lipca 10, 2018

Magda M. Ciąg dalszy nastąpił - Radosław Figura


"Więc chodź pomaluj mój świat
Na żółto i na niebiesko. 
Niech na niebie stanie tęcza malowana Twoją kredką. 
Więc chodź pomaluj mi życie
Niech świat mój się zarumieni,
Niech mi zalśni w pełnym słońcu
Kolorami całej Ziemi."

Minęło już ponad 10 lat od kiedy pożegnałam się z żalem z bohaterami serialu "Magda M". Myślę, że nie dokonam nadużycia nazywając go kultowym, bo w moim przypadku takim właśnie był. Był swoistego rodzaju symbolem mojej wczesnej młodości i chyba na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Dlatego też z ogromną radością przyjęłam informację, że pojawi się kontynuacja losów mojej ulubionej prawniczki i jej przyjaciół, tym razem w wersji książkowej. Z entuzjazmem zabrałam się za lekturę. Niestety z każdą przeczytaną stroną moja ekscytacja malała, aby z czasem przemienić się w ... irytację. 

Mam bardzo mieszane uczucia względem tej książki. Z jednej strony nie potrafię tak całkowicie jej skreślić, gdyż kojarzy mi się z dobrym czasem, z wypiekami na twarzy i rozmowami z przyjaciółkami na temat kolejnych wydarzeń, które miały miejsce w serialu. No właśnie - może na nim trzeba było pozostać? Bo o ile los, który autor zaserwował w swojej książce Magdzie i Piotrowi, jest dla mnie nie do przyjęcia, mając w głowie młodzieńcze ideały, o tyle jestem w stanie zrozumieć, że musiało się wydarzyć to COŚ co spowoduje, że czytelnik "rozdziawi" ze zdumienia buzię. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że serial i pomysł na niego opierał się, praktycznie w całości, na drodze tych dwojga do bycia razem, to zupełnie nie rozumiem toku rozumowania Radosława Figury. I o ile jestem daleka od oczekiwań nastawionych na "miałką historię", o tyle liczyłam jednak na ich wspólny happy end. 

Podczas lektury przeszkadzał mi trochę język. Nie jest to duży zarzut, ale był on moim zdaniem zbyt kwiecisty, momentami poetycki, a w połączeniu z bardzo rozbudowanymi opisami, sprawdziłby się przy sporządzaniu scenariusza, wizualizacji kolejnych wątków. Niestety w przypadku książki, skutecznie odwracał moją uwagę od fabuły, która sama w sobie była monotonna i nijaka.
Podsumowując:

Oczekiwałam cudownej kontynuacji ukochanej historii sprzed lat, powiewu świeżości, a dostałam "odgrzewane kotlety". Czuję się zawiedziona i trochę mi żal, że sięgnęłam po tę książkę. Wiem jednak, że szybko o niej zapomnę i serial odzyska swoje dawne miejsce w mojej hierarchii. Na zakończenie pragnę dodać tylko, że ja już dorosłam, a Magda Miłowicz, w moim odczuciu, niestety jeszcze nie ... 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova. 

https://www.facebook.com/WydawnictwoZnak/

1 komentarz:

  1. Nigdy nie byłam fanką z serialu, więc książkę bez żelu sobie odpuszczę. 😊

    OdpowiedzUsuń

WYNIKI KONKURSU - "OCH, ELVIS!"

Pora na ogłoszenie wyników konkursu, w którym do wygrania była książka "Och, Elvis!" Mariki Krajniewskiej. Ponieważ został sp...

Copyright © 2016 NIEnaczytana , Blogger