"Tajemnica Cinnamon Falls" - R.L. Killmore
Najlepsze w miłości jest to (...) że nigdy nie umiera.
Sielankowe Cinnamon Falls okazuje się miejscem pełnym sekretów.
Nia, młoda, ambitna dziewczyna, zawsze wyobrażała sobie, że jeśli kiedykolwiek wróci do rodzinnego miasteczka, odbędzie się to w atmosferze triumfu. Rzeczywistość okazuje się jednak diametralnie inna. Nia przybywa do Cinnamon Falls z dwiema walizkami, kacem moralnym, bólem głowy i przemożną potrzebą zjedzenia wielkiej porcji lodów cynamonowych. Zamiast czerwonego dywanu witają ją ciekawskie spojrzenia sąsiadów i złośliwe uśmieszki starych wrogów... oraz jej własna matka, która wciąż żywi do niej urazę.
Gdyby tego było mało, rodzinna miejscowość Nii właśnie szykuje się na coroczny Festiwal Jesieni, podczas którego organizowane są przeróżne zabawy, konkursy na pachnące wypieki oraz – co najważniejsze – wybory Króla i Królowej Cynamonu.
Kilka dni przed rozpoczęciem obchodów dochodzi do szokującego odkrycia. W lokalnej restauracji zostają znalezione zwłoki, a obok nich wiadomość: „Kto będzie następny?”.
.png)
Czasami uciekamy od przeszłości. Zostawiamy miejsce, które kiedyś było dla nas ostoją, bo chcemy pozbyć się niechcianych wspomnień. Wierzymy, że kiedy odetniemy się od tego, co nas zraniło, zdołamy ułożyć swoje życie od nowa, bez cienia minionych lat. Los jednak często weryfikuje nasze plany, ściągając nas z powrotem. Zupełnie jakby wiedział, że tak naprawdę nasze miejsce jest tam, skąd uciekliśmy…
Kiedy zobaczyłam zapowiedź tej powieści, moja jesieniarska dusza zrobiła salto wprzód. Wiedziałam, że niezależnie od wszystkiego, będę chciała ją przeczytać. No bo jakże nie poczuć tego zewu jesieni, kiedy mamy małe miasteczko, pachnącą cynamonem lokalizację, motyw powrotu po latach i tajemnice zamkniętej społeczności. Brzmi jak przepis na iście jesieniarską powieść, prawda?
Od pierwszych stron poczułam, że wybór lektury był w tym przypadku strzałem w dziesiątkę. Czytało mi się to tak lekko, że nawet się nie spostrzegłam, kiedy zobaczyłam „końcowe napisy”. Nie bez kozery użyłam tego porównania, bo „Tajemnica Cinnamon Falls” to iście scenariusz filmowy, do tego stopnia plastyczny, że momentami miałam uczucie, jakbym oglądała ekranizację, a nie czytała powieść. Klimat jest bowiem naprawdę smakowity, a autorce udało się uchwycić atmosferę małego miasteczka otulonego jesienną aurą.
W tym momencie możecie stwierdzić, że to cynamonowa, przytulna lektura. Ale nie, nie dajcie się zwieść! Bo pod tą urokliwą otoczką kryją się sekrety, które napędzają chęć przewracanych kolejnych stron dużo bardziej, niż apetyt na cynamonkę lub lody, jako nagrodę za poznanie finału tej historii. Tak więc dzieje się sporo, opowieść naszpikowana kilkoma plot twistami przeplata się z historią o dawnym uczuciu, tworząc taką rom-cosy-crime powieść, która otula romantyczną aurą, ale i poniekąd napawa niepokojem wywołanym tym, co mrocznego zaczyna się dziać w tej sennej lokalizacji.
Podsumowują:
„Tajemnica Cinnamon Falls” to idealna powieść na jesień! Klimatyczna, subtelnie mroczna i nieco romantyczna – czyli mariaż idealny dla głodnych wrażeń (i nie tylko) fanek tej pory roku. To opowieść, która pokazuje, że mimo iż czasem próbujemy uciec od przeszłości, ona prędzej czy później zastuka do naszych, wydawałoby się, zamkniętych drzwi, by zmusić nas do konfrontacji z własnymi „demonami”. To również historia o drugiej szansie, spotkaniu po latach, które może uświadomić nam, gdzie tak naprawdę jest nasze miejsce na ziemi. Otulona małomiasteczkowym klimatem opowieść o tajemnicach z przeszłości, zazdrości, zemście i poszukiwaniu prawdy, której odkrycie może dużo kosztować… Ja bawiłam się świetnie, was też zachęcam do poznania tytułowego sekretu. Idealna pozycja dla miłośników jesiennej atmosfery, w której łatwo się zanurzyć, okraszonej wątkiem romantycznym.
