"Przerwana serenada" - Lucyna Olejniczak
Trzeci tom porywającego cyklu o Elizie Bielskiej, którą los rzuca z ogarniętej wojną Warszawy do Anglii, gdzie wśród wrzosowisk odkrywa miłość, tajemnice rezydencji i własną siłę.
Pod nieobecność męża Eliza próbuje obłaskawić duchy ponurej rezydencji Winter Abbey. Nawiązuje znajomości z mieszkańcami pobliskiego miasteczka, urządza w swoim nowym domu artystyczne spotkania, zaprasza ludzi z okolicy na festyn. Okazuje się jednak, że nad posiadłością ciąży jakaś tajemnicza klątwa. A nowo zatrudniona pokojówka już pierwszej nocy zaczyna wyczuwać obecność duchów.
Zwłaszcza jednego.
Wizyta u Iris, siostry męża, która przebywa w pensjonacie dla nerwowo chorych nad brzegami Morza Północnego, tylko potwierdza najgorsze podejrzenia Polki. Na domiar złego Eliza traci kontakt z przebywającym we Francji Richardem.
W tym czasie jej brat, oszukany przez wszystkich, stara się odzyskać wygrane pieniądze, lecz wpada w jeszcze większe tarapaty. Natomiast mała Nelly podbija teatralną publiczność stolicy i budzi zainteresowanie ekscentrycznej, bajecznie bogatej baronowej z Paryża. Arystokratka zamierza uczynić z dziewczynki największą gwiazdę londyńskich teatrów.
Jak zawsze los stawia przed wszystkimi bohaterami trudne wyzwania, a największe przed Elizą, która niespodziewanie musi ruszyć na ratunek mężowi.
Zwłaszcza jednego.
Wizyta u Iris, siostry męża, która przebywa w pensjonacie dla nerwowo chorych nad brzegami Morza Północnego, tylko potwierdza najgorsze podejrzenia Polki. Na domiar złego Eliza traci kontakt z przebywającym we Francji Richardem.
W tym czasie jej brat, oszukany przez wszystkich, stara się odzyskać wygrane pieniądze, lecz wpada w jeszcze większe tarapaty. Natomiast mała Nelly podbija teatralną publiczność stolicy i budzi zainteresowanie ekscentrycznej, bajecznie bogatej baronowej z Paryża. Arystokratka zamierza uczynić z dziewczynki największą gwiazdę londyńskich teatrów.
Jak zawsze los stawia przed wszystkimi bohaterami trudne wyzwania, a największe przed Elizą, która niespodziewanie musi ruszyć na ratunek mężowi.
.png)
Otulona barwami muzyki serenada. Zamknięte w nutach uczucie, które ofiarowane ukochanej osobie w tej formie, wybrzmiewa długo. Niesione podmuchem wiatru, skrzętnie skrywane na dnie serca. Obietnica szczęścia wpisana w pięciolinię, wiara w przyszłość, która budowana na fundamentach miłości, przetrwa wszelkie zawieruchy. Jednak los bywa przewrotny i potrafi zburzyć nasze szczęście, przerwać serenadę, która była świadectwem uczucia…
Ach, jakaż to była fascynująca opowieść! Niesamowicie klimatyczna, nieoczywista, momentami mroczna, a nawet otulona tajemnicą i obecnością… duchów. Lucyna Olejniczak w kolejnym tomie serii czaruje słowem, serwując czytelnikom historię, która nie pozwala oderwać się od lektury. Z jednej strony, pełną dźwięków, nawet tych ukrytych na pięcioliniach, z drugiej zaś niebezpieczeństw, które w tej części zdają się czyhać na bohaterów niemal za każdym życiowym zakrętem. Szykujcie się, bowiem jest to opowieść, która niejednokrotnie was zaskoczy!
Mimo że już wspomniałam o klimacie tej powieści, to muszę się, choć na chwilę przy nim zatrzymać, bo autorka tworzy atmosferę, która całkowicie nas pochłania. Począwszy od rezydencji Winter Abbey, której grube mury zdają się skrywać niejedną, także mroczną tajemnicę, przez szemrane miejsca, w których pojawia się jednej z bohaterów, a na pełnej przepychu willi baronowej, pod której opiekę trafia nieposkromiona Nelly skończywszy. To wszystko tworzy niezwykle barwny mariaż dźwięków, obrazów, emocji, które udzielają nam się podczas lektury i sprawiają, że śledzimy losy wykreowanych przez Lucynę Olejniczak postaci z wypiekami na twarzy. Zupełnie, jakbyśmy trafili na teatralny spektakl lub koncert wygrywany z pasją na fortepianie. Tutaj każda literacka nuta ma swoje miejsce, każdy moment zapada w pamięć i dopełnia ten niezwykle klimatyczny pejzaż zdarzeń.
Gdybym miała porównać ten tom do utworu muzycznego, to byłby on zapewne mrocznym nokturnem, balansującym czasami na granicy jawy i snu, bowiem autorka porusza w nim także motyw… nadprzyrodzony. On subtelnie uzupełnia snutą przez nią historię, nadając jej szczyptę tajemniczości, która zdaje się wybrzmiewać ze starych murów rezydencji Winter Abbey. To właśnie to miejsce staje się zatem dla głównej bohaterki nie tyle domem, ile przede wszystkim wyzwaniem, by odnaleźć się w trudnych dla siebie okolicznościach. Nie sposób w tym miejscu nie zwrócić zatem uwagi na kreację Elizy, która musi dostrzec w sobie niezbędne pokłady siły, by stawić czoła wszystkim przeciwnościom losu, tajemnicom, które napawają ją strachem i goryczą, ale także rzeczywistości, która daleka jest od miłosnej serenady, a przypomina raczej polifonię pełną nacechowanych niepokojem melodycznych głosów, które zdają się otaczać bohaterkę zewsząd, burząc jej spokój. Czy zdoła pokonać wszelkie przeszkody?
