"W krainie słodkiego jutra" - Zuzanna Kordel
Czasem trzeba zawierzyć losowi i nie zastanawiać się, co by było, gdyby.
Są chwile, kiedy nawet najsłodsze rzeczy przestają smakować tak jak
dawniej – i właśnie od jednej z nich zaczyna się ta opowieść…
Hania
zawsze była tą „perfekcyjną”. Najlepszą przyjaciółką, na którą można
liczyć o każdej porze dnia i nocy. Idealną partnerką, gotową poświęcić
siebie dla drugiej osoby. Wybitną cukierniczką, do której przychodzi się
po najlepsze ciasta – i po ukojenie. Gdy jednak toksyczna relacja i
narastające przygnębienie zaczynają odbierać Hani radość z życia, sama
musi zmierzyć się z pytaniem, którego zawsze unikała: „A co, jeśli to
ona potrzebuje pomocy?”. W krainie słodkiego jutra marzenia nie
spełniają się od razu. Wymagają cierpliwości i wysiłku niczym wyśmienity
tort, który swój wyjątkowy smak i oszałamiający wygląd zawdzięcza
godzinom ciężkiej pracy. Każda jego warstwa skrywa tajemnicę i obiecuje
niezwykłe doznania. A grzechem byłoby nie sprawdzić, jak smakują
zrealizowane marzenia…
.png)
Życie nie zawsze przypomina słodki kawałek ciasta. Czasami wkrada się do niego „zakalec” albo przysłowiowa łyżka dziegciu. To sprawia, że poddajemy się, że chcemy odpuścić, przestać walczyć o marzenia. Bywa, że nie radzimy sobie z tym, co serwuje nam los, że musimy poprosić o pomoc. Także wówczas, gdy nie chcemy zaburzać spokoju tym, którzy są obok nas. Ale nawet w takich chwilach nie powinniśmy porzucać marzeń, bo one są jak ten ostatni, upragniony kawałek tortu, który czeka tylko na nas. A kiedy po niego sięgniemy, pomyślimy, że cała gorycz, jakiej zasmakowaliśmy do tej pory, jest niczym w porównaniu ze słodyczą spełnionego pragnienia.
Czytałam już kilka książek Zuzy Kordel i muszę z przyjemnością stwierdzić, że autorka cudownie się rozwija. Każda kolejna powieść jest lepsza od poprzedniej, a jej styl stał się już jej wizytówką. Potrafi bowiem uchwycić trudne momenty życia, ale i te najbardziej wzruszające, by okrasić je szczyptą słodyczy, która nadaje im wymiar otulających serce historii. Nie inaczej jest z najnowszą, która zabiera nas do świata przyjaciółek, które zdążyliśmy poznać w powieściach „Pewnego razu w Bellagio” oraz „W domu najlepiej”. Cudownie było zatem zgłębić losy kolejnej z kobiet, Hani, która znajduje się na życiowym zakręcie, kiedy to, paradoksalnie do jej pasji, życie przestało jej smakować…
Autorka w nowej książce porusza trudne tematy, takie jak życie w toksycznym związku, a także ten dotyczący depresji. Nie sposób nie zaangażować się emocjonalnie w przeżycia bohaterki, nie poczuć solidarności w walce o siebie oraz o nowy początek, którego Hania równie bardzo pragnie, jak się go boi... Zuza Kordel z dużą dozą wrażliwości i subtelnością kreśli przejmującą historię o kobiecie, która mimo obecności przyjaciółek, tak bardzo nie chciała zaburzać ich szczęścia, że postanowiła poradzić sobie ze wszystkim sama. Autorka zdaje się tym samym apelować do nas-kobiet, byśmy nigdy nie pozwoliły na to, by ktoś nami pomiatał. Byśmy nigdy nie poprzestawały wierzyć w marzenia, a w trudnych momentach życia poprosiły o pomoc. Bo nie zawsze musimy być „siłaczkami”, nie powinnyśmy poświęcać siebie bez reszty, stawiając własne potrzeby na szarym końcu. Bo my też jesteśmy ważne, a okazanie słabości to największa forma odwagi.
