"Czas ucieczki" - Sabina Waszut - patronat medialny

 

[...] pomyślała, że podręczniki, z których dzieci będą się kiedyś uczyły o tej wojnie, nie napiszą ani o brutalności byłych więźniów, ani o dobroci niemieckiej kobiety. w podręcznikach, z których uczyła się Ruth, podział był jeden. zawsze jeden. są dobrzy i źli".

Styczeń 1945 roku. Armia Czerwona zbliża się do Kunzendorfu. Dla garstki kobiet i dzieci, które nadal przebywają w Domu Matek ośrodka Lebensborn, nadchodzi czas pełen strachu i trudnych decyzji.

W chaosie ostatnich tygodni wojny nikt nie dba o cywilów. Ruth, Annabelle i Brygid uciekają z setkami innych, byle dalej od łap sowieckich żołnierzy. Gdy docierają do Bad Reinerz w Sudetach, mają nadzieję odetchnąć i bezpiecznie doczekać końca wojny. Jednak kilka miesięcy później młode Niemki muszą się zmierzyć nie tylko z okrutną powojenną rzeczywistością, ale też ze świadomością krzywd wyrządzonych przez ich własny naród.
Czy Ruth uda się wrócić po schowane w Gasthausie Neumannów teczki polskich dzieci porwanych przez Lebensborn? Czy mimo dramatycznych przeżyć dziewczyna zdoła spełnić obietnicę daną ukochanemu?

Czy istnieją granice okrucieństwa? Czy można powstrzymać lawinę zniszczenia, która rozpędzona do granic możliwości, zbiera krwawe żniwo? Za nic ludzkie życie, za nic cierpienie. Ślepa, bezduszna polityka nie oszczędziła nikogo. Nawet dzieci… A czy to nie właśnie dzieci powinny być okryte szczególnym płaszczem bezpieczeństwa? Wojna pokazała jednak, że tak nie jest...
Jak dziś pamiętam emocje, jakie towarzyszyły mi podczas lektury pierwszego tomu serii Sabiny Waszut. Jak bardzo byłam rozdarta… Dlatego z pewną dozą nieśmiałości, ale i zaciekawieniem podeszłam do czytania „Czasu ucieczki”. Wewnętrznie czułam bowiem, że i ona zostawi we mnie trwały ślad. Nie myliłam się…
Mur zaczyna kruszeć. Nie tylko ten będący fundamentem potęgi Niemiec, które czują na plecach oddech porażki, ale także ten utkany z manipulacji, kiedy przedstawiciele narodu zaczynają dostrzegać fałsz wodza, który przestał o nich dbać. A może nigdy nie dbał? Wstrząsającą prawdę, do której dochodzi wielu, autorka zestawia niejako, na zasadzie kontrastu, z odczuciami tych, którzy mimo jawnych dowodów na całe okrucieństwo, jakie wyrządził Hitler i jego wyznawcy, ślepo wierzą w słuszność jego polityki. Bez żadnej refleksji, a nawet próby dostrzeżenia mrocznej strony prowadzonych dotąd działań, nadal mają nadzieję… Sabina Waszut stąpa po cienkim lodzie, próbując bezstronnie ukazać sytuację niemieckich kobiet w 1945 roku. I muszę przyznać, że, mimo iż wzięła w swoje pisarskie ręce delikatną materię, to udało się jej dokonać tego, co w moim odczuciu, chciała uświadomić – że świat, również w tamtym okresie, nie był wyłącznie czarno-biały. Że nie można jednoznacznie ocenić kogoś, w kogo skórze nigdy się nie było...
„Czas ucieczki” to powieść o walce. Bo choć wybrzmiały echa odgłosów z placu boju, to gówna bohaterka - Ruth wciąż toczy wewnętrzną walkę między dawnymi ideałami, a tym, czego dowiedziała się, przebywając z Domu Matek. Rozważania na temat tego, co wydarzyłoby się, gdyby nie wybuchła wojna, jak wyglądałoby jej życie w idealnej bańce bycia żona i matka, kotłują się w jej głowie, tak jak lęk przed wyjawieniem prawdy dotyczącej polskich dzieci. To również opowieść o walce, która zmierza do poznania samego siebie. O próbie odnalezienia się w trudnych okolicznościach i przetrwania mimo „odwrócenia ról”…
Nowa książka Sabiny Waszut to również opowieść o ucieczce. Przed niebezpieczeństwem, a może także… poczuciem winy, które próbowano zagłuszyć, a które dopominało się uwagi, na każdym kroku przypominało o sobie. Widoczne w twarzach cierpiących byłych więźniów Rzeszy, w opowieściach skrzywdzonych, w pełnych nienawiści oczach tych, którzy z ofiar stali się katami. Te winy były niczym kolejne kamienie rzucane na barki tych, które musiały iść nadal przez życie z ciężarem uczynków narodu, którego były przedstawicielkami. Nawet jeśli miały świadomość, iż po obu stronach barykady byli dobrzy i źli ludzie...
Autorka w na wskroś przejmujący sposób kreśli obraz niemieckich kobiet, które musiały przyjąć na siebie wszystko to, co było pokłosiem działań przedstawicieli ich narodu. To, czego doświadczyły z rąk Sowietów, było okrutną karą za nieswoje winy… Gwałt był kolejnym pociskiem wymierzonym za bestialskie uczynki, których dopuścili się Niemcy. Czytając, ciężko nie czuć wewnętrznego rozdarcia. Z jednej strony siła uderzeniowa całego zła hitlerowskiej propagandy, a z drugiej one – kobiety. Pozostawione na pastwę losu i niełaskę ludzi, którzy widzieli w nich tylko… Niemki. Kogoś, kto powinien odpokutować za cierpienie innych. I kiedy o tym czytałam, było mi ich… tak bardzo żal. Nie usprawiedliwiam ślepej wiary w ideologię, którą kultywowały niektóre z opisanych bohaterek, jednak patrzę na nie jak na kobiety. Po prostu... Bez znaczenia, jakiej były narodowości. Gwałcone, potraktowane jak bezwolne lalki, ofiary systemu... Skrajnie różne, bowiem Sabina Waszut portretuje postaci, które wciąż wierzyły w jego sens i te, które dawno przestały... Które zostały wrzucone do jednego worka pogardy, połączone wspólnym strachem i poczuciem beznadziei, która zdawała się wyzierać z zimnych murów, będących świadkami tego, jak zostały potraktowane przez sowieckich żołnierzy.

