"Morderstwo o zapachu kawy" - Marta Moeglich
(...) Była bardzo zmęczona, zmęczeniem gromadzonym przez lata. (...) jak gdyby nigdy nic, zbierała każdą kolejną niesprawiedliwość
Misia Kuleczka wiązała z tymi studiami wielkie nadzieje.
Elitarny
kierunek i perspektywa pracy w wymiarze sprawiedliwości miały nadać jej
życiu sens i poczucie sprawczości. Szybko jednak odkrywa, że nawet w tym
pozornie uporządkowanym świecie nie wszyscy postępują zgodnie z
zasadami.
Gdy ginie jeden z profesorów – gwiazda wydziału – Misia staje przed
propozycją, która wywraca jej życie do góry nogami. Wraz z nowo
poznanymi znajomymi dołącza do nieformalnej grupy śledczej. Młodzi
ludzie próbują nie tylko rozwikłać zagadkę śmierci profesora, lecz także
zbudować bliższe więzi, co okazuje się trudne – każdy z nich pochodzi z
innego świata i skrywa własne tajemnice.
Czy te sekrety mają związek ze śmiercią profesora? Czy Misia odkryje prawdę, jak również bez problemów ukończy studia? I wreszcie – czy mimo ran z przeszłości, uda jej się odnaleźć swoje miejsce w świecie?
.png)
Znacie definicję „klątwy drugiego tomu”? Myślę, że każdy autor serii gdzieś z tyłu głowy ma pewne obawy, kiedy po dobrym początku oddaje w ręce czytelników kontynuację snutej przez siebie historii. Marta Moeglich jednak nie musi się tym martwić, bowiem w moim odczuciu „Morderstwo o zapachu kawy” jest powieścią lepszą od swojej „starszej siostry”.
Autorka stworzyła cosy crime, w którym nie sama zbrodnia, ba – nawet nie odkrycie, kto za nią stoi stanowi najmocniejszy punkt historii. Bo to właśnie zawiłość zagadki kradnie w tej książce całe show, a musicie wiedzieć, że jest ona misternie utkana, serwując nam tym samym świetną zabawę i stając się jednocześnie zaproszeniem do grupy studentów wydziału, którego profesor ginie w tajemniczych okolicznościach… Bardzo szybko podłapujemy klimat, który z jednej strony otula nas gęstą atmosferą niedopowiedzeń, z drugiej zaś sprawdza naszą spostrzegawczość i umiejętność wyłapywania tropów, które Marta Moeglich podrzuca w czasie lektury. Świetnie się bawiłam jako nieopierzona śledczyni i muszę przyznać, że układanka, na którą składa się zaskakująco wiele elementów, była imponująca.
To jedna z tych powieści, które pomimo kalibru sprawy, wszak mamy do czynienia z morderstwem, utrzymana jest w lekkim stylu. Autorka wplata w fabułę czasem kuriozalne przemyślenia, żarty, czy wątki o zabarwieniu humorystycznym, oddając tym samym w ręce czytelników historię, która nie tylko wciąga w wir wydarzeń, ale także dostarcza im smakowitej rozrywki. Oczywiście otulonej aromatem kawy…
I chociaż to właśnie sprawa tajemniczego zgonu staje się główną osią fabuły, to autorka ukryła między wierszami także opowieść o poszukiwaniu swego miejsca w świecie. W subtelny sposób nawiązuje ona do rozterek głównej bohaterki, wraca do przeszłości, która w pewien sposób odcisnęła na jej życiowym zagubieniu swoje piętno. Dlatego też „Morderstwo o zapachu kawy” nie jest wyłącznie kryminałem, ale także opowieścią, która gdzieś tam w głębi serca porusza struny wrażliwości, sprawiając, że mocno trzymamy kciuki za Miśkę. Nie tylko w kwestii ukończenia studiów, odkrycia prawdy związanej ze śmiercią profesora, ale tak po prostu – za nią, by wreszcie znalazła swoją drogę i miejsce na ziemi.
Podsumowując:
Wraz z drugą powieścią Marta Moeglich udowadnia, że ma świetne pióro i potrafi zgrabnie łączyć kryminał z subtelnym humorem, a do tego stanowczo „umie w zagadki”, a jej zabawa konwencją jest gwarantem dobrej rozrywki dla czytelników. „Morderstwo o zapachu kawy” to historia, która na myśl przywodzi studenckie lata, a także daje możliwość zajrzenia za uczelniane mury i wcielenia się w rolę aspirującego śledczego na tropie prawdy. Misia Kuleczka to postać, której nie sposób nie polubić. Z jednej strony zdaje się nieco pogubiona, łatwo ulega emocjom i szybko wplątuje się w niejedną kabałę, z drugiej zaś, to kobieta, która wciąż próbuje odciąć się od przeszłości, odnaleźć siebie i wreszcie pozbyć się „kamyków”, które przez lata upychała gdzie bądź, dźwigając na szyi naszyjnik z nanizanych nań niesprawiedliwości. To opowieść, która wciąga, intryguje, uruchamia szare komórki, które „pracują” nad połączeniem wszystkich elementów intrygi, ale także która uświadamia, że są takie rany, które nosimy w sercu czasami przez lata i dopóki nie odetniemy się od przeszłości, nie zdołamy ruszyć naprzód. Polecam miłośnikom lekkich kryminałów z emocjonalnym tłem.

Komentarze
Prześlij komentarz