Podsumowując:
Powieść Zuzanny Kordel ma dwie twarze. Tę delikatną, otulającą, pachnącą słodkościami, ale i tę pełną ran i bruzd kobiety, która tkwi w toksycznym związku. Jej losy uświadamiają nam, że bardzo łatwo można utknąć w relacji, która nie zostawia śladów na ciele, ale systematycznie niszczy psychikę… Autorka buduje swoją opowieść na zasadzie kontrastu. Zestawia świat słodkich wypieków z chaosem emocjonalnym bohaterki. Ta historia jest niczym ciasto, którego przygotowanie wymaga czasu, cierpliwości i pracy. I to ono zdaje się metaforą życia, w którym nic nie dzieje się od razu. Czasami mozolnie mieszamy kolejne składniki, w których kryją się nasze lęki, którym powinnyśmy stawić czoła, które powinniśmy przepracować. To wzruszająca opowieść o kobiecej przyjaźni, takiej, której każdy by sobie życzył. Relacji, w której wsparcie i niesiona wraz z nim pomoc mogą stać się najlepszym lekarstwem w najtrudniejszych momentach życia. Wystarczy tylko o nią poprosić… Polecam tę poruszającą, słodko-gorzką powieść, w której każdy znajdzie coś, co może przypomnieć mu jego własne doświadczenia i tchnąć w serce nadzieję, że zawsze warto marzyć.
Czytałam już kilka książek Zuzy Kordel i muszę z przyjemnością stwierdzić, że autorka cudownie się rozwija. Każda kolejna powieść jest lepsza od poprzedniej, a jej styl stał się już jej wizytówką. Potrafi bowiem uchwycić trudne momenty życia, ale i te najbardziej wzruszające, by okrasić je szczyptą słodyczy, która nadaje im wymiar otulających serce historii. Nie inaczej jest z najnowszą, która zabiera nas do świata przyjaciółek, które zdążyliśmy poznać w powieściach „Pewnego razu w Bellagio” oraz „W domu najlepiej”. Cudownie było zatem zgłębić losy kolejnej z kobiet, Hani, która znajduje się na życiowym zakręcie, kiedy to, paradoksalnie do jej pasji, życie przestało jej smakować…
Autorka w nowej książce porusza trudne tematy, takie jak życie w toksycznym związku, a także ten dotyczący depresji. Nie sposób nie zaangażować się emocjonalnie w przeżycia bohaterki, nie poczuć solidarności w walce o siebie oraz o nowy początek, którego Hania równie bardzo pragnie, jak się go boi... Zuza Kordel z dużą dozą wrażliwości i subtelnością kreśli przejmującą historię o kobiecie, która mimo obecności przyjaciółek, tak bardzo nie chciała zaburzać ich szczęścia, że postanowiła poradzić sobie ze wszystkim sama. Autorka zdaje się tym samym apelować do nas-kobiet, byśmy nigdy nie pozwoliły na to, by ktoś nami pomiatał. Byśmy nigdy nie poprzestawały wierzyć w marzenia, a w trudnych momentach życia poprosiły o pomoc. Bo nie zawsze musimy być „siłaczkami”, nie powinnyśmy poświęcać siebie bez reszty, stawiając własne potrzeby na szarym końcu. Bo my też jesteśmy ważne, a okazanie słabości to największa forma odwagi.
Podsumowując:
Powieść Zuzanny Kordel ma dwie twarze. Tę delikatną, otulającą, pachnącą słodkościami, ale i tę pełną ran i bruzd kobiety, która tkwi w toksycznym związku. Jej losy uświadamiają nam, że bardzo łatwo można utknąć w relacji, która nie zostawia śladów na ciele, ale systematycznie niszczy psychikę… Autorka buduje swoją opowieść na zasadzie kontrastu. Zestawia świat słodkich wypieków z chaosem emocjonalnym bohaterki. Ta historia jest niczym ciasto, którego przygotowanie wymaga czasu, cierpliwości i pracy. I to ono zdaje się metaforą życia, w którym nic nie dzieje się od razu. Czasami mozolnie mieszamy kolejne składniki, w których kryją się nasze lęki, którym powinnyśmy stawić czoła, które powinniśmy przepracować. To wzruszająca opowieść o kobiecej przyjaźni, takiej, której każdy by sobie życzył. Relacji, w której wsparcie i niesiona wraz z nim pomoc mogą stać się najlepszym lekarstwem w najtrudniejszych momentach życia. Wystarczy tylko o nią poprosić… Polecam tę poruszającą, słodko-gorzką powieść, w której każdy znajdzie coś, co może przypomnieć mu jego własne doświadczenia i tchnąć w serce nadzieję, że zawsze warto marzyć.

Komentarze
Prześlij komentarz