"Po drugiej stronie ciszy" - Agnieszka Zakrzewska
Czasem lepiej było się wycofać niż brać udział w bitwie z góry skazanej na porażkę.
Emilia Andrzejewska kończy z wyróżnieniem trzeci rok architektury na warszawskiej politechnice.
Jest jedną z najzdolniejszych studentek, a wykładowcy wróżą jej wielką karierę. Kiedy wraca na wakacje do rodzinnego domu, jej matka ulega wypadkowi. Emilia staje przed trudnym wyborem: podążyć za własnymi marzeniami czy zrezygnować z nich i poświęcić się opiece nad matką. Decyduje się zostać. Aby podreperować domowy budżet, zatrudnia się w hotelu nad jeziorem. Pewnego dnia poznaje Michała, który żegluje po okolicznych wodach. Jest troskliwy i pomocny oraz ma niezwykły dar – jak nikt inny potrafi naprawdę być obok i słuchać. Pomimo różnicy wieku i odmiennej sytuacji życiowej rodzi się między nimi niezwykła więź. Jednak Michał nie mówi Emilii wszystkiego… Czy miłość matki do córki może usprawiedliwiać manipulację? Czy można darować kłamstwo? I gdzie naprawdę przebiegają granice wybaczenia? Przejmująca, słodko-gorzka opowieść o skomplikowanych rodzinnych relacjach, w których czułość i zrozumienie zderzają się z poczuciem winy, obowiązku i odpowiedzialności za najbliższych.
Matka, mamusia, mama. Ona zawsze kocha swoje dziecko. Jest dla niego opoką, wsparciem, cieszy się z jego sukcesów i dzieli jego ból na dwa. Jest obok. Niczym bezpieczna przystań, do której zawsze może wrócić, kiedy jego decyzje okażą się nietrafione, kiedy świat zawali mu się w posadach. I chociaż bardzo byśmy chcieli, by taki obraz matki był udziałem każdego dziecka, to nie zawsze tak jest. Bo czasem nie tylko nie ma bezwarunkowej matczynej miłości, czasem nie ma miłości wcale…
Uwielbiam książki Agnieszki Zakrzewskiej za ciepło, ale także za solidną dawkę życiowej refleksji, do której pobudza mnie lektura jej powieści. Ona potrafi zawrzeć w kilku słowach ogrom emocji, czasem i tych trudnych, dotrzeć do człowieka tak, by został zauważony. Nie inaczej jest w przypadku „Po drugiej stronie ciszy”, która nie tylko porusza do głębi, ale także skłania do przemyśleń, z którymi niełatwo się czasem skonfrontować.
Nowa powieść autorki to historia, która otula klimatem małej miejscowości. Która wywołuje w nas ciepłe uczucia, kiedy oczami wyobraźni widzimy siebie na przystani, kiedy patrzymy na jezioro Modre. Kiedy w jego wodach odbija się historia ludzi, którzy znaleźli się zupełnie przypadkiem. Których los postawił na swojej drodze, nie wiedząc, jak wiele ich łączy, chociaż światy, z których pochodzą, zdają się tak odległe… I jeśli w tym momencie zaczynacie myśleć, że to kolejna historia o miłości, to nic bardziej mylnego, bowiem Agnieszka Zakrzewska bierze na tapet temat niełatwy, związany z innym uczuciem. Z tym, które powinno być bezwarunkowe…
Macierzyństwo nie zawsze jest wyborem, ale każda matka kocha swoje dziecko. A przynajmniej bardzo chcielibyśmy wierzyć, że tak właśnie jest. Jednak są domy, w których nie ma miłości. Gdzie z każdym dniem wzrasta mur pretensji, wysokich oczekiwań, poczucia niewystarczalności, chłodu, zobojętnienia i zgorzknienia. To właśnie on często stanowi barierę, której nawet miłość nie jest w stanie pokonać… Autorka kreśli opowieść, która w bolesny sposób uświadamia, że nie każde dziecko czuje się kochane, że nie dla każdego dziecka matka jest skałą, która trwa u jego boku niezależnie od wszystkiego… Ta świadomość porusza, staje się przyczynkiem do refleksji, która zostaje w naszym sercu głęboko. Bowiem Agnieszka Zakrzewska za sprawą swojej powieści zdaje się mówić do wszystkich tych, którzy przez całe życie próbują zasłużyć na miłość. Którzy okopują się w swoim poczuciu winy, godzą się na chłód i próbują codziennie walczyć o sprawę, która tak naprawdę na starcie jest już przegrana… Do tych po drugiej stronie ciszy. Historia Emilii staje się dla nich zatem niczym plaster na niezabliźnione rany, dłonią głaszczącą po ramieniu, ukojeniem…
Podsumowując:
„Po drugiej stronie ciszy” to poruszająca opowieść o miłości macierzyńskiej, której wielu z nas łaknie, ale nigdy jej nie otrzymało. Mimo poświęceń, próby zasłużenia na nią, odmawiania sobie własnego ja, życia w przekonaniu, że wina leży po ich stronie. Autorka zdaje się pokazywać, że niektóre bitwy nie są możliwe do wygrania. Że czasem największą walką, która ma szansę na sukces, jest ta o samego siebie. O swoje szczęście, zrzucenie balastu niespełnionych oczekiwań oraz trwania w nadziei, że coś się zmieni, jeśli damy z siebie wszystko. Ale nie zawsze tak jest i musimy się z tym pogodzić. Nowa książka Agnieszki Zakrzewskiej to także ciepła, ujmująca opowieść o miłości, która zazwyczaj pojawia się na naszej drodze w najmniej oczekiwanym momencie, stając się kołem ratunkowym i nadzieją na to, że wciąż może być pięknie. Opowieść o drugich szansach, skomplikowanych rodzinnych relacjach, która uświadamia, że na miłość nigdy nie powinniśmy musieć zasłużyć. Ona po prostu jest. Bez warunków, oczekiwań i listy zadań, które musimy zaliczyć. Polecam!
