"Córka wody" - Dorota Gąsiorowska

 

Czasem legenda nie tworzy zdarzeń, tylko je przyciąga. I tego nie da się zmierzyć ani wzorem, ani wykresem.

Morze pamięta wszystko, nawet to, co ukryte w jego ciemnościach.

Lea, niezwykle utalentowana wokalistka, coraz boleśniej odczuwa rozczarowanie światem show-biznesu. W poszukiwaniu ciszy i równowagi ucieka na skąpaną w słońcu Kretę. Tam niespodziewanie trafia na ślad tajemniczej Anastasii – łudząco do niej podobnej dziewczyny, która zmarła w tajemniczych okolicznościach i tym samym podzieliła tragiczny los kilku innych kobiet z tej wyspy.
Sytuacja się komplikuje, gdy Lea odkrywa, że Igor, którego poznała w samolocie, ma własne powiązania z tą historią. Krąg tajemnic powoli zaczyna się zaciskać wokół kobiety. Dokąd zaprowadzi ją śpiew dobiegający znad morza?
Lea będzie musiała zaufać nie tylko faktom, lecz także intuicji i ukrytej wiedzy natury – dostępnej wyłącznie dla tych, którzy potrafią się na nią otworzyć. Musi jednak pamiętać, że fale niosą w sobie potężną siłę — tak samo jak uczucia, które potrafią zarówno ocalić, jak i zniszczyć.
Czy Lea podzieli los Anastasii, a może zdoła przerwać serię niewyjaśnionych zdarzeń?


Zanurzona w głębinie, czuje się jak w domu. Ukołysana szumem morskich fal, wypełniona brzmieniem ciszy, znajduje ukojenie. To właśnie woda jest jej przeznaczeniem, to ona pamięta, przyciąga i nie pozwala zapomnieć o tym, co wydarzyło się kiedyś… Bo bycie wyjątkowym nie zawsze jest darem. Czasami stanowi balast, który przez lata obciąża nas poczuciem winy za czyny, na które nie mieliśmy wpływu, a które stały się naszą spuścizną… 
Dorota Gąsiorowska to autorka, po której powieści mogę sięgać w ciemno. To takie historie, które się smakuje. Których literacka celebracja jest niczym wejście do magicznego świata, który splata się z tym, co namacalne. Bowiem autorka, jak nikt inny potrafi tworzyć kompilacje tajemnicy, realizmu magicznego oraz nietuzinkowych historii, od których nie sposób się oderwać. I taką jest również „Córka wody”, która stanowi niezwykle klimatyczne i piękne ukoronowanie jej wyjątkowej serii. 
Gdyby spojrzeć na tę historię pobieżnie, to może wydać się słoneczną opowieścią, w której to Kreta gra pierwsze skrzypce. Dzięki autorce mamy bowiem okazję niemal na własnej skórze poczuć muśnięcie promieni greckiego słońca, zasmakować tamtejszych potraw, wtopić się w tłum i zakosztować codziennego życia mieszkańców, zachwycić się krajobrazem i swego rodzaju niespieszną naturą, która każe doceniać każdą chwilę. Jednak z drugiej strony wyspa skrywa w sobie tajemnice, których odkrywanie otula nas nie tylko atmosferą niepewności, ale także subtelnego mroku, którego być może nie spodziewaliśmy się w tej przepełnionej słońcem opowieści… Dzieje się tak, gdyż Dorota Gąsiorowska w opowieść o losach Lei wplata historię o innych kobietach, których śmierć wciąż pozostaje zagadką… Autorka umiejętnie buduje napięcie, tworząc opowieść, która naszpikowana jest sekretami, a te stopniowo wychodzą na światło dzienne, stając się niezwykle pasjonującą literacką podróżą, z której nie chce się wracać. I to nie tylko dlatego, że pragniemy przedłużyć sobie lato. 
Dorota Gąsiorowska prowadzi fabułę dwutorowo, dając nam możliwość poznania, zdaje się, dwóch niezwiązanych ze sobą historii. Opowieść o Nilayi jest magiczna, z wyczuwalną, unoszącą się w powietrzu aurą niedopowiedzeń, której nie sposób wytłumaczyć rozumem, jednak na pewno można ją poczuć. I mam wrażenie, że autorka to właśnie na tym zmyśle oparła swoją historię, bowiem czytelnik całym sobą wnika do świata przedstawionego. Ją po prostu CZUĆ w każdym aspekcie, wątku, emocji, obrazie. Nawet jeśli nie wszystko jest uchwytne, nawet jeśli pewnych rzeczy nie sposób wyjaśnić racjonalnie, to właśnie to sprawia, że jesteśmy oczarowani, że tego właśnie chcemy, bo to jest to clou, które świadczy o nietuzinkowości tej powieści. To tutaj teraźniejszość, ta bardziej przyziemna, choć muśnięta tajemniczością, splata się z przeszłością, z wydarzeniami sprzed tysięcy lat, dając dwie, ale de facto jedną opowieść o kobietach, których losy łączy wspólny mianownik, które musiały stawić czoła swemu przeznaczeniu. Które poszukując odpowiedzi na nurtujące je pytania, stawały się coraz bliżej do odkrycia, kim są i czego tak naprawdę pragną.

Podsumowując:


Dorota Gąsiorowska ma niezwykłą umiejętność tworzenia historii, których częścią się stajemy. Dlatego po przewróceniu ostatniej strony, czujemy się tak, jakbyśmy wrócili z dalekiej, pełnej tajemnic podróży, wciąż otuleni wyjątkową atmosferą nakreślonej przez nią opowieści, która serwuje nam coś, czego w codziennym życiu nam brakuje – odrobinę magii. I nawet jeśli twardo stąpamy po ziemi, to nie sposób nie dać się porwać klimatowi historii, która nie tylko jest osnutą legendą, literacką podróżą na gorącą wyspę, ale również opowieścią o przyjaźni, stracie, mrocznych sekretach, ale także o poszukiwaniu siebie i własnego głosu w świecie, w którym przydzielono nam określone role. To powieść, która pokazuje, że chociaż nie wszystko da się racjonalnie wytłumaczyć, to czasem warto wsłuchać się w głos intuicji, bo to ona może zaprowadzić nas tam, gdzie powinniśmy być, gdzie czeka na nas przeznaczenie. Polecam!
 
Książkę można zamówić tutaj: KLIK

 
[wpis sponsorowany przez wydawnictwo Znak Literanova]
 

 

Komentarze

instagram

Copyright © NIEnaczytana