"Jedno małe kłamstwo" - Lauren Weisberger

- Wszyscy popełniamy błędy i wszyscy potrzebujemy przebaczenia.

Peyton Marcus jest prezenterką najpopularniejszego programu w porannym paśmie telewizyjnym, kobietą, z którą każdy mieszkaniec Nowego Jorku zaczyna swój dzień. 

Peyton ma męża, który ją uwielbia, i córkę, która wkrótce rozpocznie studia na jednej z najlepszych uczelni należących do Ivy League. Jest kobietą sukcesu i bycie nią wychodzi jej cholernie dobrze... 
Skye, jej siostra, jest gospodynią domową w Paradise, idyllicznej dzielnicy na przedmieściach Nowego Jorku. Są tu butiki znanych projektantów i domy, których mieszkańcy latają prywatnymi samolotami. Skye dzieli z nimi skłonność do bycia nadopiekuńczą matką. Ale nie jest taka jak oni. Ona szuka czegoś prawdziwego i ma to już prawie na wyciagnięcie ręki… 
Max, błyskotliwa i ekscentryczna siedemnastoletnia córka Peyton, jest gotowa pożegnać się z prywatną szkołą, której nienawidzi – i rozpieszczonymi bogatymi dzieciakami, na których towarzystwo jest tam skazana – i wyruszyć w świat, by realizować swoje marzenie o karierze filmowej. Całe życie czekała na tę okazję... 
Nagle jednak, przez jedno małe, maleńkie kłamstwo, trawa nie wydaje się już tak zielona… Czy którakolwiek z sióstr przetrwa starcie z prawdą?

 

Kłamstwo. Nieprawdziwe słowa rzucone w eter, ale także ciężar, który człowiek nosi na swoim sumieniu. Potrafi rodzić się ze strachu, samotności lub pragnienia ochrony tego, co dla nas ważne. Czasem wydaje się łatwiejsze od prawdy, lecz jego konsekwencje bywają zbyt bolesne… Zwłaszcza gdy kłamstwo w końcu zderza się z rzeczywistością, wszak mówi się, że ma krótkie nogi. Czy można je zatem jakoś wytłumaczyć, wybaczyć, dostrzec w nim, chociaż zalążek dobra? 
Chyba od zawsze w jakiś sposób fascynował mnie świat mediów od kuchni. To, co dzieje się na telewizyjnym planie, za kulisami programów, których efekt finalny oglądamy na ekranie. Być może to właśnie to stało się powodem, dlaczego tak gładko weszłam w historię Peyton, bohaterki powieści „Jedno małe kłamstwo”. Bo czyż to nie brzmi jak mrzonka – życie na takim poziomie, sława, bycie twarzą porannego programu telewizyjnego? Poniekąd. Bo chociaż ta historia rozpoczyna się w blasku reflektorów, bardzo szybko ich światło zostaje przygaszone, a raczej zwrócone w kierunku skandalu, który staje się udziałem Peyton. 
Ta pozornie lekka opowieść skrywa w sobie wiele niewypowiedzianego żalu, niezaleczonych ran z przeszłości, a przede wszystkim pozorów, które próbują zachować na co dzień bohaterki. Bo oto nie tylko nasza gwiazda ma coś na sumieniu, ale i jej siostra, która pozornie ma ułożone życie, a jednak gdzieś w środku wciąż goni za czymś, czego sama nie potrafi do końca dookreślić. Weisberger z wnikliwością obserwuje ludzkie zachowania, obnażając fasadę, za którą często się skrywamy, nie chcąc pokazać rys na naszym idealnym życiu. Jednak jedno pęknięcie ciągnie za sobą kolejne, aż wreszcie tak misternie budowany fundament może w końcu runąć. 
„Jedno małe kłamstwo” to opowieść o zaburzonej prawdzie, która niszczy życie wielu ludzi. Które raz ukryta, uruchamia lawinę zdarzeń, a te, niczym klocki domina, zaczynają się przewracać, ciągnąc za sobą kolejne „ofiary” kłamstwa. Autorka zdaje się podawać w wątpliwość oszustwo z premedytacją, zupełnie, jakby zastanawiała się, czy istnieje kłamstwo w dobrej wierze? Czy można sprzeniewierzyć się prawdzie z… miłości? Nowa powieść Weisberger to opowieść, która pod otoczką lekkiej historii okraszonej ironicznym humorem skrywa powieść o niespełnionych ambicjach, poczuciu niewykorzystanej szansy z przeszłości, którą wręcz obsesyjnie próbujemy odzyskać, niezależnie od ceny.

Podsumowując:

Ta powieść bardzo dobitnie pokazuje, jak łatwo jest zniszczyć swoje życie, a także życie swoich bliskich. Wystarczy jedna decyzja, jedno kłamstwo, które uruchamia lawinę. A ta zdaje się nie zwracać uwagi na nic, zbierając żniwo nietrafionych wyborów. To opowieść, która obnaża życie pełne pozorów, codzienną egzystencję w masce, która raz założona staje się naszą prawdziwą twarzą do czasu, aż zdarzy się coś, co nami wstrząśnie, co pokaże, na kogo tak naprawdę można liczyć. Zupełnie jak w powiedzeniu, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Autorka splata emocje trzech różnych kobiet, które stają się ofiarami kłamstwa, ale jednocześnie uświadamia, że czasem trzeba dojść do ściany, nawet się o nią rozbić, by zrozumieć, gdzie jest sens. Gdzie leży prawda i kim chcemy być, dokąd chcemy podążać, by w końcu nie czuć się w potrzasku własnych decyzji, niekoniecznie zgodnych z naszymi prawdziwymi pragnieniami. I chociaż powieść utrzymana jest w lekkiej konwencji, to mimowolnie skłania do refleksji nad tym, czy naprawdę istnieją „niewinne kłamstwa”? Polecam miłośnikom historii w amerykańskim stylu.
 
Książkę można zamówić tutaj: KLIK
 
[wpis sponsorowany przez wydawnictwo Albatros]
 



Komentarze

instagram

Copyright © NIEnaczytana