"Tam, gdzie wyją wilki" - Anna Ziobro - patronat medialny

 

Czasami możemy tylko poddać się biegowi wydarzeń. Kolejny świt tak czy inaczej nadejdzie.

Latem 1939 roku Marcjanna wierzy, że czeka ją szczęśliwe życie u boku ukochanego mężczyzny. Nie przeczuwa, że nadchodzące wydarzenia odmienią wszystko. 

Kilkadziesiąt lat później jej córka Emilia bezradnie patrzy, jak świat dzieciństwa znika pod wodami powstającego zalewu w Solinie. Kinga wraz z przyjaciółmi przyjeżdża w Bieszczady, by przywitać rok 2000. Ta podróż pozwala jej odkryć, że niektóre historie nigdy naprawdę się nie kończą. Wzgórze nad Wołkowyją, gdzie nocami rozlega się wycie wilków, od pokoleń jest niemym świadkiem ludzkich dramatów: miłości, która nie zawsze przynosi szczęście, rozpaczy po stracie i tajemnic skrywanych przez lata. Tam, gdzie wyją wilki to poruszająca opowieść o kobietach, których losy splatają się mimo upływu czasu. To także historia o dzikich i pięknych Bieszczadach, gdzie przeszłość wciąż żyje w pamięci ludzi i miejsc.

 


Pamięć. Czasem są takie wspomnienia, które wolelibyśmy z niej wymazać. Zetrzeć, ukryć tak, by nigdy nie powróciły. Te bolesne i niewygodne, które uwierają nas tak bardzo, że sądzimy, iż będzie łatwiej, jeśli udamy, że nie były naszym udziałem. I chociaż wydaje nam się, że pamięć ludzką można oszukać, to są takie miejsca, które nie zapominają nigdy… Które były wiernymi, niemymi towarzyszami ludzkich losów. Chwil szczęśliwych i tych, które wypełniały serce bólem. I one trwają, wciąż mają w pamięci wydarzenia sprzed lat. 
Dopiero odkrywam twórczość Anny Ziobro i z każdą przeczytaną książką doceniam ją coraz bardziej. Nieoczywiste obyczajówki, które nie tylko zabierają nas w literacką podróż do miejsc, których historię mamy okazję lepiej poznać, ale także losy bohaterów, które na tyle przyciągają naszą uwagę, że nie możemy oderwać się od lektury. Tak też było w przypadku „Tam, gdzie wyją wilki” – opowieści o pamięci, kobietach i o Bieszczadach, które tutaj nie są jedynie tłem wydarzeń. One żyją razem z bohaterami, one są jednym z nich. 
To, co mnie osobiście bardzo się podobało, to warkocz, jak to określiła autorka. Bo oto Anna Ziobro splata trzy linie czasowe, tworząc w efekcie piękną kompilację kobiecych opowieści. Każda z bohaterek przeżywa swoją prywatną historię niejako przededniu przełomowych wydarzeń. Każda doświadcza innych emocji, a jednak coś je łączy. I chociaż często w przypadku powieści z kilkoma liniami czasowymi, skłaniamy się bardziej ku tej z przeszłości, to tutaj nie tylko nie ma teraźniejszości, to jeszcze mamy w czym wybierać. Możemy zdecydować, który z okresów chcielibyśmy zobaczyć na własne oczy, które wydarzenia obejrzeć niejako z pierwszego planu, towarzysząc jednej z kobiecych postaci. 
Fundamentem nowej książki autorki jest niewątpliwie pamięć. Anna Ziobro pokazuje, że można przez lata milczeć, można próbować odciąć się od pewnych wydarzeń, ale to wcale nie oznacza, że przestają one wpływać na ludzi. I ta pamięć szczególnie rezonuje z miejscem, w którym toczy się akcja, bowiem to na jego oczach rozgrywała się historia, ludzkie dramaty i szczęśliwe momenty. To na tych terenach, które znalazły się pod wodami Zalewu Solińskiego, kiedyś tętniło życie. Ta refleksja bardzo mocno uderza w czytelnika, który nie tylko jest ciekawy tego, jak potoczą się losy bohaterów, ale odkrywa, że często odwiedzamy miejsca, które pamiętają, nawet jeśli my nie znamy ich historii i historii ludzi, którzy kiedyś zamieszkiwali dany region. Być może dlatego, tak trudno jest odciąć się od przekonania, że Bieszczady stają się kolejną postacią w tej literackiej opowieści, o ile nie kluczową, bowiem to właśnie klimat tej destynacji, lokalne wierzenia, nocne wycie wilków, dzika przyroda i świadomość świata, który kiedyś wyglądał zupełnie inaczej, tworzą atmosferę subtelnego niepokoju i melancholii.

Podsumowując: 
 
„Tam, gdzie wyją wilki” to jedna z tych historii, które przypominają, że nigdy nie jesteśmy wolni od przeszłości. Nosimy w sobie ślady tych, którzy byli przed nami - ich wybory, tajemnice, uczucia i to, co przez lata było przemilczane. A czasem konsekwencje ich decyzji rezonują na kolejne pokolenia. To poruszająca opowieść o pamięci, stracie i miłości, która nie zawsze oznacza szczęście - czasem boli, zostawia blizny i nie pozwala o sobie zapomnieć. Ogromną siłą tej powieści są Bieszczady - dzikie, piękne i pełne historii. Nie są jedynie tłem, lecz jednym z bohaterów, miejscem, które pamięta świat, którego już nie ma… To piękny „literacki warkocz” spleciony z kobiecych losów, tajemnic i wspomnień. Historia, po której ma się ochotę rzucić wszystko i po prostu wyjechać w Bieszczady, by zgłębić ich tajemnice. Polecam!
 
Książkę można zamówić tutaj: KLIK
 
[wpis sponsorowany przez wydawnictwo Szara Godzina]
 

Komentarze

instagram

Copyright © NIEnaczytana