"Córka cichociemnego" - Katarzyna Nowosielska

 

(...) naprawdę liczy się jedynie to, co nosimy w sercu. Nie flagi, nie ideologie. Nie ojczyzny. Tylko ludzie, których kochamy. 

Dwie wojny. Dwa kontynenty. Jedna tajemnica, która zmienia wszystko. Klara myślała, że jedzie szukać zaginionego narzeczonego do Wietnamu. Nie wiedziała, że jedzie szukać siebie do Polski pogrążonej w wojnie.

Warszawa, 1942. W konspiracyjnym mieszkaniu, między magazynowaną bronią a szelestem fałszywych dokumentów, rodzi się miłość desperacka, żyjąca z dnia na dzień. Między cichociemnym zrzuconym na spadochronie do Polski a jego opiekunką. Jastrząb i Aniela wiedzą, że będzie coś ważniejszego niż ich uczucie, że w okupowanej przez Niemców Warszawie mogą zginąć każdego dnia
Nowy Jork, 1966. Klara Leśniewski, 24-letnia dziennikarka, córka polskich emigrantów, którzy uciekli przed komunistami, stalinizmem wychowana w kulcie wolności, dostaje wreszcie po wielu odrzuconych cv, pracę w „New York Times”. Kobiety niechętnie są zatrudniane w roli dziennikarek politycznych. Ale ona postanawia na swoim. Gazeta wysyła ją jako reporterkę do Wietnamu, gdzie trwa wojna a Amerykanie zrzucają tam swoje bomby. Klara chce pokazać prawdę o okrutnych komunistach, a ujrzy coś innego. Ujrzy cierpienie. I na końcu świata, w mundurze kapelana Marines, spotka człowieka, który popatrzy na nią tak, jakby ją skądś znał.
To co jej powie - wywróci jej życie do góry nogami.



Miłość. To siła, która potrafi przezwyciężyć nawet największe trudności i przeciwności losu. W chwilach cierpienia daje człowiekowi odwagę, by nie rezygnować, by iść naprzód. Jest niczym promień światła, ona pozwala wierzyć wtedy, gdy wydaje się, że nie ma już żadnej nadziei… Przypomina, że po każdej burzy może nadejść spokój, a po bólu - radość. Dzięki miłości człowiek odnajduje siłę do walki z własnymi słabościami i lękiem. Nawet jeśli wszystko wydaje się stracone, miłość pomaga odnaleźć sens i wiarę w lepsze jutro. Trwa pomimo wszystko, jest silniejsza niż… śmierć. 
Gdybym miała określić powieść Katarzyny Nowosielskiej jedynym słowem, to powiedziałabym, iż była emocjonalna. Czy płakałam? Owszem. Czy targały mną uczucia, które wywoływały ucisk w sercu? Tak… Bo autorka kreśli opowieść nie tylko o wielkiej miłości, która jest w stanie stawić czoła największemu złu, ale o traumie, którą nosimy w sobie czasem nieświadomie. Która staje się spuścizną wydarzeń utkanych z bólu i ludzkiego cierpienia… 
Akcja książki toczy się dwutorowo, co nie tylko sprawia, że czytelnik otrzymuje szerszą perspektywę dla snutej przez autorkę opowieści, ale przede wszystkim buduje napięcie, które narasta z każdym rozdziałem. Nie znajdziecie weń oddechu, bowiem zarówno wydarzenia z czasów II wojny światowej, jak i te z lat 60. XX wieku naładowane są bolesnym emocjonalnie ładunkiem, który czasami odbiera oddech. Nie sposób bowiem nie poczuć tego, co czują bohaterowie. Strachu, obawy przed tym, co przyniesie kolejny dzień, ale także, co w moim odczuciu rezonuje najmocniej, wątpliwości dla słuszności tego, w co się wierzy. Bo poza konfrontacją z okolicznościami, Katarzyna Nowosielska konfrontuje swoich bohaterów z prawdą. Tą, w którą wierzyli, zestawia niejako z kadrami, widzianymi na własne oczy, które obnażają złudzenia, jakimi karmili się przez lata… I w moim odczuciu w tej powieści to właśnie to zderzenie dotyka najbardziej. Poczucie zagubienia, słuszności własnych decyzji i działań stają się balastem, z którym ciężko iść przez życie. A mimo to – oni walczą. O prawdę, o siebie, o miłość, o człowieczeństwo, które w tamtych czasach było czymś deficytowym, co bardzo mocno czuć, kiedy zagłębiamy się w fabułę teraźniejszych, dla powieści, wydarzeń. 
Emocjonalny ślad zostawia także w czytelniku trauma, która dziedziczona przez potomnych staje się w snutej przez autorkę opowieści początkowo niewiadomą. Niczym coś nieuchronnego próbuje wydostać się na światło dzienne, by dać wybrzmieć prawdzie. A ta stanowi cierń minionych wydarzeń, którego nie da się pozbyć. Nie da się odciąć pępowiny, oszczędzić tych, którzy przychodzą po walczących o wolność, by mogli żyć bez cienia cierpienia swoich przodków. Ta świadomość uwiera niczym niechciana prawda, a jedna, mimo całego balastu, jaki ze sobą niesie, wciąż istnieje nadzieja. To ona jest niczym światło w ciemności historycznych wydarzeń, które Katarzyna Nowosielska oddała z całym szacunkiem i realizmem, jednocześnie nie oceniając wyborów, a dając nam prawdę, która wyłania się z fikcyjnej opowieści, skłaniając do niełatwych refleksji…

Podsumowując:

„Córka cichociemnego” to przejmująca powieść o pamięci, tożsamości i sile rodzinnych więzi. Pokazuje, że wojna nigdy nie jest czarno-biała i… tak naprawdę nigdy się nie kończy, bo zostaje w ludzkich sercach. W pamięci tych, którzy przeżyli, którzy walczyli, widzieli, którzy stają się na zawsze już powiernikami bolesnej prawdy. To opowieść pełna tajemnic, emocjonalnie wymagająca, ale również pełna uczuć, które udowadniają, że miłość przezwycięży wszystko. Bo to ona zdaje się największą bronią w okrutnym świecie. W czasach, kiedy wszystko inne zawiodło, staje się płomieniem nadziei, która daje siłę, by przetrwać. 
 
Książkę można zamówić tutaj: KLIK

 
[współpraca reklamowa z autorką]
 

Komentarze

instagram

Copyright © NIEnaczytana