"Pod milczącym niebem" - Katarzyna Majewska-Ziemba

 

Najważniejsze to czynić dobro zawsze i wszędzie. Nieważne gdzie jest to wszędzie (...).

To opowieść o miejscu stworzonym nie z ideałów, lecz z potrzeby.

Życie Lucyny nie jest usłane różami. Dziewczyna jest rozczarowana ciągłymi konfliktami z ojcem i brakiem ciepła w rodzinnym domu. W miłości również nie ma szczęścia. Szukając swojej drogi, decyduje się przywdziać habit i złożyć śluby zakonne.
Trafia do Warszawy do przyklasztornego domu dla sierot, który prowadzą zakonnice. Od tej chwili staje się siostrą Benedyktą, która z pasją i wiarą w cel zaczyna pracę z opuszczonymi dziećmi.
W katolickim domu dziecka nie jest łatwo. Panuje wszechobecna bieda i choroby, a jednak jest tu coś, co sprawia, że to miejsce jest domem – troska i miłość. Siostry nie tylko otaczają opieką, ale starają się dać dzieciom namiastkę rodzinnego ciepła, choć wiedzą, że nie zastąpią im rodziców. Podopieczni uczą się żyć razem, nawet jeśli pochodzą z różnych środowisk – także tych, które dla dorosłych dzielą się na „my” i „oni”.

 

Czy dobro naprawdę się mnoży, gdy się nim dzielimy? Czy tylko rozprasza się w ciszy cudzych historii…? Czasem wydaje się, że sama chęć pomocy to za mało w obliczy mnogości potrzeb. A jednak w tej bezradności tli się upór: cichy, kruchy, ale jednocześnie niezłomny. Wszak nawet jeśli nie da się rozproszyć mroku, można zapalić choć jedną iskierkę. I może właśnie w tym tkwi sens? Nie w „zbawianiu całego świata”, lecz w byciu obok tam, gdzie ta obecność jest najbardziej potrzebna. Pomimo bólu i świadomości własnych ograniczeń, nie sposób kolejny raz nie wyciągnąć dłoni, nie otworzyć serca, szczególnie wtedy, gdy patrzą na nas oczy dziecka… 
Myślę, że nie przesadzę, jeśli napiszę, że była to jedna z najbardziej czułych historii, jakie miałam okazję przeczytać w ostatnim czasie. I nie ma w tych słowach żadnego patosu, bowiem autorka kreśli życiową opowieść, w której wielka miłość i chęć niesienia pomocy stają się najpiękniejszym darem. Stanowią najbardziej wartościowy kapitał dla tych, których pozbawiono niemal wszystkiego… A przynajmniej tego, czego każde dziecko, niezależnie od wieku i doświadczeń, powinno mieć niejako „zagwarantowane” – miłości, uwagi i poczucia bezpieczeństwa. 
Nie sposób podejść do tej powieści bez emocji, które w nas buzują podczas cztania. Każda kolejna strona sprawia, że losy podopiecznych z przyklasztornego domu dziecka stają nam się coraz bliższe. Zwłaszcza że ich rzeczywistość, pomimo prób i zaangażowania sióstr, daleka jest od ideału. To miejsce jest bowiem pełne potrzeb, zarówno tych podstawowych, jak i tych uczuciowych. Dzieci, które w nim mieszkają, mają swój bagaż z przeszłości, który wnoszą ze sobą, przekraczając jego próg. I właśnie z tymi doświadczeniami, z tym deficytem miłości, niezaleczonym żalem, strachem i wewnętrznym buntem mierzą się opiekunki, które dokładają wszelki starań, by pod ich „małym niebem” dzieci czuły się jak w domu. 
Na tle pełnej kontrastów, międzywojennej Warszawy, której codzienność splata się z codziennością domu dziecka, Katarzyna Majewska-Ziemba z dużą wrażliwością maluje obraz rzeczywistości. A ta nie jest łatwa, pełna problemów, wychowawczych potknięć, ale i nadziei, że drobnymi gestami, ciepłym racuchem ofiarowanym dla ukojenia dziecięcych smutków, można wiele zdziałać. Że można stworzyć coś z niczego, a każdy okruch dobra nabierze wyjątkowego znaczenia. To jedna z tych historii, które opowiedziane są szeptem. Pozbawiona wielkich słów, utkana z subtelności i tego, co można wyczytać między wierszami. To już nie tylko opowieść o trudnej codzienności domu dziecka, ale także o kobiecym sercu, któremu, nawet jeśli bije pod siostrzanym habitem, nieobce są tęsknota, samotność, uczuciowe rozterki, wątpliwości, czy bolesne wspomnienia z przeszłości.

Podsumowując:


„Pod milczącym niebem” to historia, która wbrew tytułowi – nie milczy. Która wręcz przeciwnie – bez upiększania opowiada o tym, że dobro czasami bywa trudne… Bo chociaż ofiarowane od serca, często mierzy się z niezrozumieniem, musi stawić czoła okolicznościom i światu, który serwuje ograniczenia. O tym, że nawet jeśli tego bardzo pragniemy, nie jesteśmy w stanie ocalić wszystkich tych, którzy potrzebują pomocy. Niezależnie od tego dobro prawdziwie można mnożyć, nawet wówczas, kiedy zamyka się je w drobnych gestach, które nawet jeśli czasem jest niedoceniane, odtrącane, to stają się kagankiem nadziei, która potrafi rozświetlić mrok także trudnej codzienności. Tej naznaczonej deficytem rodzicielskiej miłości, samotności i strachu przed tym, co przyniesie dorosłe życie. Niezwykle czuła, niespieszna, ciepła, choć niepozbawiona bólu historia, która otula swoją subtelnością. Polecam!
 
Książkę można zamówić tutaj: KLIK
 
 
[wpis sponsorowany przez wydawnictwo Replika]



 

Komentarze

instagram

Copyright © NIEnaczytana