lipca 18, 2019

Autor skrojony na miarę - Agnieszka Lis

Element garderoby jako mój znak rozpoznawczy – czy jest coś, co cię wyróżnia, na co zwracasz szczególną uwagę w kwestii ubioru?

Buty! Kiedyś je policzyłam i pod żadnym pozorem nie przyznam się, ile ich mam. Jeszcze, nie daj Boże, mój mąż przeczyta. Wprawdzie sam wieszał mi specjalne druciane półki na buty, w specjalnie przygotowanej do tego celu garderobie... ale lepiej nie. Konkretna ilość mogłaby przekroczyć jego granice tolerancji.

Najbardziej cenię sobie szpilki. Ale w ogóle żadnym wysokim obcasem nie pogardzę. Kolory dowolne. Mogą być odlotowe. Wzory - jak najbardziej. Wielokolorowe - chętnie. A jeśli do tego jakiś fason jest ciut zwariowany, to już z definicji lubię. I w sumie nieważne, zimowe, czółenka, sandałki... jeśli są na obcasie, to są piękne. Może być nawet koturn. No, czasami ;-)

Mam oczywiście baleriny i różne inne fasony, ale to zwykle chwilowe zauroczenia. Oczywiście, mam też jakieś buty sportowe, nawet trampki. Są fioletowe, z pomarańczowymi sznurówkami ;-) Do szpilek wracam zawsze.

Podobno u mnie w pracy można mnie rozpoznać po krokach. Po prostu obcasy słychać z daleka...

Nigdy nie ubrałabym się w...?

W sukienkę zbyt krótką i zbyt obcisłą. Nie lubię eksponować nadmiernie ciała. Chociaż... kobieta jednak nie jest stała w uczuciach. Dekolt - to jest coś, czego się nie boję.
Czy przywiązujesz uwagę do stroju, który zakładasz na spotkania autorskie? Dlaczego?

Oj tak, ogromną! Strój na spotkaniu autorskim wyraża mój stosunek do Czytelników. Przyjść na spotkanie z Czytelnikami w dżinsach i sweterku? Wykluczone! Raz jeden sobie na to pozwoliłam, przyjechałam prosto z pociągu, miałam na sobie spodnie i elegancką bluzkę. I te spodnie... do dzisiaj pamiętam, jak nieswojo się czułam.

Mam zestaw kilku sukienek, które zakładam na spotkania autorskie. Do nich dobieram różne dodatki. Często kolorowe. Buty, najczęściej kontrastowe w kolorze, często apaszka lub szal. Ewentualnie biżuteria, też zdarza się kolorowa.

Nie jestem bardzo “ciuchowa”, tych kilka sukienek mi wystarcza. W zestawieniu z różnorodnymi akcesoriami, przynajmniej jak dotychczas ;-) Od czasu do czasu coś ubraniowego dokupuję, ale niezbyt wiele. Z wyjątkiem butów, oczywiście.

Dużą wagę przywiązuję do makijażu. W domu mogę sobie chodzić nieumalowana, do ludzi tak nie wyjdę! Jestem okropnie niefotogeniczna, bez makijażu nie wyglądam. Więc codziennie rano muszę sobie namalować twarz, bo inaczej nie istnieję... ;-)

Kiedy musisz się przygotować do wyjścia to czy wcześniej przygotowujesz swój outfit, czy zdajesz się na przypadek?

Przypadek? Na przypadek to się może zdać Cindy Crawford! Stały zestaw sukienek, o których wspomniałam, bardzo mi w tym pomaga. Jest bazą, ale do tego opracowuję dodatki, i bardzo często to ich właśnie szukam w sklepach. Ciekawostek.
Poza tym, szczególnie na targi książki, czyli największe książkowe imprezy, poszukuję konceptu na strój, czegoś związanego z wydaną ostatnio książką.
Tak ostatnio wyszło, że do Pocztówek ubrałam letnią sukienkę oraz złote sandałki... ze skarpetkami. Kapelusz z wielkim rondem i przeciwsłoneczne okulary. Rozbawiłam chyba targowych gości, a w każdym razie przekonałam się, że Czytelnicy znakomicie odczytali mój zamysł. Polak na wakacjach ;-)
Na jesienne targi w Krakowie też coś szykuję ;-) 

