"Zielarnia pod starym dębem" - Magdalena Witkiewicz

- Zainteresowanie dzieckiem nie polega na tym, że się neguje jego życiowe wybory".

Nad urokliwą Małą Przytulną, gdzie do tej pory każdy chciałby zamieszkać, porywisty wiatr przywiał czarne chmury. 

Żona piekarza zupełnie niespodziewanie odeszła z tego świata, Jan, uliczny grajek, zachrypł na kilka dni i nawet Roman, największy koci podrywacz w okolicy, najprawdopodobniej zaniemógł, gdyż od pewnego czasu nie pojawił się w pobliżu żaden nowy rudy kociak. Halina, z pozoru sympatyczna, choć niezwykle zasadnicza staruszka, wiąże te przykre zdarzenia z faktem, że w domu pod starym dębem, w którym od lat prowadzono zielarnię, zagościła nowa lokatorka.
Renata stopniowo odkrywa uroki życia na wsi i sekrety przeszłości kompletnie nieznanej sobie kobiety – własnej babci. Pełen wspomnień i mnóstwa życiowych mądrości list pomoże jej zrozumieć to, z czym sobie do tej pory nie potrafiła poradzić. Że korzenie są ważne – zarówno te w przyrodzie, jak i te, z których wywodzi się człowiek – i że bliscy czasem idą inną ścieżką niż ta, którą dla nich wybierzemy.
Czy Renacie uda się przekonać do siebie sceptyczną Halinę? Co oznaczają wieczorne krzyki dochodzące znad strumyka? Jaki związek z tą całą historią mają Tomek, syn właścicielki baru, i niezwykle żarłoczna koza?
Ciepła opowieść o tym, że czasem warto się wsłuchać w siebie i uwierzyć w mądrość natury. Zwolnić i zagłębić się w przeszłości, by zacząć zauważać to, co najważniejsze – że życie jest czasem gorzkie jak piołun lub pikantne jak estragon, ale bywa też słodkie jak lukrecja.

 

Każdy rodzic chce dobrze dla swojego dziecka. Od małego wpaja mu najlepsze wartości, pragnie, aby było szczęśliwe. Patrzy, jak rośnie, zdobywa nowe doświadczenia, aż wreszcie „wylatuje z gniazda”, by zacząć życie na swój rachunek. I choć czekamy na ten moment, jesteśmy dumni, że nasza latorośl się usamodzielniła, to często tak trudno nam odciąć pępowinę, której zerwanie pozostawia w nas pewną pustkę, której nawet podtrzymywana więź nie jest w stanie zapełnić. Dobrze jeśli pozwolimy dziecku żyć tak, jak tego pragnie. Gorzej, kiedy zbyt zapatrzeni w swoją wizję jego przyszłości, zaczynami naciskać lub poprzez swojego potomka realizować niespełnione aspiracje… To w efekcie może doprowadzić do pogorszenia relacji, które można uratować, jeśli w porę spostrzeżemy swój błąd i pozwolimy dziecku popełniać własne.
Mała Przytulna to takie miejsce na literackiej mapie, do którego chce się wracać. Być może zabrzmi to, jak oklepany frazes, ale ja naprawdę lubię tu być. Kiedy zaczynam czytać mam poczucie, że oto znów jestem wśród przyjaciół, którzy, choć wymyśleni, mogliby zostać moimi sąsiadami, bowiem chętnie zakotwiczyłabym tam na dłużej. Nie inaczej było w tym przypadku, kiedy miałam okazję poznać nowych bohaterów. Historia Marii mnie urzekła. Autorka otworzyła drzwi do jej świata, a dzięki pewnemu listowi czytelnik ma okazję zrozumieć jej działania, zobaczyć, jakie wydarzenia wpłynęły na to, że została sama na starość. Zwykły przypadek sprawił, że do jej domu znów zawitali ludzie, którzy towarzyszyli jej na co dzień, stając się najbliższymi osobami.
„Zielarnia pod starym dębem” to opowieść, która pokazuje, jak bardzo łatwo jest zniszczyć rodzinne relacje, kiedy do głosu dochodzi rodzicielskie „ja wiem lepiej”. Kiedy patrzymy na dziecko przez pryzmat naszych oczekiwań, nie dopuszczając do siebie informacji, że może oto ono wcale nie chce podążać drogą, którą mu wyznaczyliśmy; realizować planu na życie, który mamy szczegółowo rozpisany. Nie ma czegoś takiego jak gotowa recepta na szczęście, nawet jeśli sprawdziła się w kilku przypadkach, to w tym jednym może okazać się niechcianą schedą po przodkach. I chociaż rozczarowanie boli, nie powinniśmy pozwalać, aby zaślepiła nas chęć sterowania losami naszych latorośli. Jeśli jednak będziemy tkwić w opozycji, przekonaniu, że nasz potomek robi źle, jeśli nie będziemy go bezwarunkowo wspierać, nawet jeśli noga mu się powinie, to możemy go bezpowrotnie stracić.
Poza życiowymi tematami autorka kolejny raz roztacza przed czytelnikiem uroki Małej Przytulnej. Wcześniej pachnącej perfumami, a teraz mieszanką różnorakich ziół, których lecznicze zastosowanie zdaje się wracać do łask. Bohaterowie zapragną bowiem spróbować zbawiennego wpływu natury, stosując czasami niekonwencjonalne dla nich do tej pory zabiegi, z zaskoczeniem przyjmując fakt, że otworzyć się na nowe, wcale nie jest takie straszne, jak to malują.


Podsumowując: 

„Zielarnia pod starym dębem” to ciepła, pachnąca ziołami opowieść o relacjach na linii dziecko – rodzic. O tolerancji dla odmiennych marzeń, elastyczności, otwartości, której całe życie się uczymy, niezależnie od tego, czy jesteśmy stojącą na rozdrożu dróg pociechą, czy rodzicem, który drży o jej wybory i obawiającym się ich konsekwencji. To historia, w której szczęście ma smak… naleśników z konfiturą malinową, a możliwość obcowania z naturą zdaje się mieć najlepszy wpływ na poprawę nie tylko naszego zdrowia, ale i nastawienia do świata i własnego życia. Otulająca sielskim klimatem, wywołująca przeróżne emocje: od śmiechu, przez nostalgię, aż po łzy wzruszenia opowieść, w której autorka odmalowała piękny pejzaż ludzkich losów, które splatają się w tym wyjątkowym miejscu, jakim jest Mała Przytulna. Polecam.

Książkę można zamówić tutaj: KLIK
 
 [Post sponsorowany przez Wydawnictwa FLOW].

 

 


 

Komentarze

instagram

Copyright © NIEnaczytana