"Ogród numer czterdzieści" - Katarzyna Kostołowska [PREMIEROWO] - patronat medialny

 

[...] pchnęła furtkę i odetchnęła z ulgą, o jakiej marzyła i która spływała na nią tylko tutaj. Działka oznaczała spokój. Koiła. Leczyła rany. Napełniała nową nadzieją. Przywracała właściwie proporcje".
W ROD „Morele” budzi się wiosna. Wraz z kolejnym sezonem w ogrodzie pojawiają się nowe wyzwania i nowi ludzie.
 
Janina Skórka, prezeska zarządu ROD, nadal onieśmiela otoczenie nie tylko różową fryzurą, ale też czarnym charakterem. Jest osobą zasadniczą, surową, trudną w obyciu, dlatego na jej widok działkowcy na wszelki wypadek kryją się za altankami.
Klaudiusz Janowski, prywatny przedsiębiorca, chodzący konkret i człowiek czynu, ulega modzie na ogrodnictwo działkowe. Sam tym zdziwiony kupuje działkę w „Morelach”.
Co oprócz niełatwego usposobienia połączy tych dwoje ludzi? Jaką rolę odegra w ich historii pewna roztargniona projektantka ogrodów, a jaką gminny program sterylizacji bezdomnych zwierząt?
Kolejny tom serii o ROD „Morele” to opowieść o różnych rodzajach miłości. O miłości, która daje spełnienie, i o takiej, która spełnić się nie może. A także o tym, że życie bez kotów jest bez sensu.

Tak często oceniamy ludzi po pozorach. Odbieramy ich tak, lub inaczej, obdarzamy sympatią lub wręcz przeciwnie. Z różnych powodów. A to dlatego, że ktoś ma różowe włosy, a to ubiera się dziwnie. Nie jest uśmiechnięty, bywa szorstki w obyciu lub wycofany. I oczywiście naturalne jest, że każdy patrzy na drugą osobę przez pryzmat swoich własnych preferencji, ale rzadko kiedy, poddając ją ocenie, szukamy drugiego dna określonego zachowania. Nie zastanawiamy się w pierwszym odruchu, czy to, iż ta osoba jest oschła, nie niesie za sobą jakiejś smutnej historii? A może czuje się samotna, może ktoś w przeszłości ją zranił, więc stroni od obcych? Dlatego warto pamiętać, że każde zachowanie, które odbieramy jako inne lub dziwne, zazwyczaj ma jakieś głębsze dno.
W nowej powieści Katarzyna Kostołowska ponownie zabiera nas do ROD „Morele”, kreśląc obraz pięknych ogródków, co sprawia, że nawet taki kwiatowo – działkowy ignorant jak ja, zaczyna myśleć, jakby to było fajnie mieć takie miejsce tylko dla siebie. Dostać sadzonki pomidorów od sąsiada, leżeć w cieniu i rozkoszować się ciszą. Ba, nawet dostać reprymendę za nieregulaminowe zachowanie. Wszystko po to, by mieć taką oazę. I taki obraz wyłania się z tej historii. Dla jednych ogródki to forma relaksu, a dla innych… całe życie. Jedyna szansa na to, by uciec od codzienności, która często daleka jest od ideału, by chronić przed światem wciąż niezabliźnione rany…
Jak to u autorki bywa, pod otoczką pozornie błahej opowieści, kryje się drugie dno. Katarzyna Kostołowska pokazuje bowiem, jak często dajemy się poddać opiniom wysnutym na bazie pozorów. Jakie to rodzi uprzedzenia i antypatie wobec osób, których tak naprawdę wcale nie znamy. Kiedy jednak dajemy im się zbliżyć, zaczynamy rozumieć więcej, odnajdujemy w sobie pokłady empatii dla takiej osoby, współczujemy jej, a nawet obdarzamy sympatią. Przecież nigdy nie wiemy od razu, jaką historię życia ma drugi człowiek. Czasami jest ona ukryta na dnie jego serca jak w albumie w zielonej, skórzanej oprawie… I nie zawsze jest gotowy, by otworzyć się przed innymi.
„Ogród numer czterdzieści” to nie tylko sielska, ze względu na działkowe uroki, opowieść, która na myśl przywodzi wczasy pod gruszą, ale także ukłon autorki w kierunku czytelników jej serii „Czterdzieści”. Ten subtelny akcent związany z jedną z bohaterek stanowi miły smaczek, ale także jest powodem do uśmiechu. Zwłaszcza jej dialogi z nieco antypatycznym Klaudiuszem, które mnie osobiście bardzo bawiły. Lubię takie słowne utarczki, subtelne szpileczki wbijane podczas rozmowy, a także to, jak relacja między dwojgiem obcych ludzi, między którymi od początku iskrzyło, niekoniecznie pozytywnie, może ewoluować. A to między innymi za sprawą… kotów. I tak oto w książce autorki te zwierzaki mają swoje wyjątkowe miejsce. Co więcej – wykorzystała ona coś na kształt personifikacji, by ukazać kocie spojrzenie i jego postrzeganie ludzi oraz otaczającego świata. Z jednej strony, ten obraz jest nieco przykry, wszak nie brakuje bezdusznych przedstawicieli naszego gatunku, dla których nie tylko koty, ale zwierzęta w ogóle, to zło, które należy tępić. Ale jest i coś, co rozczula, nawet trochę wzrusza, kiedy okazuje się, że zatwardziała w swych poglądach kotka zaczyna nabierać zaufania do tej istoty chodzącej na dwóch „łapach”.


Podsumowując:

Miłość często przychodzi nieproszona. Zwłaszcza do serc złaknionych tego uczucia. Nie baczy na przeciwności, jakie napotyka na drodze. Chce przynieść ze sobą uśmiech i poczucie, że obok jest ktoś, dzięki komu jesteśmy szczęśliwi. Jednak nie zawsze jest ona możliwa, szczególnie kiedy zderza się z przeszkodami, których nie da się ominąć. Z emocjami i wspomnieniami z przeszłości, na które nie można przymknąć oczu… W nowej powieści Katarzyna Kostołowska kreśli obraz miłości o wielu obliczach, skłaniając czytelnika do refleksji nad tym, czy zawsze można dać się ponieść chwili? To ciepła, pełna subtelnego humoru opowieść, dzięki której poczujecie sielski klimat ogródków działkowych, nawet jeśli momentami zaburzany przez egzekwowanie przepisów ROD „Morele”. Historia, która nie tylko jest wyrazem zachwytu nad pięknem otaczającej nas przyrody, ale także miłości do zwierzaków, które w tej historii odgrywają niebagatelną rolę. Jeśli macie ochotę na życiową powieść, która pod „small talkiem” o warzywniaku i aranżacji ogrodu, kryje wiele mądrości, to polecam Wam ją z całego serducha!

Książkę można zamówić tutaj: KLIK

[materiał sponsorowany przez Wydawnictwo Książnica]

https://www.facebook.com/Wydawnictwo-Ksi%C4%85%C5%BCnica-1712601658770030/

 

 

 

 


 

 

 

Komentarze

instagram

Copyright © NIEnaczytana