"Granice wojny" - Marcin Pilis


Wojna ma coś z obłąkanego artysty, jest jak demiurg, stwarza nowy język, rodzi się w niej nowy człowiek, rzeczywistość doczesna przekształca się w nierealność śmierci, wojna pomnaża ilość kłamstwa i żywi się śmiercią, jest na nieustającym głodzie [...]".
W najnowszej powieści Marcina Pilisa historia zatacza koło, a trudna przeszłość odbija się w niej jak w lustrze. Książka luźno nawiązuje do nagradzanej "Ciszy w Pogrance”. Tak jak w poprzedniej powieści, tak i tu autor głęboko sięga do ludzkich dusz. 
 
Sasha Marczenko, studentka spod Kijowa, koniecznie chce się dostać do Polski, aby upublicznić materiał ukazujący okrucieństwo rosyjskiej armii. Pewnego dnia zjawia się w domu 96-letniej Leny Wodzańskiej, mieszkającej w ukraińskiej Połapie. Śladem Sashy podążają dwaj rosyjscy żołnierze w cywilu, których celem jest uniemożliwienie jej opuszczenia kraju. Od ukraińskich uciekinierów odróżnić ich można jedynie po dobrych butach…
Tymczasem Lena u kresu życia wraca pamięcią do czasów młodości i nieistniejącej już wsi Pogranka. Relacje, które ogląda w telewizji, przywołują w jej pamięci to, co już kiedyś przeżyła w czasie II wojny światowej. W Polsce zaś wolontariusze angażują się w pomoc uchodźcom zza ukraińskiej granicy.
Nie ma już Pogranki. Została pustka, otulona zielenią traw. Jest Lena. Uderzenia jej serca są niczym tykanie zegara, który odmierza czas do jej końca... Zamknięta w przeszłości, jakby w teraźniejszości była tylko na chwilę. W jej głowie Pogranka wciąż istnieje. Raz, jako symbol szczęśliwych chwil, innym razem miejsce gorejące pożogą. Widzi go! Choć obraz nieco zamazany... Jej Dmytro! I tak wciąż trwa na krawędzi światów. Strażniczka pamięci minionych zdarzeń...
Czasami trafiają w nasze ręce powieści, które tak bardzo zapadły nam w serce, siejąc weń spustoszenie, że nie jesteśmy w stanie ubrać w słowa uczuć, które nami targały podczas lektury. Ba! Powiem więcej — historia nadal rezonuje w naszej głowie, tworząc coś na kształt kalejdoskopu odczuć. Bólu, rozczarowania, cierpienia, rozdzierającego smutku, wstydu…?
Marcin Pilis w nowej książce bierze na tapet wojnę. Jest ona niczym żywy organizm, którego wnikliwą wiwisekcję prowadzi. To ta wojna, którą znamy z lekcji historii. Pamięci, o której cichą strażniczką jest Lena. Która do tej pory jawiła nam się jako coś abstrakcyjnego, realnego, a jednak odległego. Do czasu. Do momentu, w którym nie staliśmy się jej uczestnikami. Cierpią ofiary, które muszą stawić jej czoła w bezpośrednim starciu. Gubią się w odczuciach obserwatorzy, którzy śledzą losy tych, którzy zostali po złej stronie granicy… Niezależnie od tego - wojna to zawsze zło. Zło, które powraca cyklicznie, by dotknąć boleśnie kolejne pokolenia. Niczym choroba, która trawi ludzki organizm. Historia zatacza kolejne koło, ale my wciąż niczego się nie nauczyliśmy… Marcin Pilis nie ocenia. Kreśli opowieść będącą zlepkiem przemyśleń, wydarzeń z okresu wybuchu wojny na Ukrainie, której byliśmy świadkami. Pokazuje jej oblicze z tak wielu perspektyw. Tych, którzy stracili wszystkich; tych, którzy wciąż mają nadzieję, że nie stanie się ona ich udziałem, a także tych, którzy nigdy nie odcięli się od przeszłości, którzy mają nadal w pamięci krwawą rzeź... Niektóre treści zawarte w książce szokują. Zwłaszcza rozdziały opatrzone tytułem „Solilokwium”. Fragmenty bezkompromisowe, które wydają się bardzo prawdopodobne, choć przecież są stworzone przez wyobraźnię autora. A jednak łapiemy się na tym, iż zaczynamy się zastanawiać, czy jego spostrzeżenia nie są trafne? Czy ich „bohater” prawdziwie nie myśli w ten sposób? Nie ma poczucia, że osamotnienie jest wysoką, ale wartą swego celu ceną. Wszystko dla dobra imperium…
Ten mój być może nieco lakoniczny wywód jest podyktowany tym, iż chciałabym, byście sami doświadczyli tej opowieści. Zatopili się w niej i dali się ponieść, choć nie będzie to łatwa lektura. Wielokrotnie będziecie ją odkładać, łapiąc oddech, kiedy dotrze do was prawdziwość i siła przekazu, jaką Marcin Pilis zawarł na jej kartach. Byście i wy spróbowali zmierzyć się z pojęciem wojny widzianej przez tak wiele oczu. Tych, spoglądających z przerażeniem, ale i tych pustych, ku schyłku życia osoby, która patrzy wstecz niewidzącym wzrokiem, wciąż zawieszona między tym, co było, a tym, co jest, między życiem a śmiercią, między strachem a zobojętnieniem… Ta powieść bowiem dobitnie uzmysławia, że wojna jest niczym „stwór”, który wychodzi z ciemności. Zalewa niszczącą falą powierzchnię świata, nie zważając na ludzkie losy; na zwykłego człowieka, który jest jej największą ofiarą…


