"Trzynasta opowieść" - Diane Setterfield

 

Słowa coś takiego w sobie mają. We wprawnych rękach, gdy zręcznie się nimi operuje, potrafią nas zniewolić. Spowijają nasze ciało jak pajęczyna, a kiedy jesteśmy już tak zauroczeni, że nie możemy się ruszyć, przedostają się pod skórę, przenikają do krwi, paraliżują myśli".

Po lekturze "Była sobie rzeka" wiedziałam, że będę chciała poznać także "Trzynastą opowieść". Czy przypadła mi do gustu?

Był sobie kiedyś dom zwany Angelfield.
Mieszkały w nim siostry bliźniaczki.
Czy wierzycie w duchy?
No to posłuchajcie…
Posiadłość Angelfield to dziś jedynie zgliszcza, ruina, o której mało kto pamięta. Ale dawniej ta podupadła dziś rezydencja była okazałym domem zamożnej i ekscentrycznej rodziny – przebiegłej manipulatorki Isabelle, jej porywczego brata Charliego i dzikich, nieokiełznanych bliźniaczek, Emmeline i Adeline. Do dziś Angelfield, choć niewiele już z niego zostało, skrywa przerażający sekret…
Czy młoda biografka Margaret Lea zdoła odkryć tajemnicę tej wspaniałej niegdyś posiadłości i zamieszkających ją pokoleń jednego rodu oraz mroczny związek łączący domostwo ze sławną autorką bestsellerów Vidą Winter?
Gdy Margaret podąża tropem historii z przeszłości, z cienia wyłania się jej własny bolesny sekret, któremu prędzej czy później będzie musiała stawić czoło. Opowieść o tragicznych losach rodziny naznaczonej śmiercią i szaleństwem, o miłości na skraju nienawiści, o bolesnej, nieuniknionej stracie i o rozpaczy, której nie leczy upływ czasu.  

Sięgając po „Trzynastą opowieść” wiedziałam, że będę miała okazję przeczytać powieść inną niż wszystkie. Autorka ma bowiem specyficzny styl, a fabuła jej książek balansuje na pograniczu rzeczywistości i magii. I się nie zawiodłam. Po „Była sobie rzeka” ponownie dałam się oczarować niezwykłemu klimatowi rodem z powieści gotyckiej. Z całym jej bogactwem inwentarza: od gęstej, mrocznej atmosfery, przez zagadkową fabułę osadzoną w murach nieco upiornej posiadłości Angelfield i towarzyszącej jej zgłębianiu poczuciu grozy, a na antynomicznych bohaterkach skończywszy.

Diane Setterfield tym razem zabiera nas do antykwariatu, gdzie poznajemy Margaret i wraz z nią podąża tropem historii z przeszłości, opowiedzianej przez ekscentryczną autorkę bestsellerów Vidę Winter. Autorka wodzi nas za nos i czytając powieść, musimy być skoncentrowaniu na tym, co opowiada starsza pani. Wszystko tutaj ma znaczenie, a chwila nieuwagi może nas zbić z tropu i wywieść na czytelnicze manowce. Co zresztą się dzieje, a przynajmniej mnie udało się zaskoczyć, gdyż zakończenie, jakie zafundowała Setterfield sprawia, że musiałam na nowo poukładać sobie w głowie zdobyte w czasie czytania informacje — elementy układanki, aby móc zrozumieć, czego tak naprawdę właśnie się dowiedziałam i co było prawdziwym clue tej historii.

„Trzynasta opowieść” to powieść wielowymiarowa. Nie tylko w kontekście przenikania się dwóch czasów, dwóch rzeczywistości, aż wreszcie dwóch światów, ale także dlatego, że dotyka kilku tematów. To opowieść o miłości w wielu jej odcieniach: uczuciu zaborczym i niewłaściwym, którego ujawnienie może wystawić kochanków na społeczne odrzucenie i pogardę; miłości bezkrytycznej, która nie gaśnie pomimo wielu ran i ciosów ze strony ukochanej osoby, miłości beznadziejnej, która, choć wielka bywa zbyt mała, aby uratować kochaną osobę przed tragedią. To również opowieść o samotności, która doskwiera także wtedy, kiedy jesteśmy na przysłowiowym świeczniku. O stracie, której odczuwanie jest porównywalne do bólu fizycznego — fantomowego. Aż wreszcie o książkach, miłości do nich, szacunku i ich ponadczasowym przesłaniu. Ta powieść ma tyle wielobarwnych warstw, że chęć ich odkrywania jest wszechogarniająca. I choć czasami, w trakcie lektury, możemy poczuć się zagubieni, zupełnie tak, jakbyśmy przemierzali niezliczone pokoje posiadłości Angelfield, to jej finał przynosi nam czytelniczy spokój oraz rozwiązanie, do którego odkrycia z takim uporem, wspólnie z Margaret, dążyliśmy.

Podsumowując:

„Trzynasta opowieść” to historia, którą należy dawkować. Nie tylko ze względu na jej niezwykły klimat, ale przede wszystkim przez wzgląd na możliwość odkrywania jej drugiego dna oraz wszystkich sekretów ukrytych w licznych zakamarkach posiadłości Angelfield i pamięci Vidy Winter. Nie znajdziecie w niej nagłych zwrotów akcji, fabuła płynie niespiesznie, a mimo to nie sposób nie poddać się jej urokowi. Nieco melancholijna i baśniowa spodoba się miłośnikom pięknych historii, w których główną rolę grają rodzinne tajemnice oraz... książki.

Książkę można zamówić tutaj: KLIK

Wpis powstał we współpracy z Wydawnictwu Albatros.
https://www.facebook.com/WydawnictwoAlbatros/

 



Komentarze

instagram

Copyright © NIEnaczytana