"Moje powieści czyta się sercem, a nie umysłem" - wywiad z Niką Kardasz

 

Mieszka Pani w Islandii. Czy od momentu, kiedy zaczęła się Pani przygoda z pisaniem, wiedziała Pani, że umieścić tam akcje którejś z powieści?

Nie, zupełnie się tego nie spodziewałam. Wybór Islandii na akcję powieści zimowej był czymś oczywistym, ale zupełnie nieplanowanym. Dopiero kiedy wydawnictwo zaproponowało mi napisanie powieści zimowej, odpowiedź przyszła szybko i spontanicznie. Po recenzjach widzę, że była to słuszna decyzja. Ta wyspa ma bardzo duży potencjał.

Bohaterka „Otwórz się na cuda” wierzy, że imię ma decydujący wpływ na jej wybory. A czy Pani także uważa, że to, jak mamy na imię ma znaczenie?

Nie, oczywiście, że nie. To były luźne przemyślenia ewidentnie zagubionej głównej bohaterki. Łatwo obarczać winą wszystko, tylko nie nas. A to czy jesteśmy w danym momencie szczęśliwi, zależy tylko i wyłączenia od nas, a nie od warunków zewnętrznych.

W nowej powieści pojawia się scena, w której bohaterowie postanawiają, że o ich wspólnej przyszłości zadecyduje… rzut kostką. A czy Pani zgodziłaby się, by o jej losie zdecydował właśnie tego typu przypadek?

Tak, jestem na tyle szalona, że mogłabym to zrobić. :) Uważam, że często podchodzimy do życia zbyt serio. Za mało nam zabawy i luzu. A w tym ukryta jest lekkość i piękno życia. Wtedy dzieją się prawdziwe cuda.

Rose otrzymuje wyjątkowy prezent, który diametralnie zmienia jej życie. Czy gdyby to Pani dostała taki podarunek, jak bohaterka Pani powieści, to zdecydowałaby się Pani rzucić wszystko i wylecieć na... „koniec świata”?

Poniekąd tak właśnie zrobiłam. Wyjazd na Islandię miał być chwilą, odskocznią od problemów, niejako nową kartą. Nauczyłam się tu, podobnie jak główna bohaterka, otwierać na to, co przynosi życie. Zostałam zaproszona do dłuższej przygody z Islandią, dlatego wciąż tu jestem i słucham serca, gdzie pokieruje mnie dalej.

Bohaterka Pani powieści podejmuje pewną, w swoim mniemaniu szaloną, decyzję, by spróbować odnaleźć siebie. Czy myśli Pani, że dopiero jakaś drastyczna zmiana w naszym życiu jest w stanie nami potrząsnąć na tyle, byśmy spojrzeli wreszcie w głąb siebie, by dowiedzieć się, czego tak naprawdę pragniemy? To zawsze musi być jakieś przełomowe wydarzenie?

Często się zdarza, że jest to właśnie mocne doświadczenie (wiem to z autopsji). Życie cały czas do nas mówi, wysyła sygnały. Pytanie tylko, czy jesteśmy na tyle uważni, by je zauważyć? Nie oszukujmy się, żyjemy w pośpiechu, więcej nas na zewnątrz niż wewnątrz. Dlatego często przesypiamy pewne dzwonki i potrzebujemy mocniejszego szarpnięcia, które przebudzi nas z iluzji do życia.

Rosalie w wyniku pewnych wydarzeń postanawia spędzić Boże Narodzenie w Islandii. Tymczasem w Polsce te święta kojarzą się z czasem spędzonym w gronie rodziny. Czy należy Pani do osób, które preferują tradycyjne Boże Narodzenie w domu, czy jednak skusiłby się Pani na „wyjazdowe” święta?

Pandemia spowodowała, że pierwszy raz w życiu nie mogłam spędzić świąt z rodzicami, i muszę przyznać, że było cudownie! Otworzyło mnie to na nowe, które jest po prostu inne, ale nie gorsze. Naprawdę warto otwierać się na nowe i przełamywać schematy. Zamiast kierować się opinią innych, sami doświadczajmy i sprawdzajmy, co jest dla nas okej, a co niekoniecznie.

Święta w Islandii różnią się od tych w Polsce, prawda? Czy może Pani opowiedzieć w kilku zdaniach, jak wyglądają i jakie są główne różnice w ich celebrowaniu?

Główna różnica, jaka przychodzi mi na myśl, to oczywiście potrawy. Pod tym względem Islandia nie może popisać się bogatą tradycją. Dwanaście potraw w Polsce (bądź chociaż przybliżona liczba) jest czymś niezwykłym. Na islandzkich stołach podczas uroczystej kolacji przysmakiem jest baranina z ziemniakami. Myślę jednak, że Islandczycy są bardziej rodzinni. Spędzaj czas na grach planszowych i spacerach. Sprawia im to ogromną radość.

Czy jest jakiś islandzki zwyczaj świąteczny, który szczególnie przypadł Pani do gustu?

Podoba mi się zupełnie inna forma obchodzenia mikołajek. Historia jest diametralnie inna. Mikołajem nie jest starszy pan z siwą brodą, workiem, w czerwonym kubraczku Tu drobne prezenty rozdają islandzcy chłopcy bożonarodzeniowi – trzynaście brudnych, nieposłusznych trolli, prowadzonych przez matkę zjadającą dzieci. W związku z tym przez trzynaście dni rodzice zostawiają dzieciom prezenty w bucie na parapecie. Są to oczywiście drobnostki, a niegrzeczne dzieci zamiast rózgi, mogą otrzymać ziemniaka. 

