listopada 26, 2017

"KARTKA Z PRZEPIŚNIKA" - Augusta Docher vel Beata Majewska

W to niedzielne przedpołudnie mam dla Was kolejny przepis. Tym razem na kluski śląskie prosto od Ślązaczki Augusta Docher vel Beata Majewska .
Jeśli szukacie idealnego dodatku do waszego dania, to już nie musicie.
Z informacji jakie udało mi się wyszperać w internecie: "Mama, żona, córka i siostra. Plastyczka, księgowa, manicurzystka i pisarka. Ogrodnik, kura domowa i bizneswoman. Polka, Ślązaczka. Tradycjonalistka modyfikowana. Ale przede wszystkim kobieta z krwi i kości." /źródło: lubimyczytać.pl/
Zadebiutowała książką "Eperu". Niedawno ukazała się jej najnowsza książka "Zdążyć z miłością" oraz wznowienie książki "Kryształowe serca".
Pisze pod dwoma pseudonimami. Augusta Docher powstała ku pamięci taty autorki oraz Beata Majewska - wykreowana została na potrzeby serii książek o przygodach Hugo, Łucji i Olgi (m.in. "Konkurs na żonę").
Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej na temat autorki oraz jej książek, to zapraszam Was na je profil na Facebooku: https://www.facebook.com/AugustaDocher/ oraz do grupy fanów: https://www.facebook.com/groups/462792707249415/
 
Beacie dziękuję za udział w cyklu, a Wam polecam jej książki - dzięki ich różnorodności, każdy znajdzie coś dla siebie.

Przepis w wersji kopiuj/wklej:
Otóż, trzeba mieć ziemniaki. Po 4-5 na głowę (jak już gotować, to na całego), mąkę ziemniaczaną i mleko - z lodówki. Gotujemy ziemniaki, odcedzamy wodę, przepuszczamy przez praskę - naturalnie są wściekle gorące, więc trzeba uważać - i taką ziemniaczaną masę układamy w garnku. Wygładzamy, żeby powierzchnia była równa i rysujemy krzyżyk - jak na tabletkach na ból głowy. Następnie wyjmujemy jedną ćwiartkę (nie wyrzucamy, Boże broń, tylko kładziemy na inną ćwiartkę), a w powstałą lukę zasypujemy mąką ziemniaczaną. I teraz zaczyna się zabawa, tylko dla osób odpornych na wysoką temperaturę, bo to trzeba zagnieść. Na szczęście na początku można użyć łyżki lub widelca, a w trakcie dolewamy zimnego mleka. Ile tego mleka? Cóż. Jak to u nas mówią: "ile zabierze" Czyli na oko. Mamy uzyskać fajne ciasto, nie za suche i nie za mokre. Kulamy kluski, jak ktoś jest wybitnie przywiązany do tradycji (kulinarny ortodoks) - robi na środku dziurkę (ja nie robię, bo mam za długie paznokcie). Napełniamy garnek wodą (garnek pokaźny, woda zimna), wsypujemy łyżeczkę soli i łyżkę mąki ziemniaczanej, a gdy nasz super rzadki i niezbyt słony kisielek wrze, wrzucamy kluski - nie wszystkie naraz, tylko po jednej, żeby nie przerwać wrzenia. Zmniejszamy gaz, czasami machniemy łyżką, żeby się nie skleiły. Wyjmujemy, gdy wypłyną i podryfują na wierzchu kilka minut (2-3). Najlepsze z sosem, roladą (koniecznie z wołowiny) i modrą kapustą. Smacznego ps. nigdy nie używam jajek i mąki pszennej, bo wg mnie to profanacja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"Smartfonowe dzieciaki" - Julianna Miner - patronat medialny NIEnaczytana [PREMIEROWO]

Masa dorosłych, wliczając w to rodziców, nadużywa mediów społecznościowych i samych telefonów. Tak jak palenie u rodziców jest wskazówką...

Copyright © 2016 NIEnaczytana , Blogger