"W cieniu starych wierzb" - Aleksandra Rak
Czasem najwyższym aktem odwagi jest powiedzenie na głos tego, co czujesz. Albo zrobienie jednego, małego kroku w kierunku marzeń.
Malowniczy dworek otulony cieniem starych wierzb wydaje się miejscem idealnym do tego, by odzyskać w nim spokój ducha.
Zanim jednak stanie
się wymarzonym domem, w którym pachnie świeżo upieczonym ciastem, a
każdy kąt zdobią bukiety polnych kwiatów, Nina bliska będzie… dokonania
morderstwa. Okazuje się bowiem, że nieruchomość, którą dostała w wyniku
podziału majątku w trakcie rozwodu, ma pewną niesforną lokatorkę. Mimo
usilnych starań nowa właścicielka nie może się pozbyć hrabiny Kaliny
Horyńskiej, która swoimi wielkopańskimi przyzwyczajeniami i dziwactwami
budzi o poranku lepiej niż najmocniejsza kawa. Marny początek nowej
drogi życia…
Magia Wierzbówki działa jednak na wszystkich i kiedy
pada pomysł stworzenia w dworku Zacisza, w którym zagubione kobiety
znajdą schronienie i motywację do działania, Nina z pomocą Moniki i
Kamili dokonuje cudów, by zrujnowana posiadłość stała się sielskim
zakątkiem. Wkrótce pod ich opiekuńcze skrzydła trafiają pierwsze
zbłąkane duszyczki. Każdej z nich los napisał inny, nieciekawy
scenariusz, ale łączy je to, że są jak polne stokrotki – rosną dziko i
przelotnie cieszą oko, ale też rzadko ktoś docenia ich prawdziwe piękno.
Na szczęście w miejscu, o którym okoliczni mieszkańcy mówią, że tam
straszy, uda im się odkryć… ducha, ale wspólnej kobiecej siły, która
skłania do zmian. A gdy któraś z nich potrzebuje otrzeźwienia, gąsior
Maurycy chętnie je uszczypnie i przywróci do rzeczywistości. Takie jest
właśnie Zacisze w Wierzbówce – pomaga zebrać myśli i oderwać się od
codzienności. A to dopiero początek tej historii… .png)
Ależ to była cudowna historia! Zupełnie taka, jakiej potrzebowałam. Otulająca, ciepła, pokrzepiająca, dająca nadzieję. Aleksandra Rak ponownie mnie oczarowała nie tylko słowem, ale także za sprawą miejsca, które stworzyła. Bo Wierzbówka to z całą pewnością destynacja, do której chciałoby się uciec, chociażby zaraz. To właśnie tam, w cieniu wierzb, wśród szumu liści rozgrywa się snuta przez nią opowieść o nowych początkach, nieoczekiwanych prezentach od losu i kobietach, które czerpią siłę z własnego wnętrza, ale także z obecności innych kobiet.
I tu bardzo chciałabym się pochylić właśnie nad kreacją miejsca, które zachwyca. Które widzimy oczami wyobraźni dzięki plastycznym opisom i nakreślonym z wrażliwością obrazom. Te ożywają w naszej głowie. Niemal czujemy zapach cynamonek z piekarni Heleny, zapach farby, dotyk ciepłych promieni słońca na twarzy, a także szum tych wyjątkowych drzew, które, choć pozornie delikatne, są silne i nie jest łatwo je złamać. Zupełnie jak kobiety…
Aleksandra Rak w nowej powieści oddaje głos właśnie kobietom. Tym, które wciąż żyją echem przeszłości, tym, które wiele już wycierpiały i musiały zamknąć pewien rozdział, trzaskając mocno drzwiami, ale także tym, które kiedyś zrezygnowały z czegoś i do dziś bardzo za tym tęsknią. To również opowieść poświęcona tym kobietom, które potrzebują schronienia, życiowym rozbitkom wypatrującym bezpiecznej przystani, ale i tym, które wciąż szukają pomysłu na siebie, które jeszcze nie odkryły, że to, czego pragną, jest ważne. W tej pełnej uroku i ciepła historii splata ich losy, jednocześnie uświadamiając nam to, co niby oczywiste, a jednak często skrywane. Co czasem musi wybrzmieć, by dotarło do nas, że to, co czujemy, nie może wiecznie spoczywać pod kurzem obowiązków i poświęcenia dla innych. Że w końcu musimy postawić na siebie, by sięgnąć po marzenia. Nawet jeśli początkowo wydają się one nierealne…
Podsumowując:
Jeśli szukacie absolutnie otulającej opowieści, która jest niczym balsam, to koniecznie wybierzcie się w podróż do Wierzbówki. Tutaj przy cichym akompaniamencie drzew rozgrywają się losy kobiet, które to miejsce zdaje się jednoczyć. Które szukają nie tylko spokoju, ale także siły. A tę czerpią z natury oraz z… siebie nawzajem. Doświadczone przez życie, złaknione miłości, są niczym ogród przy Zaciszu i tak jak on bez opieki ogrodnika, tak i one bez troski i akceptacji nie będą miały szansy na to, by rozkwitnąć. To powieść, która uświadamia, że czasami dajemy się wtłoczyć w ciasne ramy oczekiwań, że będziemy posłuszne, będziemy poświęcać się każdego dnia, by było dobrze. Tylko że w tym wszystkim tracimy siebie, pozwalamy ograbić się z pragnień i marzeń, niejako za przyzwoleniem zamykamy się w klatce. Autorka pod woalką subtelnej i czułej opowieści obyczajowej zdaje się ukrywać przesłanie, które kieruje do każdej z nas-kobiet, abyśmy nigdy nie pozwoliły na to, by ktoś nas stłamsił, by mówił nam, jakie mamy być, jak mamy żyć, by zasłużyć na akceptację. Bo jeśli my same nie zaakceptujemy siebie, nie damy sobie przestrzeni, by wzlecieć w kierunku pragnień, to nigdy nie zaznamy prawdziwego spełnienia. A to jest możliwe, musimy tylko uwierzyć w siebie.

Komentarze
Prześlij komentarz