Uwielbiam książki Agnieszki Zakrzewskiej za ciepło, ale także za solidną dawkę życiowej refleksji, do której pobudza mnie lektura jej powieści. Ona potrafi zawrzeć w kilku słowach ogrom emocji, czasem i tych trudnych, dotrzeć do człowieka tak, by został zauważony. Nie inaczej jest w przypadku „Po drugiej stronie ciszy”, która nie tylko porusza do głębi, ale także skłania do przemyśleń, z którymi niełatwo się czasem skonfrontować.
Nowa powieść autorki to historia, która otula klimatem małej miejscowości. Która wywołuje w nas ciepłe uczucia, kiedy oczami wyobraźni widzimy siebie na przystani, kiedy patrzymy na jezioro Modre. Kiedy w jego wodach odbija się historia ludzi, którzy znaleźli się zupełnie przypadkiem. Których los postawił na swojej drodze, nie wiedząc, jak wiele ich łączy, chociaż światy, z których pochodzą, zdają się tak odległe… I jeśli w tym momencie zaczynacie myśleć, że to kolejna historia o miłości, to nic bardziej mylnego, bowiem Agnieszka Zakrzewska bierze na tapet temat niełatwy, związany z innym uczuciem. Z tym, które powinno być bezwarunkowe…
Macierzyństwo nie zawsze jest wyborem, ale każda matka kocha swoje dziecko. A przynajmniej bardzo chcielibyśmy wierzyć, że tak właśnie jest. Jednak są domy, w których nie ma miłości. Gdzie z każdym dniem wzrasta mur pretensji, wysokich oczekiwań, poczucia niewystarczalności, chłodu, zobojętnienia i zgorzknienia. To właśnie on często stanowi barierę, której nawet miłość nie jest w stanie pokonać… Autorka kreśli opowieść, która w bolesny sposób uświadamia, że nie każde dziecko czuje się kochane, że nie dla każdego dziecka matka jest skałą, która trwa u jego boku niezależnie od wszystkiego… Ta świadomość porusza, staje się przyczynkiem do refleksji, która zostaje w naszym sercu głęboko. Bowiem Agnieszka Zakrzewska za sprawą swojej powieści zdaje się mówić do wszystkich tych, którzy przez całe życie próbują zasłużyć na miłość. Którzy okopują się w swoim poczuciu winy, godzą się na chłód i próbują codziennie walczyć o sprawę, która tak naprawdę na starcie jest już przegrana… Do tych po drugiej stronie ciszy. Historia Emilii staje się dla nich zatem niczym plaster na niezabliźnione rany, dłonią głaszczącą po ramieniu, ukojeniem…
Podsumowując:
„Po drugiej stronie ciszy” to poruszająca opowieść o miłości macierzyńskiej, której wielu z nas łaknie, ale nigdy jej nie otrzymało. Mimo poświęceń, próby zasłużenia na nią, odmawiania sobie własnego ja, życia w przekonaniu, że wina leży po ich stronie. Autorka zdaje się pokazywać, że niektóre bitwy nie są możliwe do wygrania. Że czasem największą walką, która ma szansę na sukces, jest ta o samego siebie. O swoje szczęście, zrzucenie balastu niespełnionych oczekiwań oraz trwania w nadziei, że coś się zmieni, jeśli damy z siebie wszystko. Ale nie zawsze tak jest i musimy się z tym pogodzić. Nowa książka Agnieszki Zakrzewskiej to także ciepła, ujmująca opowieść o miłości, która zazwyczaj pojawia się na naszej drodze w najmniej oczekiwanym momencie, stając się kołem ratunkowym i nadzieją na to, że wciąż może być pięknie. Opowieść o drugich szansach, skomplikowanych rodzinnych relacjach, która uświadamia, że na miłość nigdy nie powinniśmy musieć zasłużyć. Ona po prostu jest. Bez warunków, oczekiwań i listy zadań, które musimy zaliczyć. Polecam!

Komentarze
Prześlij komentarz