Podsumowując:

Jakkolwiek to zabrzmi, to muszę napisać, że ta powieść jest… piękna! Ja wiem, mam świadomość, że te słowa mogą być nieadekwatne do tematu, jaki podejmuje, ale Marcin Pilis operuje takim językiem, którym nie sposób się nie zachwycić. Nawet jeśli lektura jego książki jest tak bolesna… I nie dlatego, że dotyka tematu wojny w ogóle, ale że dotyka tematu TEJ wojny. A może… A może wcale nie ma podziału na tę czy tamtą wojnę? Może ona prawdziwie nie ma granic, które wciąż zacierają się, a ona niczym powtarzalny schemat powraca, siejąc spustoszenie? Że jest bezdusznym bytem, który stanowi okrutny dowód jej cykliczności. Nieczułym wobec uczuć ludzkich, prowadzący nas donikąd? A może... wcale nie jesteśmy w stanie tego pojąć? Możemy jedynie snuć domysły, szukać jej fundamentów, upatrywać zła w ludziach, którzy do niej doprowadzili… Pytań jest ogrom. Ja wciąż nie mogę otrząsnąć się po jej lekturze, ona wciąż rezonuje w mojej głowie, a ja nadal szukam odpowiedzi… „Granice wojny” to powieść niezwykle szczera, momentami nawet kontrowersyjna, która porusza wiele kwestii. Która wymusza na nas, byśmy stanęli z nią twarzą w twarz. Nawet jeśli ta konfrontacja będzie w jakimś stopniu i z jakichś powodów niewygodna, bolesna, trudna… To stanowczo jedna z najlepszych powieści, jakie miałam okazję przeczytać w tym roku. Wychodzę z tego spotkania z kolejną rewelacyjną historią spod pióra autora poraniona, ale jakże wdzięczna, że mogłam ją poznać. Polecam! Choć to i tak za mało…

Książkę można zamówić tutaj: KLIK

 

[materiał sponsorowany przez Wydawnictwo Lira]
 

 

Komentarze

instagram

Copyright © NIEnaczytana