"Wszystkie moje kłamstwa" - Sophie Stava - patronat medialny

Zatraciłam w zasadzie odruch mówienia prawdy. Bo i po co miałabym to robić? Kiedy mówisz prawdę - a przynajmniej, jeśli ta prawda jest nudna, a prawie zawsz taka jest - ludzie zaczynają się wiercić, patrzeć szklanym wzrokiem, słabnie ich uwaga.
Jestem twoją przyjaciółką. Ale czy możesz mi ufać?
Sloane Caraway
jest nałogową kłamczuchą. Kłamie, aby jej życie stało się choć trochę
ciekawsze. Kiedy pewnego popołudnia widzi w parku zapłakaną dziewczynkę,
mówi jej bardzo atrakcyjnemu ojcu, że jest pielęgniarką i pomoże
wyciągnąć żądło osy ze stopy małej. Dzięki temu kłamstwu Sloane zostaje
nianią u bogatych Lockhartów. Kobieta pragnie być taka jak oni i jest
gotowa kłamać na każdy temat, aby to osiągnąć. Ale może nie jest jedyną
osobą, która kłamie w tym luksusowym domu?
Uważaj, kogo okłamujesz...

Kłamstwo. Minięcie się z prawdą, która naciągana według własnych potrzeb z czasem przybiera inną postać. Zupełnie jakby była plastycznym materiałem, który kłamca może dowolnie formować, nadawać mu kształt, by tylko zaspokoić swoje pragnienia, by stworzyć ułudę, za którą ukryje się przed światem. Ale prawda ma to do siebie, że nie znika. Ona cierpliwie czeka, gromadząc siły w ciszy, zbierając ślady, których nie da się całkiem zatrzeć. A co, jeśli kłamstwo staje się wspólnym językiem wielu? Czy wtedy, kiedy granice między tym, co fałszywe, a tym, co prawdziwe, zacierają się niepostrzeżenie, prawda nadal ma szanse, by ujrzeć światło dzienne?
Co to była za historia! Elektryzujący thriller, który bardzo sprytnie „pogrywa” z czytelnikiem, kiedy ten niczego nieświadomy, ba – nawet przekonany, że fabuła jest tak niespieszna, więc nic go nie zaskoczy, nagle „obrywa” plot twistem. I nie tylko raz, więc miejcie się na baczności! Autorka stworzyła bowiem opowieść, która od pierwszych stron daje nam do zrozumienia, że coś wisi w powietrzu. I to „coś” staje się siłą napędową, która nakazuje niecierpliwie przewracać kartki, a kiedy dochodzi do pierwszego zwrotu akcji, dopada nas refleksja, jak bardzo myliliśmy się na początku.
Idealne życie. Piękny dom, rodzina jak z okładki, spokój, komfort, którego niejeden zazdrości. Taki obrazek wyłania się z kart powieści. Autorka odmalowuje go z rozmachem, by jeszcze bardziej podkreślić kontrast codzienności dwóch bohaterek. Zupełnie, jakby pochodziły z dwóch różnych światów, a ich znajomość była, przynajmniej dla jednej z nich, losem wygranym na loterii. Szybko jednak przyjdzie jej odkryć, jak gorzkie jest to zwycięstwo… Sophie Stava obnaża w swojej książce obłudę i życie na pokaz. Każe swoim bohaterom zrzucić wszelkie maski, manipulując zarówno nimi, jak i czytelnikiem, który także wsiąka w tę niebezpieczną grę emocji i pragnień. A te stają się fundamentem do uknucia intrygi, jakiej się nie spodziewa…
To powieść, którą nazwałabym thrillerem obyczajowym, bowiem autorka sporo uwagi skupia właśnie na wątkach społecznych, na tym, co kruche i ludzkie: relacjach rodzinnych, emocjach skrywanych pod warstwą codzienności. Wplatając to wszystko w lepką siatkę kłamstw, sprawia jednak, że chęć odkrycia prawdy, a przede wszystkim tego, kto tutaj kłamie, wychodzą na pierwszy plan, a obyczajowe kadry stają się wyłącznie tłem dla kluczowej zagadki. I kiedy na przysłowiowej ostatniej prostej jesteśmy już pewni, że nic nas nie zaskoczy, Stava serwuje kolejną „bombę fabularną”, zostawiając nas z nagle pojawiającą się niepewnością, czy zakończenie na pewno będzie takie, jakie zakładaliśmy. Bo być może, tak jak w życiu, również tutaj prawda nie ma jednej twarzy…?

Podsumowując:
Ta historia jest niczym tocząca się ze wzgórza kula śniegowa. Rozkręca się niespiesznie, przyspieszając w trakcie, by ostatecznie roztrzaskać się w finale. Autorka buduje napięcie, które wprowadza nas w stan niepokoju wywołany rozpisaną misternie, klaustrofobiczną pułapką kłamstw. Co znajduje swój punkt kulminacyjny, kiedy odkrywamy, że prawda gdzieś się zatraciła, a my nie wiemy, czy w ogóle coś w wykreowanym świecie nią jest. Z każdym rozdziałem coraz trudniej bowiem odróżnić, co jest szczere, a co jest tylko dobrze odegranym spektaklem.... Sophie Stava stworzyła opowieść, która nie tylko wciąga i zaskakuje, ale także obnaża smutną codzienność opartą na grze pozorów, pełną samotności, chorych ambicji, udawanych relacji oraz działań podyktowanych zimną precyzją i wyrachowaniem. Polecam!
Komentarze
Prześlij komentarz