Chciałabym jeszcze jedno dodać. Nie lubię bylejakości, także w garderobie. Jeśli kupuję ubranie - ma być porządnie uszyte. Starannie wykończone, z dobrego materiału, najchętniej na stosownej podszewce. Do prania w domu, bo pralnie chemiczne uważam za nieekologiczne. No i najczęściej poszukuję fasonów uniwersalnych, które mogę wykorzystać wielokrotnie, przy różnych okazjach.
Cena nie ma znaczenia, a raczej ma ogromne - nie uznaję ubrań zbyt drogich. Uważam, że to ma sens, wręcz etyczny. Marketing marek ubraniowych jest oczywiście potrzebny, ale oczekiwanie niektórych firm, by zapłacić za ciucha średnią miesięczną pensję? Nieetyczne, i już.
I jeszcze jedno - uważam, że moda jest czymś zupełnie zbędnym. Wymieniać zestaw ubrań dwa razy do roku? Bo ktoś tak zdecydował? Jakiś projektant, dyktator mody? Dla mnie pomysł absurdalny. Zawód modelki? Hm... Chyba jedyny zawód, którego sens, jak uważam, można podważyć. Mało tego, uważam go za szkodliwy społecznie, ze względu na popularyzowanie wzorców, które są chorobogenne. Przede wszystkim dotyczy to, oczywiście, obszaru chorób psychicznych, głównie w obrębie łaknienia. Marketing, nieprawdopodobne pieniądze, spaczone myślenie o świecie, i to wszystko w związku ze szmatkami.
Cenię za to elegancję, a jak wiadomo, nie ma ona nic wspólnego z modą, wręcz przeciwnie. Spójrzmy na zdjęcia sprzed kilkudziesięciu lat. Śmieszą nas dzisiaj modne wtedy stroje. Chyba, że były eleganckie. Te pozostają wciąż aktualne.
Czy w twojej szafie jest jakiś strój, do którego masz szczególny sentyment? A jeśli tak to dlaczego?

Nie, raczej nie. Kiedyś miałam komplet, spódnicę i żakiet, z przepięknej wełny w beżową kratkę, cudnie uszyty, bardzo oryginalny. Kiedy go nie założyłam - miałam jakiegoś okropnego pecha. Po prostu oddałam ten kostium, poczułam się, jakbym zdjęła z siebie jakieś odium... Nie mam pojęcia, dlaczego tak było.
Natomiast ulubione ubrania - zmieniają się. Lubię po prostu to, w czym dobrze wyglądam. A że ubrania się zużywają, zmienia mi się ciut gust... to ulubione ubrania idą w odstawkę.
Mam sporo ubrań bardzo leciwych, które wciąż noszę i zupełnie nie mam problemu z ich „niemodnością”. Jednak, jeśli jakiegoś ubioru nie noszę przez dłuższy czas - po prostu rozstaję się z nim bez sentymentu. Staram się dbać o ubrania, więc są najczęściej w dobrym stanie, i szukam dla nich miejsca. Są ośrodki pomocy, ludzie potrzebujący, rozglądam się wokół. Rzeczy zniszczone przeznaczam do recyklingu.
Bardzo to wszystko pięknie brzmi... odpowiedzialnie, proekologicznie... powinnam być z siebie dumna. Tylko te buty... ;-) 
Jaki kolor przeważa w twojej garderobie?

Każdy ;-) Uwielbiam kolor! Choć to się zmieniło. Kilka lat temu w mojej szafie definitywnie dominował czarny. Uważałam, że czarny wyszczupla. Cóż, pewnie tak było i jest dalej, ale chyba przestało mieć dla mnie tak wielkie znaczenie. Pewnie się postarzałam ;-) Okazjonalnie trafiał się czerwony. Na studiach, nie wiem nawet dlaczego, dominował brązowy. Teraz mam w szafie wszystko. Jestem kolorystyczną zimą, najchętniej sięgam po kolory chłodne, ale nie dominuje jeden. 
Czy w swoich książkach przywiązujesz wagę do wyglądu twoich bohaterów?

Mam wrażenie, że zbyt małą ;-) To jest zdecydowanie obszar do poprawy. Dziękuję, że mi na to zwróciłaś uwagę!

Gdybyś miała jednoznacznie odpowiedzieć: czy ubiór jest ważnym elementem bycia autorem? 

Bezwzględnie tak. Choć zawód pisarza wydaje się samotniczym, bo pisanie to proces często wymagający izolacji, to jednak jest część tej pracy, która jest publiczna i w tym zakresie ubiór jest bardzo ważny. Spotkania autorskie, targi, inne okoliczności wymagające reprezentacji. Nie wyobrażam sobie, żeby tam nie przyłożyć odpowiedniej troski do stroju, czy też szerzej rzecz ujmując, wyglądu. Być może podkoszulka i dżinsy są dla niektórych symbolem luzu i swobody... dla mnie bardziej wyrazem lekceważenia. Niedopuszczalnego. Wpadki oczywiście każdemu się zdarzają, jednak są zabawne tylko wtedy, gdy są incydentalne.

Strojem wyrażamy swój szacunek do otoczenia. Jest ważny!

Bardzo dziękuję za udział! Zapraszam Was na profil autorki na Facebooku.
https://www.facebook.com/Agnieszka.Lis.Pisarka/

/Zdjęcia: nadesłane przez autorkę/

1 komentarz:

  1. Dziękuję bardzo ❣️❤️😊Zdobyłam wiele ciekawych informacji o Agnieszce ❣️Mamy jedną wspólna słabość - BUTY❣️😊😂

    OdpowiedzUsuń

"Tylko dla dorosłych" - Nina Majewska - Brown

Z roku na rok stawała się coraz mniej wyczulona na piękno, radość życia i własne posuwające się w latach ciało. Jeśli ten proces będzie ...

Copyright © 2016 NIEnaczytana , Blogger