Wyczytałem kiedyś, że kobieta jest jak otwarta książka. Wprawdzie o fizyce kwantowej i po chińsku, ale otwarta (...)".
Liczyłam na dobrą zabawę i salwy śmiechu. Czy właśnie tego się doczekałam?
Jak wygląda dom bez żon?
Pewnego dnia Mateusz i Sebastian, dwaj obcy sobie faceci, stają się
bliźniakami syjamskimi złączonymi wspólnym losem tymczasowych samotnych
ojców. Tylko czy dadzą radę sprostać wyzwaniom?
– Śpisz już?
– No, zasypiam.
– Musisz mi pomóc – szepnął konspiracyjnie.
– Czy ja mogę ci pomagać o innej porze niż północ?
– Nie. Bo nie zasnę – powiedział nerwowo. – Musisz mi pomóc go uciszyć.
Albo załatwić na amen. Krzyczy, śpiewa, raz jest księżniczką, a raz
rycerzem.
– Jezu… o kim ty mówisz?
– O Furbym! Jak ja mam go uśpić? Siedzę od godziny, kołyszę go, a jak tylko odstawię, to drze mordę!
– Za ogon.
– Co za ogon?
– Pociągnij za ogon i trzymaj dziesięć sekund.
Co może się stać, kiedy w domu zabraknie żony, matki i gospodyni? Ano może się zdarzyć prawdziwy Armagedon i taki właśnie przydarzył się naszym męskim bohaterom. Bo oto złośliwy los wysłał swojego posłańca — w tym przypadku kota, który nieopatrznie wpadł pod koła środka transportu publicznego i tym samym zrobił zamach na naszych panów. A dokładniej na ich żony, które równie nieoczekiwanym zbiegiem okoliczności, znalazły się w owym pojeździe i obie, masz ci los, uległy wypadkowi. Z winy losu, to znaczy kota. Tak oto zaczyna się ta słodko — gorzka komedia pomyłek, która w sposób dość bezlitosny obnaża męskie przywary. Zastajemy zaproszeni przez autorki do odbycia przygody (jazdy bez trzymanki) i obserwowania nieporadnych mężów i ojców, którzy zostali, niczym okręty, choć „łajby” pasuje do nich lepiej, bez kapitana. Żony w szpitalu a oni biedni z całym domowym ambarasem na swoich barkach.
Autorki z dużą dawką humoru punktują wszelkie męskie niedociągnięcia dnia codziennego. Kiedy poza pracą nagle muszą zarządzać także domowym kieratem, wydaje się, że obie łajby zmierzają nieuchronnie ku życiowej katastrofie. Humor w stylu: nie mogę dosięgnąć pilota, bo mam katar, czy: jestem chory, bo mam 37 stopni „gorączki” są tutaj na porządku dziennym. To jedna z tych książek, przy której parskamy śmiechem, a jednocześnie współczujemy bohaterkom, że mają takich partnerów. Jednak, jak to w życiu bywa, każdy może się nauczyć dobrej organizacji, wystarczy tylko chcieć. Jak będzie w przypadku mężów postawionych w niekomfortowej sytuacji i czy tytułową awarię da się naprawić? Tego dowiecie się z lektury książki duetu Magdalena Witkiewicz i Natasza Socha.
Podsumowując:
„Awaria małżeńska” to książka na poprawę nastroju. Bawi, czasem nawet wzrusza, mimo humorystycznej konwencji, w jakiej utrzymana jest fabuła. A jednak to nie tylko komedia pomyłek i wytykania męskich potknięć, ale także powieść, która w dość specyficzny sposób, zmusza do refleksji. Nad własnym związkiem, którego ważność często schodzi na drugi plan w natłoku codziennych obowiązków, zwłaszcza rodzicielskich. A nade wszystko zwracająca uwagę na to, że warto docenić to, co się ma. Docenić swoją drugą połówkę z całym jej dobrodziejstwem inwentarza, bo na pewno ma wiele zalet, które nie zawsze dostrzegamy.
Książkę można zamówić tutaj: KLIK
Wpis powstał we współpracy z Wydawnictwem Filia.
Komentarze
Prześlij komentarz