Jak wspominałam w pierwszym pytaniu, mieszka Pani w Islandii. W jakiej tradycji obchodzi się święta w Pani domu — polskiej czy islandzkiej?

W moim sercu jest Polska, więc odpowiedź na to pytanie jest oczywista. Niemniej tradycje islandzkie są bardzo ciekawe. Nie wiem, czy wiecie, ale każdy Islandczyk dostaje przynajmniej jedną książkę pod choinkę w ciągu roku. To kraj pisarzy, a książki są najczęstszym pomysłem na prezent.

Czy zdradzi Pani naszym czytelnikom, czym jest 'skata' i czy miała Pani okazję jej spróbować?

Na szczęście nie miałam możliwości jej spróbowania. Jednak robiła ją moja sąsiadka. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że tak specyficzny zapach pochodzi od sfermentowanej płaszczki, która jest świątecznym przysmakiem Islandczyków. Nie wiem, jak oni mogą się tym delektować. Na klatce schodowej zapach był odczuwalny przez parę dni… Do tego nigdy się nie przekonam… Jednak warto wiedzieć, że ten zwyczaj wywodzi się z biedy, która długo panowała na Islandii.

„Zagubiona kobieta, śnieg, elfy – jednym słowem Islandia” – tak o „Otwórz się na cuda” pisze Pani na swoim profilu. To jak to jest z tymi elfami — one faktycznie są częścią tamtejszych baśni/wierzeń?

Młodsze pokolenie patrzy na to z przymrużeniem oka, jednak niektórzy ludzie nadal w nie wierzą. Jako przykład posłużę się sytuacją z 2014 roku, kiedy to islandzki sąd zakazał budowania jednej z dróg. Powodem było miejsce, które według niektórych należało do elfów. A oni starają się żyć z nimi w zgodzie i nie zakłócać ich spokoju. Nie wiem, ile jest prawdy w tym czy elfy nadal istnieją, ale pewne jest, że ludzie tu nadal w nie wierzą. Uważam, że to urocze. 

Bohaterka podczas swojego pobytu często przystaje, by odetchnąć świeżym powietrzem. Czy naprawdę w Islandii powietrze jest tak czyste, że da się wyczuć diametralną różnicę?

Tak, to również opisałam z autopsji. Islandia to wyspa, żyjemy tu w nieustannym przeciągu, dodatkowo nie ma tu przemysłu ciężkiego, a elektrownie są wodne bądź geotermalne – w stu procentach eco. Wyspa może poszczycić się czystym i rześkim powietrzem o każdej porze roku. To pierwsza rzecz, jaką zauważyłam, gdy wyszłam z samolotu.

„Pokażę ci coś, co zapamiętasz do końca życia” - takie słowa słyszy Rosalie, bohaterka Pani powieści. I mowa tu o zorzy polarnej. Czy oglądanie jej jest faktycznie aż tak niesamowitym doświadczeniem?

Kiedy myślę o zorzy, na język przychodzą mi takie słowa jak: magia, cud natury, coś niemożliwego, niespotykanego… Naprawdę ciężko opisać to słowami. Więc tak, jest to niesamowite doświadczenie.

Islandia w Pani powieści jest niejako jednym z bohaterów. Opisuje Pani życie tam w taki sposób, że aż chciałoby się rzucić wszystko i tam polecieć. Jako osoba, która żyje w Islandii na co dzień, myśli Pani, że jest coś, czego moglibyśmy się my — Polacy nauczyć się od Islandczyków?

Oczywiście. Są też cechy, których Islandczycy mogliby nauczyć się od Polaków. To, co mi najbardziej podoba się w nich to luz, jaki widzę w ich podejściu do życia. Jak nie dzisiaj to jutro, a może teraz, potem, spokojnie… Islandczycy prowadzą bardzo spontaniczne, spokojne życie. Martwią się zdecydowanie mniej, niż Polacy, nie mają tendencji do narzekania, ale z drugiej strony… bywają nieogarnięci, co potrafi być irytujące.

W BIO czytamy, że pisanie i zumba są „odpowiedzią na wołanie Pani kreatywnej duszy”. Swoją bohaterkę również obdarzyła Pani kreatywną pasją. Czy fotografia, bo o tym mowa, należy także do Pani zainteresowań? 

Nie, ja jestem zadurzona w tańcu i pisaniu, ale podziwiam wszystkie osoby, które robią coś kreatywnego. Myślę, że fotografia to również fajna zajawka. To sztuka, talent, piękno… Kto wie, może kiedyś, w innym życiu byłam wrażliwą fotografką…

Napisała Pani na profilu, że wypuszcza swoją nową książkę do czytelników, by zmieniała życie ludzi na lepsze. Ma Pani w sobie poczucie misji, by swoimi powieściami zmieniać świat?

Pani po raz pierwszy zadała to pytanie. Dziękuję za nie ogromnie. Dla mnie to główny powód pisania, który nadaje sens, temu co robię. W moich książkach widzę dwa najważniejsze filary, z których złożone są moje historie. Pierwszy to emocje, drugi – wartości. Do tego nuta nieprzewidywalności i mamy przepiękną powieść. Będę podkreślać nieraz. Moje powieści czyta się sercem, a nie umysłem. Taka wskazówka ode mnie.

Dziękuję za rozmowę!
 

Książkę można zamówić tutaj KLIK

 

[materiał sponsorowany przez Wydawnictwo Replika]

 

 

 

Komentarze

  1. Bardzo ciekawe pytania i odpowiedzi. Powieść na liście planów.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

instagram

Copyright © NIEnaczytana