"Zanim spadnę" - Joanna Wtulich

Co z tego, skoro jej doświadczenie życiowe pokazywało jasno, że nie ma czegoś takiego jak miłość? Nie można komuś bezgranicznie ufać. Zawsze chodzi o jakieś korzyści, zawsze ludzie mają interes, żeby być ze sobą.

Życie Mileny Mróz wywraca się do góry nogami. 

Prosto z korporacyjnego świata trafia do małego miasteczka, w którym się wychowała. Za wszelką cenę próbuje ułożyć swoje życie na nowo i nie zważa na to, że po drodze rujnuje życie innych. Nienawidzi mężczyzn, zaś żal zaślepia ją tak bardzo, że nie dostrzega wokół siebie życzliwych ludzi. Z każdym kolejnym krokiem zmierza na skraj przepaści, nie licząc się z tym, że za błędy przyjdzie jej zapłacić wysoką cenę. 

Gdy wydaje się, że Milena nie ma już nic do stracenia, los krzyżuje jej ścieżki z mężczyzną, którego kiedyś uważała za kogoś innego. Prawda okazuje się jednak boleśniejsza niż kłamstwa… Czy uda jej się zapomnieć o przeszłości i zacząć od nowa?



Ukryta w swoim pancerzu, bezpieczna. Świat postrzega cię jako odważną i pełną energii. Niezłomną. Idziesz do celu niemal po trupach, patrząc na swoje ambicje, realizujesz swoje plany krok po kroku. Twarda, silna, charakterna. Nikt nie dostrzega cię schowanej za pancerzem pozorów. Kobiety samotnej i kruchej. Nie chcesz tego, bo tak łatwiej uchronić się przed zranieniem i rozczarowaniem… 
„Zanim spadnę” to powieść pełna tak różnych emocji, że łapałam się na tym, iż podczas lektury przeżywałam sinusoidę uczuć. Od euforii, przez złość, a na wzruszeniu skończywszy. Bo chociaż historia Mileny wydaje się po prostu opowieścią o odważnej kobiecie, które bierze co jej, to tak naprawdę to wyłącznie pozory… Autorka na jej przykładzie pokazuje bowiem, jak wielu z nas gra swoje role w teatrze życia. Jedni robią to na miarę nominacji do największych nagród, inni zaś zmagają się z codziennością, woląc schować się w cieniu. Czasami przytłoczeni, a czasem ze strachu przed konsekwencjami. Postać wykreowana przez Joannę Wtulich na początku ciężko polubić. Wzbudza ona ambiwalentne uczucia, czasami łapiemy się na tym, że tak bardzo nas irytuje, że nie jesteśmy w stanie zrozumieć jej postępowania. Jej zimnego podejścia do innych, jakby zniechęcenie do siebie wszystkich ludzi wokół, było jej życiowym celem. Dumna, chłodna w uczuciach, bezkompromisowa kobieta, która walczy o siebie i swoje dobro. Do czasu… 
Joanna Wtulich w nowej książce porusza temat samotności. Bo chociaż jej bohaterka wydaje się życiową „fajterką”, to gdzieś w głębi siebie łaknie bliskości drugiego człowieka. Boi się odtrącenia, zranienia, dlatego przybiera swój pancerz i wmawia sobie, że może liczyć wyłącznie na siebie. W tej poruszającej opowieści możemy momentami dostrzec siebie. Wszak czy i my nie gramy swoich ról najlepiej, jak potrafimy? Czy czasami nie zakładamy masek, by ochronić się przed ciosem, rozczarowaniem, bólem, jaki mogą nam zaserwować inni ludzie? Ta postać, choć pozornie prosta do rozszyfrowania, w miarę lektury odkrywa kolejne karty, pokazując, że siła nie zawsze musi objawiać się w pewności siebie, wręcz arogancji. Że dużo więcej możemy zyskać, kiedy czasami wyjdziemy ze strefy komfortu i pozwolimy sobie na to, by zaufać innym. 
„Zanim spadnę” to również opowieść o miłości. O tej, w którą ktoś kiedyś przestał wierzyć, którą wyparł ze swych potrzeb, wszak niesie ze sobą wyłącznie ból… Autorka skłania nas do refleksji nad tym, czy tędy naprawdę wiedzie droga do spełnienia? Czy jeśli kolejny raz ktoś nas rozczarował, to znak, iż powinniśmy od niej stronić? Jak również próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy lepiej żyć w swoim kokonie, samotnie, ale z poczuciem, że jesteśmy bezpieczni, czy jednak stawić czoła swoim lękom? Bo może się okazać, że opuszczając swoją skorupę, możemy zyskać dużo więcej…

Podsumowując:

„Zanim spadnę” to książka, która doprowadziła mnie do… płaczu. Nie ukrywam, że nie spodziewałam się, że nagromadzone we mnie emocje, które kumulowały się niepostrzeżenie podczas lektury, znajdą ujście właśnie w formie wzruszenia. Że chociaż były w książce momenty, kiedy uśmiechałam się pod nosem, nawet byłam zła, to łzy mnie jednak zaskoczyły. Zaskoczyło mnie także to, że mimo iż bohaterka wywoływała we mnie skrajne odczucia, przywiązałam się do niej, wczułam się w jej rolę, a z czasem – nawet zaczęłam rozumieć. Joanna Wtulich stworzyła historię o samotności i strachu przed bliskością, a jednocześnie dojmującej jej potrzebie. O tajemnicach, kłamstwach, wybaczeniu, ale przede wszystkim o maskach, które czasem ubieramy i z uporem nie chcemy ich ściągnąć, by spojrzeć sobie, już bez ochrony, w twarz. By zaryzykować ten kolejny raz, nawet jeśli miałoby nas to zranić... Autorka przypomina, że każdy z nas stoi czasem nad brzegiem własnej krawędzi, ale nawet wtedy istnieje możliwość, by coś zmienić, by zrobić krok wstecz... To poruszająca, szczera i bardzo życiowa powieść, która rezonuje w nas nawet po przewróceniu ostatniej strony. 
 
Książkę można zamówić tutaj: KLIK
 
 
[wpis sponsorowany przez wydawnictwo Lira]
 

 


Komentarze

instagram

Copyright © NIEnaczytana