"Teoria (prawie) wszystkiego" - Kara Gnodde

 

 (…) Czasami nie potrzeba faktów. Po prostu się wie.

Art kocha liczby. Mimi kocha Arta, swojego brata. Ale czuje, że z powodu ciągłego zajmowania się nim jej własne życie przelatuje jej między palcami.

Art jest matematycznym geniuszem, jak ich tragicznie zmarły ojciec. Każdy jego dzień toczy się w tym samym rytmie, jest – musi być – dokładnie taki sam.

Mimi w głębi duszy jest uosobieniem twórczego chaosu. Ale zmusza się do nudnej pracy, by zapewnić bratu dom, jakiego potrzebuje, jaki zapewniliby mu ich rodzice, gdyby wciąż żyli. Aż do dnia, w którym mówi DOŚĆ i postanawia poszukać miłości.

Art sądzi, że ludzie nie nadają się do podejmowania racjonalnych decyzji, zwłaszcza jeśli chodzi o miłość. Od tego są algorytmy. I w myśl swoich przekonań postanawia pomóc Mimi znaleźć idealnego faceta. A kiedy wydaje się, że właśnie takiego spotkała… Art stara się za wszelką cenę odkryć, co z nim jest nie tak. Bo boi się, że odbierze mu siostrę na zawsze…

Życie neuroróżnorodnego rodzeństwa za chwilę zmieni się o 180 stopni.

Czy ich więź to wytrzyma?

 

Życie pełne jest niespodzianek, tak jak miłość, która lubi przychodzić do nas niespodziewanie, wywracając naszą codzienność do góry nogami. Czy można zatem stworzyć algorytm, który pomoże nam znaleźć tę właściwą drugą połówkę? Wzór, który będzie tak doskonały, że z matematyczną precyzją dopasuje wszystkie elementy uczuciowej układanki? 
Przyznaję, że podchodziłam do tej powieści z dużą dozą optymizmu, bowiem zamysł fabularny wydał mi się bardzo ciekawy. Początek jednak nie był łatwy, ciężko było mi się wgryźć w tę historię głownie przez postać Arta, który – jak dla mnie – był zbyt dziwny i zupełnie niezrozumiały. Jak cała konwencja, która z tej intrygującej zaczynała trochę… nużyć. Pomyślałam sobie, że może w tej matematycznej konwencji jest metoda, a pośród żargonu, który mnie zaczął przytłaczać, dostrzegę coś więcej. I tak się rzeczywiście stało. 
To powieść, która mnie osobiście w głównej mierze przyciągnęła wątkiem relacji rodzeństwa. Była ona dziwna i ujmująca zarazem. Trochę jak bluszcz, którym zdawał się Art, w swoim zachowaniu niejako zaborczy, zazdrosny o siostrę, która postanowiła poszukać miłości. Autorka rozkłada ich uczucia do siebie na czynniki pierwsze, dając obraz więzi, która z jednej strony jest najsilniejszą na świecie, z drugiej zaś, przytłacza, kiedy jedno postanawia pójść własną drogą. Gdy pojawia się na niej Frank, wszystko zaczyna się komplikować. Czy brat pogodzi się z nowym mężczyzną w życiu Mimi? 
O czym zatem jest ta historia? Myślę, że o wielu sprawach. O żałobie, która rzuca się cieniem na codzienności głównych bohaterów, o próbie ułożenia sobie życia na nowo po odejściu rodziców. I każde z nich robi to na swój sposób. To także opowieść o granicach, które czasami przekraczamy dla dobra drugiej strony, ale i o poświęceniu, którym jest pożegnanie swoich pragnień, a raczej zepchnięcie ich na drugi plan, byleby wesprzeć bliską osobę. Nawet wtedy, jeśli przez to rezygnujemy ze swojej szansy na szczęście. To wszystko a do tego nieoczywista konwencja powieści sprawiają, że z całą pewnością jest ona oryginalna na swój sposób.

Podsumowując:

„Teoria (prawie) wszystkiego” to opowieść, która jest raczej niespieszna. Nie ma tu nagłych zwrotów akcji, moje serce nie biło szybciej podczas lektury, ale przyjemnie spędziłam z nią czas i z całą pewnością dała mi ona do myślenia. To powieść, która skłania do refleksji nad tym, jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić i jaką wysoką cenę ma to poświęcenie? Opowieść o stracie, życiu w cieniu żałoby, o tajemnicach i kłamstwach, które potrafią zburzyć coś, co dopiero kiełkuje. Nieco zagmatwana niczym matematyczne równanie z wieloma niewiadomymi, ale z całą pewnością nietuzinkowa historia, która uświadamia, że nie ma gotowej recepty na wszystko, bo jeśli chodzi o pewne rzeczy w naszym życiu, to się po prostu czuje i wie, nie trzeba na to żadnych dowodów i faktów.
 
Książkę można zamówić tutaj: KLIK
 
 
[wpis sponsorowany przez wydawnictwo Albatros]
 

Komentarze

instagram

Copyright © NIEnaczytana