Podsumowując:
Jeśli szukasz napisanej z rozmachem powieści, która zachwyca językiem, klimatem, a jednocześnie serwuje nieoczekiwane wydarzenia, to polecam „Przerwaną serenadę”. To nie tylko opowieść o kobiecie, która musiała odnaleźć się w obcym dla siebie miejscu, ale także literacka melodia, w którą wsłuchujemy się z zaciekawieniem, niecierpliwie oczekując finału. Po pozornie spokojnym preludium autorka zabiera nas w pełną niepokoju i mroku literacką podróż, w której splatają się losy kilku postaci. To opowieść o muzyce, która może być darem i przekleństwem zarazem. O miłości, która każe wybierać między lojalnością a prawdą, która może zburzyć dotychczasowy spokój, ale także o potrzebie szczęścia i spełnienia, które dla każdego z bohaterów ma inne oblicze. Otulona wyjątkową aurą historia, która, dzięki barwnym opisom, ożywia literackie obrazy w czytelniczej wyobraźni, dając mu możliwość przeżywania i odczuwania jej każdym zmysłem.
Ach, jakaż to była fascynująca opowieść! Niesamowicie klimatyczna, nieoczywista, momentami mroczna, a nawet otulona tajemnicą i obecnością… duchów. Lucyna Olejniczak w kolejnym tomie serii czaruje słowem, serwując czytelnikom historię, która nie pozwala oderwać się od lektury. Z jednej strony, pełną dźwięków, nawet tych ukrytych na pięcioliniach, z drugiej zaś niebezpieczeństw, które w tej części zdają się czyhać na bohaterów niemal za każdym życiowym zakrętem. Szykujcie się, bowiem jest to opowieść, która niejednokrotnie was zaskoczy!
Mimo że już wspomniałam o klimacie tej powieści, to muszę się, choć na chwilę przy nim zatrzymać, bo autorka tworzy atmosferę, która całkowicie nas pochłania. Począwszy od rezydencji Winter Abbey, której grube mury zdają się skrywać niejedną, także mroczną tajemnicę, przez szemrane miejsca, w których pojawia się jednej z bohaterów, a na pełnej przepychu willi baronowej, pod której opiekę trafia nieposkromiona Nelly skończywszy. To wszystko tworzy niezwykle barwny mariaż dźwięków, obrazów, emocji, które udzielają nam się podczas lektury i sprawiają, że śledzimy losy wykreowanych przez Lucynę Olejniczak postaci z wypiekami na twarzy. Zupełnie, jakbyśmy trafili na teatralny spektakl lub koncert wygrywany z pasją na fortepianie. Tutaj każda literacka nuta ma swoje miejsce, każdy moment zapada w pamięć i dopełnia ten niezwykle klimatyczny pejzaż zdarzeń.
Gdybym miała porównać ten tom do utworu muzycznego, to byłby on zapewne mrocznym nokturnem, balansującym czasami na granicy jawy i snu, bowiem autorka porusza w nim także motyw… nadprzyrodzony. On subtelnie uzupełnia snutą przez nią historię, nadając jej szczyptę tajemniczości, która zdaje się wybrzmiewać ze starych murów rezydencji Winter Abbey. To właśnie to miejsce staje się zatem dla głównej bohaterki nie tyle domem, ile przede wszystkim wyzwaniem, by odnaleźć się w trudnych dla siebie okolicznościach. Nie sposób w tym miejscu nie zwrócić zatem uwagi na kreację Elizy, która musi dostrzec w sobie niezbędne pokłady siły, by stawić czoła wszystkim przeciwnościom losu, tajemnicom, które napawają ją strachem i goryczą, ale także rzeczywistości, która daleka jest od miłosnej serenady, a przypomina raczej polifonię pełną nacechowanych niepokojem melodycznych głosów, które zdają się otaczać bohaterkę zewsząd, burząc jej spokój. Czy zdoła pokonać wszelkie przeszkody?
Podsumowując:
Jeśli szukasz napisanej z rozmachem powieści, która zachwyca językiem, klimatem, a jednocześnie serwuje nieoczekiwane wydarzenia, to polecam „Przerwaną serenadę”. To nie tylko opowieść o kobiecie, która musiała odnaleźć się w obcym dla siebie miejscu, ale także literacka melodia, w którą wsłuchujemy się z zaciekawieniem, niecierpliwie oczekując finału. Po pozornie spokojnym preludium autorka zabiera nas w pełną niepokoju i mroku literacką podróż, w której splatają się losy kilku postaci. To opowieść o muzyce, która może być darem i przekleństwem zarazem. O miłości, która każe wybierać między lojalnością a prawdą, która może zburzyć dotychczasowy spokój, ale także o potrzebie szczęścia i spełnienia, które dla każdego z bohaterów ma inne oblicze. Otulona wyjątkową aurą historia, która, dzięki barwnym opisom, ożywia literackie obrazy w czytelniczej wyobraźni, dając mu możliwość przeżywania i odczuwania jej każdym zmysłem.
Książkę można zamówić tutaj: KLIK
[wpis sponsorowany przez wydawnictwo Prószyński i S-ka]

Komentarze
Prześlij komentarz