"Zbroja światła" - Ken Follett

 

- Tak to jest z członkami rodziny. Nawet jeśli ich nienawidzisz, kochasz ich".

Ukoronowanie najpopularniejszego cyklu powieści Kena Folletta – rozpoczętego przez kultowe już „Filary Ziemi” – a zarazem pomost między nimi a trylogią „Stulecie”. 

Razem tworzą serię, która opisuje tysiąc lat rozwoju zachodniej cywilizacji. Książki te sprzedały się w nakładzie prawie 80 milionów egzemplarzy!
W „Zbroi światła” mieszkańcy miasteczka Kingsbridge będą musieli zmierzyć się z zagrożeniami, jakie niesie rewolucja przemysłowa. I zastanowić się, jak można ją wykorzystać do własnych celów.
Wielka historia widziana oczami zwykłych ludzi. Emocje, które ścierają się z beznamiętnymi trybami przeznaczenia. Bunt, walka o rodzinę i wolność słowa. Proza Kena Folletta w najlepszym wydaniu.
Rewolucję czuć w powietrzu
Rok 1792. Rząd Królestwa Wielkiej Brytanii, zdecydowany uczynić z kraju potężne imperium handlowe, tyranizuje obywateli. We Francji władzę przejmuje Napoleon Bonaparte, a zaniepokojeni jego imperialnymi zapędami Anglicy szykują się do wojny.
Kingsbridge staje na krawędzi
W przemyśle zachodzą bezprecedensowe zmiany za sprawą maszyn parowych. Życie pracowników dobrze prosperujących fabryk włókienniczych w Kingsbridge staje się udręką. Gwałtowna modernizacja i niebezpieczne nowe rozwiązania techniczne rewolucjonizują system pracy na niekorzyść robotników i rozdzielają rodziny.
Tyrania staje się faktem. U progu międzynarodowego konfliktu historia mieszkańców Kingsbridge – w tym prządki Sal Clitheroe, tkacza Davida Shovellera i Kita, pomysłowego i upartego syna Sal – staje się symbolem walki pokolenia, które pragnie sprawiedliwości i walczy o przyszłość wolną od ucisku.

  
Wielka historia. Bitwy, konflikty zbrojne, przelana krew w słusznej dla danej ze stron sprawie. Przełomowe wydarzenia, które ukształtowały przyszłość wielu narodów. Spisane na kartach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, ożywają w rękach tych, którzy są spadkobiercami historii, która na stałe wpisała się w ich codzienność. Mimo upływu lat, mimo postępu technologicznego, to właśnie przeszłość nadal jest tak bardzo fascynująca. Uczymy się jej, zgłębiamy to, co minione, by poznać wzniosłe osiągnięcia tych, których można określić mianem bohaterów. Co jednak ze zwykłymi ludźmi, których nie ominęły wojny oraz piekło, z jakim musieli się mierzyć, próbując przetrwać? To oni byli świadkami, których relacji chcemy słuchać, których codzienność chcemy poznawać, mimo że nie zapisała się na stałe na kartach wielkiej historii.
Chociaż jestem ogromną fanką powieści z tego gatunku, to o twórczości Kena Folletta usłyszałam dopiero przy okazji „Zbroi światła”. Monumentalne dzieło, fascynująca lektura – na takie hasła trafiałam, szukając informacji o serii, więc skusiłam się, by spróbować przekonać się na własnej skórze, czy faktycznie tak wiele mnie ominęło. I… przepadłam! Cóż to była za powieść! Czytając, miałam wrażenie, że przenoszę się do osiemnastowiecznego miasteczka Kingsbridge, by oglądać ówczesne wydarzenia oczami zwykłych ludzi. Przewracając kolejne strony, czułam się tak, jakbym miała do czynienia ze świetną ekranizacją opowieści, która niesie ze sobą wszystko to, co powinna nieść ze sobą dobra książka historyczna: wiernie oddane tło, pełnokrwistych bohaterów, ważne problemy społeczne i polityczne, przełomowe wydarzenia, walkę o przetrwanie oraz zmaganie się z jawną niesprawiedliwością. Wszystko to i o wiele więcej znajdziecie w ukoronowaniu najpopularniejszego cyklu autora.
Czy fakt, że nie znam poprzednich tomów, w jakiś sposób mi przeszkadzał? Tak, ale tylko dlatego, że wciąż żałowałam, że poznałam twórczość Folletta tak późno. Poza tym nie czułam żadnego dyskomfortu. Kogoś może przerazić objętość książki, ale możecie mi wierzyć, że ona „czyta się sama”, a duża ilość stron to tylko bonus w przypadku „Zbroi światła”. Opowieści, która wywołała we mnie tak wiele emocji, zwłaszcza w momentach, kiedy śledziłam losy Sal Clitheroe i jej syna Kita. Ta kobieta i jej postępowanie wywołały mój szczery podziw. Kibicowałam jej działaniom i drżałam o jej bezpieczeństwo, kiedy postanowiła stawić czoła uciskowi, niesprawiedliwości i okrucieństwu, a tym samym zawalczyć o lepszą przyszłość.

Podsumowując:

Ken Follett kocha historię, o czym możemy dowiedzieć się z posłowia. I to czuć! Autor przekuwa to uczucie w czyn, kreśląc fenomenalną opowieść, której wielkim atutem, poza barwnie odmalowanym tłem, są bohaterowie. Follett prawdziwie jest mistrzem kreacji postaci, bowiem gra na naszych emocjach, kiedy, jak to w życiu, po obu stronach barykady stawia tych, którzy zdradzą dla zysku i własnych profitów, ale i tych, którzy będą szerzyć dobro wbrew wszystkim i wszystkiemu. To ich losy wywołują ogrom emocji, dostarczają wielu wrażeń, są przyczyną nieprzespanej nocy, gdyż nie jesteśmy w stanie odłożyć książki, bo tak bardzo chcemy dowiedzieć się, co dalej? Autor „wrzuca” czytelnika w sam środek rewolucji przemysłowej, konfliktów społecznych i politycznych końca XVIII wieku. Odwiecznej walki dobra ze złem, tych biednych i ciemiężonych z bezlitosnymi panami. Można się zachłysnąć, a nawet przerazić, bo i takie momenty znajdziecie w „Zbroi światła”. Ale nie! My czujemy satysfakcję i jesteśmy zachwyceni! Ja jestem i bardzo chcę poznać poprzednie tomy cyklu. Mam nadzieję, że będzie mi to dane. Wam tymczasem polecam BARDZO najnowszą książkę autora. To prawdziwa crème de la crème powieści historycznych!
 

Książkę można zamówić tutaj: KLIK
 
 
[materiał sponsorowany przez Wydawnictwo Albatros]
https://www.facebook.com/WydawnictwoAlbatros/

 

 

Komentarze

instagram

Copyright © NIEnaczytana