Nia, młoda, ambitna dziewczyna, zawsze wyobrażała sobie, że jeśli kiedykolwiek wróci do rodzinnego miasteczka, odbędzie się to w atmosferze triumfu. Rzeczywistość okazuje się jednak diametralnie inna. Nia przybywa do Cinnamon Falls z dwiema walizkami, kacem moralnym, bólem głowy i przemożną potrzebą zjedzenia wielkiej porcji lodów cynamonowych. Zamiast czerwonego dywanu witają ją ciekawskie spojrzenia sąsiadów i złośliwe uśmieszki starych wrogów... oraz jej własna matka, która wciąż żywi do niej urazę.
Gdyby tego było mało, rodzinna miejscowość Nii właśnie szykuje się na coroczny Festiwal Jesieni, podczas którego organizowane są przeróżne zabawy, konkursy na pachnące wypieki oraz – co najważniejsze – wybory Króla i Królowej Cynamonu.
Kilka dni przed rozpoczęciem obchodów dochodzi do szokującego odkrycia. W lokalnej restauracji zostają znalezione zwłoki, a obok nich wiadomość: „Kto będzie następny?”.
.png)
Czasami uciekamy od przeszłości. Zostawiamy miejsce, które kiedyś było dla nas ostoją, bo chcemy pozbyć się niechcianych wspomnień. Wierzymy, że kiedy odetniemy się od tego, co nas zraniło, zdołamy ułożyć swoje życie od nowa, bez cienia minionych lat. Los jednak często weryfikuje nasze plany, ściągając nas z powrotem. Zupełnie jakby wiedział, że tak naprawdę nasze miejsce jest tam, skąd uciekliśmy…
Kiedy zobaczyłam zapowiedź tej powieści, moja jesieniarska dusza zrobiła salto wprzód. Wiedziałam, że niezależnie od wszystkiego, będę chciała ją przeczytać. No bo jakże nie poczuć tego zewu jesieni, kiedy mamy małe miasteczko, pachnącą cynamonem lokalizację, motyw powrotu po latach i tajemnice zamkniętej społeczności. Brzmi jak przepis na iście jesieniarską powieść, prawda?
Od pierwszych stron poczułam, że wybór lektury był w tym przypadku strzałem w dziesiątkę. Czytało mi się to tak lekko, że nawet się nie spostrzegłam, kiedy zobaczyłam „końcowe napisy”. Nie bez kozery użyłam tego porównania, bo „Tajemnica Cinnamon Falls” to iście scenariusz filmowy, do tego stopnia plastyczny, że momentami miałam uczucie, jakbym oglądała ekranizację, a nie czytała powieść. Klimat jest bowiem naprawdę smakowity, a autorce udało się uchwycić atmosferę małego miasteczka otulonego jesienną aurą.
W tym momencie możecie stwierdzić, że to cynamonowa, przytulna lektura. Ale nie, nie dajcie się zwieść! Bo pod tą urokliwą otoczką kryją się sekrety, które napędzają chęć przewracanych kolejnych stron dużo bardziej, niż apetyt na cynamonkę lub lody, jako nagrodę za poznanie finału tej historii. Tak więc dzieje się sporo, opowieść naszpikowana kilkoma plot twistami przeplata się z historią o dawnym uczuciu, tworząc taką rom-cosy-crime powieść, która otula romantyczną aurą, ale i poniekąd napawa niepokojem wywołanym tym, co mrocznego zaczyna się dziać w tej sennej lokalizacji.
Podsumowują:
„Tajemnica Cinnamon Falls” to idealna powieść na jesień! Klimatyczna, subtelnie mroczna i nieco romantyczna – czyli mariaż idealny dla głodnych wrażeń (i nie tylko) fanek tej pory roku. To opowieść, która pokazuje, że mimo iż czasem próbujemy uciec od przeszłości, ona prędzej czy później zastuka do naszych, wydawałoby się, zamkniętych drzwi, by zmusić nas do konfrontacji z własnymi „demonami”. To również historia o drugiej szansie, spotkaniu po latach, które może uświadomić nam, gdzie tak naprawdę jest nasze miejsce na ziemi. Otulona małomiasteczkowym klimatem opowieść o tajemnicach z przeszłości, zazdrości, zemście i poszukiwaniu prawdy, której odkrycie może dużo kosztować… Ja bawiłam się świetnie, was też zachęcam do poznania tytułowego sekretu. Idealna pozycja dla miłośników jesiennej atmosfery, w której łatwo się zanurzyć, okraszonej wątkiem romantycznym.

Komentarze
Prześlij komentarz