"Światła nad portem" - Miriam Georg

 

 Trzeba czymś zaryzykować, jeśli pragnie się zmian.

Hamburg, 1886 rok. 

Lily Karsten, córka bogatego armatora, w głębi serca marzy, by zostać pisarką. W świecie dziewczyny kobiece ambicje znaczą jednak tak niewiele, że jej nadzieje na przyszłość muszą ustąpić miejsca obowiązkom.
Podczas uroczystości nadania imienia nowemu statkowi wiatr zrywa Lily z głowy kapelusz. Jeden z robotników rzuca się, by go odzyskać, i ulega wypadkowi. Dziewczyna jest wstrząśnięta - zarówno losem mężczyzny, jak i obojętnością jej otoczenia na cierpienie niewinnego człowieka.
Niedługo potem do posiadłości Karstenów przybywa Johannes Bolten, przyjaciel rannego robotnika, który w jego imieniu domaga się sprawiedliwości. Poruszona Lily postanawia stanąć po jego stronie, nieświadoma, że ten gest dobroci wciągnie ją w niebezpieczną, pełną napięcia grę. Im częściej spotyka Johannesa, tym trudniej jej ignorować rodzące się uczucia. To, co miało być walką o godność, szybko zaczyna przeradzać się coś bardziej osobistego.
Serce Lily bije coraz mocniej na myśl o mężczyźnie z zupełnie innego świata. Dziewczyna nie przeczuwa jednak, że Johannes skrywa przed nią tajemnice zdolne zniszczyć ich oboje - i to zanim uczucie między nimi zdąży się rozwinąć...

Czasami miłość przychodzi nieproszona. Nie puka do naszych drzwi, ale wkrada się niczym złodziej. Mimochodem, przez przypadek, tam, gdzie zupełnie się nie spodziewamy. Kiedy miłość staje pomiędzy dwojgiem ludzi, którzy pochodzą z dwóch odrębnych światów, uczucie zdaje się wystawione na więcej, niż zazwyczaj prób. Bo to już nie tylko zakochani, ale otoczenie, konwenanse i panujące zasady stają się elementem składowym miłości, która nieśmiało zaczyna kiełkować… 
Bardzo lubię sagi. To one dają możliwość obserwowania nie tylko zmian, jakie wraz z wiekiem zachodzą w bohaterach, ale także tego, co dzieje się wokół nich. Przemiany społeczno-obyczajowe, wielka historia i polityka, konwenanse, które w dawnych czasach były niczym kobiecy gorset – mocno zaciskają się na prawach i przywilejach, których, zwłaszcza w XIX wieku odmawiano ówczesnym kobietom. Piszę o tym dlatego, iż w powieści „Światła nad portem” to właśnie scenografia dla fabuły stanowi jeden z jej najmocniejszych, a jednocześnie – wywołujących największe emocje, elementów. 
Miriam Georg ukazuje świat przedstawiony na zasadzie kontrastu, który zdaje się „uwierać”, kiedy czujemy ogromne dysproporcje między salonami a światem portowych robotników. To właśnie tutaj bogactwo jednych zderza się z biedą innych. To sprawia, że te dwa światy, choć istnieją obok siebie, zdają się tak odległe. Zwłaszcza dla klasy uprzywilejowanej, która zdaje się nie zauważać tych z niższej, społecznej hierarchii. I to właśnie ten dysonans staje się areną dla zakazanego uczucia, które zdaje się niemożliwe przez wzgląd na dzielące zakochanych różnice...
Autorka sporo miejsca poświęca w książce również na pokazaniu roli kobiet i ich miejsca w ówczesnych czasach. Uderza w nas z całą mocą nie tylko fakt, jak płeć piękna niewiele miała do powiedzenia, ale jaka przepaść dzieliła je, ponownie, w kontekście pochodzenia. Dla dziewczyny z wyższych sfer, która stanowiła dekorację mężczyzny, dyskomfort mógł wywoływać fakt, że ta chciała żyć na własnych zasadach. Tymczasem biedna kobieta, w momencie, kiedy zabrakło u jej boku męża, często zostawała skazana… na śmierć w wyniku braku jedynego żywiciela rodziny .

Podsumowując:

„Światła nad portem” to pełne emocji, udane preludium do nowej sagi Miriam Georg. Opowieść, która jest kompilacją romansu z opowieścią o nierównościach społecznych, kobiecych pragnieniach, obowiązkach wobec rodziny oraz cenie, jaką czasami trzeba zapłacić za próbę życia na własnych zasadach. Pod obyczajową otoczką kryje się opowieść o niesprawiedliwości, ludzkiej bezduszności wobec tragedii drugiego człowieka, ale także o odwadze, by spróbować sprzeciwić się światu, który już wcześniej wybrał nam określone role. To również historia o zakazanej miłości, która przypomina prawdziwy sztorm; o dwóch łódkach, które dryfując na wzburzonym morzu uczuć, próbują dotrzeć do wspólnego portu. Pytanie, czy świat i okoliczności im na to pozwolą? A może różnice są zbyt wielkie, by stawić im czoła…? Polecam miłośnikom sag rodzinnych, w których nie brakuje rodzinnych sekretów, walki o marzenia oraz o uczucie, które, choć zakazane, staje się drogowskazem na drodze do szczęścia. A to wszystko odmalowane na tle barwnego Hamburga, który nie jest wyłącznie miejscem akcji, ale niejako równorzędnym bohaterem i scenerią pełną bolesnych kontrastów. 
 
Książkę można zamówić tutaj: KLIK

 
[wpis sponsorowany przez wydawnictwo Luna]
 

Komentarze

instagram

Copyright © NIEnaczytana