"Rozdroża" - Karolina Wilczyńska
(…) nie trzeba być nieomylnym, żeby komuś pomóc. Wystarczy być obecnym.
Emilia postanawia zacząć wszystko od nowa. Wraca do Kielc – miasta, z którym wiążą się trudne wspomnienia.
Gdy los prowadzi ją do starego
opuszczonego domu, intuicja podpowiada jej, że to nie przypadek. Emilia
wierzy, że domy mają dusze, a karty skrywają wiele tajemnic, bez wahania
podejmuje więc decyzję – to tu chce stworzyć bezpieczną przystań nie
tylko dla siebie, ale też dla innych kobiet.
Tuż obok, w idealnym
domu, mieszka rodzina, która ma wszystko. Agnieszka i Rafał to ludzie
sukcesu, z imponującym dorobkiem i pozornie poukładanym życiem. Ich
córki, Zosia i Eliza, zdają się mieć przed sobą świetlaną przyszłość.
Ale
za tą perfekcyjną fasadą kryje się coś innego – smutek, samotność i
ciche rozczarowanie. Emilia dostrzega te pęknięcia. Jedno zdarzenie
połączy ją i Zosię już na zawsze. Czy młoda dziewczyna stojąca u progu
dorosłości ma jeszcze szansę na szczęście?
.png)
Często żyjemy „pod linijkę”, wierząc, że tak jest bezpieczniej. Wszystko zaplanowane, dopracowane do perfekcji, zero szans na potknięcie, które może zaboleć… Jednak pod fasadą idealnej codzienności zaczynają pojawiać się pęknięcia, które z czasem mogą doprowadzić ten „mur” do ruiny. A wtedy będziemy musieli stawić czoła światu. Byleby nie było za późno, by ratować to, co zdążyliśmy przeoczyć, zbyt skupieni na idealnej kreacji swojego życia...
Karolina Wilczyńska jest jedną z moich ulubionych autorek powieści obyczajowych. I wiele razy pisałam i powtórzę to również teraz, że ma ona dar. Jest historie zdają się pisane ot tak, po prostu. Niespieszna fabuła, zwyczajna codzienność, ludzie tacy, jak my, a jednak mają one w sobie coś, co sprawia, że czas zwalnia. Że zostajemy wchłonięci przez snutą przez nią opowieść, stajemy się jej częścią, wkraczając do świata bohaterów tak, jakby mieszkali tuż obok. Uwielbiam ten stan. Ten spokój, który mnie otula podczas lektury jej książek, nawet jeśli tematy, które bierze na tapet, nie są proste. Nie inaczej było w przypadku powieści „Rozdroża”, która zostawiła mnie na pewno ze sporą dawką refleksji…
Nie mogę nie pozachwycać się trochę klimatem książki. Miejscem, jakim jest stary dom, bo sama uwielbiam takie „lokalizacje z duszą”, które nieomal żyją własnym życiem. W których ścianach wciąż drzemią wspomnienia po dawnych właścicielach, w których sprzęty są namacalną pamiątką minionych zdarzeń, symbolami przeszłości, a zachowane – przyszłością dla tych, którzy stają się ich mieszkańcami. Tutaj wszystko pachnie, w powietrzu unoszą się aromaty charakterystyczne dla starego domu, co sprawia, że z przyjemnością przymykamy powieki, by poczuć ciepło promieni słonecznych prześlizgujących się po tych pamiętających tak wiele kątach. I tak właśnie było, kiedy czytałam „Rozdroża” – chodziłam po poszczególnych pomieszczeniach, niemal czując z główną bohaterką, że to jest moje miejsce, że ono jeszcze wiele może mi „opowiedzieć”, ale także stać się scenerią dla nowych wspomnień i azylem dla tych, którzy tego potrzebują.
Karolina Wilczyńska spostrzegawcza obserwatorka ludzkich zachowań pod przykrywką niespiesznej powieści obyczajowej ukryła nie tylko tajemnice, które próbują wymknąć się na światło dzienne, nieco magii i wróżb, które tutaj nie mają wymiaru nadprzyrodzonego, ale stają się drogowskazem, ale przede wszystkim opowieść o życiu w masce pozorów. I to wszystko wielu z nas zapewne wyda się znajome. Ile razy bowiem udawaliśmy przed światem, że jest w porządku, kiedy wcale tak nie było…? Autorka pokazuje, jak łatwo jest wydać opinię o innych, myśląc, że mają wszystko, że im się udało, podczas gdy pod twardą skorupą zaczynają pojawiać się kolejne pęknięcia i rysy, które bolą… Bolą najbardziej tych, którzy zaczynają dostrzegać, że misternie wznoszony fundament życia według planu, w ich mniemaniu – idealnego, zaczyna kruszeć. Czy zdołają uratować to, co najcenniejsze?
Podsumowując:
„Rozdroża” to powieść, która otula, daje pokrzepienie, ale i porusza – nie sposób bowiem przejść obojętnie obok ludzkich trosk, które przecież mogą stać się udziałem wielu z nas. To powieść o życiu, które dalekie jest od ideału, nawet jeśli usilnie pragniemy wierzyć, że takie właśnie jest. To historia, która pokazuje, że można być samotnym i niezrozumianym nawet w otoczeniu bliskich osób, bowiem cenniejsze niż wszystko inne, niż dobra materialne, jest obecność drugiego człowieka. Powieść, która wybrzmiewa cichym rozczarowaniem nad życiem, otulona aurą tajemniczości i szczyptą karcianej „magii”. Która uświadamia, że nawet jeśli wszystko zaczyna się walić, nigdy nie jest za późno, by spróbować od nowa. Może inaczej, ale zawsze warto sięgać po swoje szczęście, stawić czoła temu, co nieunikniona. Opowieść, która pokazuje, że zwyczajne życie daje dużo więcej spokoju, wewnętrznej satysfakcji oraz spełnienia niż to „zaplanowane i wyprasowane na kant”. Polecam!

Komentarze
Prześlij komentarz