wyzwaniem codzienności… 
To, co chyba dotyka i jednocześnie otula najbardziej, to tęsknota, która u autora ma wiele twarzy. Z jednej strony tożsama jest z bólem po odejściu ukochanej osoby, z powolnym wylogowywaniem się z życia, z poczuciem, iż więcej nie damy rady egzystować w pustce, która po niej została, bo i po co… Z drugiej zaś w zapiskach starszego mężczyzny odnajdujemy tak ogromne pokłady miłości, uważności na małe radości, na codzienne drobiazgi, który kształtowały piękną relację między małżonkami, że nie sposób nie pomyśleć: jak oni się kochali! Ten emocjonalny dysonans „atakuje” nasze serce, które cicho pęka, kiedy ocieramy łzę spływającą po policzku…

Podsumowując: 


„Zadzwoń, kiedy przyjedziesz” to głęboko poruszająca powieść, która rezonuje w głowie długo po przewróceniu ostatniej strony. Opowieść o wielkiej miłości między małżonkami, ale także uczuciu do dzieci, które kocha się bezwarunkowo, nawet jeśli nie „podali ostatniej szklanki wody”. Utkana z tęsknoty, emocji, które rozdzierają serce historia, która uświadamia, jak ciężko czasem pogodzić nasze życie z obecnością w życiu rodziców, którzy w pewnym wieku nas tak bardzo potrzebują. Autor zadaje wiele pytań, w tym to, czy na dzieciach spoczywa obowiązek opieki nad rodzicami? Jednak nie daje nam gotowej nań odpowiedzi, pozostawia czytelnikowi do prywatnego rozważenia. To jedna z tych historii, którą czyta się z uwagą i ogromem emocji, bo trudno pozostać obojętnym wobec samotności, przemijania i tej bolesnej świadomości, że czasu z najbliższymi nigdy nie jest tyle, ile byśmy chcieli… To piękna powieść obyczajowa, która przypomina, by nie odkładać niczego na później; by mówić „kocham”, „dziękuję” i „jak się czujesz?”, zanim nikogo nie będzie po drugiej strony słuchawki, kiedy będziemy chcieli zadzwonić…

Książkę można zamówić tutaj: KLIK
 
[współpraca reklamowa z autorem] 

 

Komentarze

instagram

Copyright © NIEnaczytana