"Piękność z lodu" - Monika Raspen

- Serce nigdy nie pyta czy jest gotowe. (…) – Sekret po prostu bije.
Carskie tajemnice, niewytłumaczalne wydarzenia, zaskakujące życiorysy.
Zima 1905 roku. Śmierć Zygfryda zu Kleinitza była mistyfikacją, a jego pogrzeb spektaklem. Szantażuje on kolejne osoby i snuje przerażające plany polityczne. Na dworze Romanowów pojawia się tajemniczy człowiek z Syberii, Grigorij, którego Kleinitz również próbuje zaprząc do swoich celów.
Mikołaj i Aleksandra podporządkowują życie carewiczowi, którego choroba jest rodzinnym sekretem rodzącym wiele domysłów wśród arystokracji, a także zwykłych Rosjan.
Portrety Romanowów spadają ze ścian, a diament Orłow obluzowuje się w berle cesarskim. Wszyscy szepcą, że to znaki wieszczące nieszczęście.
Porywająca historia pełna tajemnic i namiętności, której bohaterkami są przede wszystkim silne kobiety.
Zima 1905 roku. Śmierć Zygfryda zu Kleinitza była mistyfikacją, a jego pogrzeb spektaklem. Szantażuje on kolejne osoby i snuje przerażające plany polityczne. Na dworze Romanowów pojawia się tajemniczy człowiek z Syberii, Grigorij, którego Kleinitz również próbuje zaprząc do swoich celów.
Mikołaj i Aleksandra podporządkowują życie carewiczowi, którego choroba jest rodzinnym sekretem rodzącym wiele domysłów wśród arystokracji, a także zwykłych Rosjan.
Portrety Romanowów spadają ze ścian, a diament Orłow obluzowuje się w berle cesarskim. Wszyscy szepcą, że to znaki wieszczące nieszczęście.
Porywająca historia pełna tajemnic i namiętności, której bohaterkami są przede wszystkim silne kobiety.

Wizje potrafią rozjaśnić mrok, choć czasem czynią to tak gwałtownie, że trudno na to patrzeć. Człowiek, który ich doświadcza, żyje w rozdarciu między tym, co już przeczuł, a tym, co jeszcze próbuje wyłowić z odmętów pamięci. Wiedza o przyszłości bywa ciężarem, bo każde działanie wydaje się splątane z tym, co ma nieuchronnie nadejść. Przepowiednie potrafią więzić, gdy zamieniają życie w czekanie na to, co będzie, ale także być ostrzeżeniem, które być może ustrzec przed ich spełnieniem. Może właśnie dlatego są jednocześnie przekleństwem i błogosławieństwem, szeptem przyszłości, który nie daje o sobie zapomnieć…
Czekałam z niecierpliwością na finałowy tom serii Moniki Raspen, która jest jedną z najlepszych, jakie było mi dane przeczytać w tym roku. I oto nadeszła „Piękność z lodu”, która dostarczyła mi wielu emocji, która sprawiła, że z wypiekami na twarzy, mimo chłodu wypływającego z kart powieści, śledziłam to, co opisała z pasją i rozmachem autorka, ale także to, o czym wiedziałam, na co mimo strachu czekałam, bo miało nadejść nieuchronnie…
Już od pierwszych stron poczułam ponownie ten wyjątkowy klimat, weszłam do świata starych porządków, przepychu dworskich salonów. Poczułam także ów ciężar, jaki spoczywa na barkach rodziny rządzącej, która wciąż musi zmagać się z balastem oczekiwań, ze strachem odkrycia sekretu, który tak skrzętnie próbują ukryć, ale także decyzji, które bywają bez dogodnego wyjścia, a na pewno bez możliwości ucieczki ze złotej klatki powinności. Chyba to, co w tej części uderzyło mnie najbardziej, to rozdarcie. To poczucie bezsilności członków rodziny, którzy z każdym dniem, miesiącem, rokiem, jakby zapadają się w sobie. Próba pogodzenia chęci życia jak normalna rodzina, z tym, co muszą zrobić zgodnie z obowiązkami, jakie nakłada na nich bycie u władzy, zdaje się z góry skazana na porażkę. Rozdarcie między człowiekiem a carem, między matką drążącą o życie dziecka a carycą. Wciąż pod obstrzałem oczekiwań, krzywych spojrzeń i ataków tych, którzy pragną ich upadku… Monika Raspen świetnie uchwyciła to historyczne zniewolenie, które było dużo trudniejsze do uniesienia niż wszystko inne.
Ponownie zachwyca tło historyczne, bowiem historia jawi się tutaj jako żywy byt, dzięki niezwykłej dbałości o każdy detal, malownicze oddanie realiów carskiej Rosji, codzienności na dworze, ale także okraszenie tego ciekawostkami z zakresu rzemiosła jubilerskiego, które niewątpliwie wzbogacają tę część serii. Dzięki Monice Raspen to wszystko ożywa na naszych oczach, bowiem z kart jej książki wyłania się świat, który, choć pełen barw i przepychu, gry świateł odbijających się w lodzie oraz biżuterii, zdaje się ginąć w mroku tego, co ma nadejść… I ta świadomość niewątpliwie jest jedną z tych, które kreują napięcie czytelnika w czasie lektury.
Autorka oddaje ponownie głos kobietom, które uwikłane w ówczesne realia, muszą być czasem nie tylko postacią w cieniu, ale i tą, która kształtuje rzeczywistość. Tajemnice, które głęboko ukryte zaczynają domagać się uwagi, napawają strachem przed tym, co się wydarzy, kiedy zostaną ujawnione. Monika Raspen zdaje się także pokazywać, że nawet jeśli staniemy na drodze temu, co nie powinno się dokonać, to prawda zawsze znajdzie drogę, do ludzkich umysłów i serc…

„Piękność z lodu” to najmroczniejsza cześć cyklu, powieść, w której każdy wątek chce zwrócić naszą uwagę na skrywane w cieniu tajemnice. Monika Raspen ożywia dawne czasy z precyzją i czułością, ukazując, że nawet ci, którzy żyli w pałacach, zmagali się z ciężarem marzeń, których nie wolno było wypowiadać... Za fasadą kryła się bowiem cena przywilejów, wysoka i zimna jak marmurowe posadzki. To historia o tych, którym nadano koronę bez możliwości wyboru, ale i o kobietach, które potrafiły trwać, kiedy świat chciał je złamać. W tle wybrzmiewa kruchość ludzkiego życia, ale też siła, która potrafi rozbudzić odwagę nawet z najtrudniejszych czasach. „Piękność z lodu” to misterna kompilacja fikcji i historii, walka serca pragnącego zwyczajności z brzemieniem władzy, która, choć błyszczy jak najpiękniejszy klejnot, potrafi ciążyć jak kamień… Opowieść, która z jednej strony mrozi strachem i rozmachem okrucieństwa ludzi opętanych chęcią zniszczenia, a z drugiej, dostarcza wielu emocji, delikatnych niczym płatki anemonów. Polecam!
Komentarze
Prześlij komentarz