Podsumowując:

Bardzo przeżyłam tę powieść... Płakałam, śmiałam się przez łzy bezsilności. Byłam wewnętrznie rozdarta, a jednocześnie pełna zrozumienia dla tych wszystkich kobiet. Tych, zaślepionych, tych ocalałych, tych, które nie miały już więcej siły do walki, tych, które chciały żyć, bawić się, ale i tych, które wierzyły, że… trzeba jeść, bo „na troski najlepiej pomaga smalczyk"... Ta historia w pewnym stopniu mnie pokiereszowała i ulepiła na nowo. Emocji, jakie towarzyszyły mi podczas lektury, nie potrafię nawet dokładnie nazwać, doświadczyłam ich bowiem tak wielu... Dla mnie to powieść, która jest niczym tatuaż — pozostawia na duszy trwały, ale jakże ważny ślad. Takie chcę czytać, takie będę polecać! I choć wiem, że mamy dopiero kwiecień, to mimo to mogę z przekonaniem stwierdzić, że „Czas ucieczki” znajdzie się w gronie najlepszych powieści przeczytanych przeze mnie w tym roku! To opowieść o kobietach i dla kobiet. Nie tyle o samej wojnie, ile o życiu ze świadomością, iż nasz świat runął i pozostało nam umrzeć za życia albo urodzić się na nowo... Polecam, polecam, polecam!
 
Książkę można zamówić tutaj: KLIK
 
 
[materiał sponsorowany przez Wydawnictwo Książnica]

Komentarze

instagram

Copyright © NIEnaczytana