maja 07, 2018

"WSZYSTKIE PORY UCZUĆ. LATO" - MAGDALENA MAJCHER [PRZEDPREMIEROWO]

Wstydziła się swoich emocji, uważała, że są niewłaściwe, niemoralne. Była matką, a żadna matka nie ma nawet prawa pomyśleć, że wolałaby, aby jej dziecko nie istniało. Żeby po prostu zniknęło."

Nadeszło upragnione „Lato”. Na to kalendarzowe zawsze czekamy z utęsknieniem. Marzymy o gorących dniach, o smaku lodów i wakacyjnym urlopie. Czy to książkowe lato Magdaleny Majcher również kojarzy się z beztroską?

Joasię poznaliśmy w pierwszym tomie serii "Wszystkie pory uczuć". To przyjaciółka Hani, której życie nie rozpieszczało. Kolejne związki z mężczyznami kończyły się fiaskiem, dlatego kiedy na jej drodze pojawił się Maciek – syn Renaty, nie mogła uwierzyć w to, że w końcu się jej udało. Tych dwoje – kobieta z przeszłością, mężczyzna po przejściach – zaczęło wić sobie wspólne gniazdko. Ich związek doszedł to takiego etapu 'zaawansowania', że zdecydowali się na dziecko. Udało się praktycznie od razu i rozpoczął się prawdziwy „maraton” przygotowań na przyjście Antosia na świat. 
Czy upragnione macierzyństwo będzie dla Joasi „darem niebios”? Czy będzie potrafiła poradzić sobie z lękami oraz frustracją, która towarzyszyła jej podczas ciąży i trwa nadal?
„Wszystkie pory uczuć. Lato” jest tomem, który kończy naszą czytelniczą przygodę z wychowankami i pracownikami domu dziecka. Poznajemy w nim bliżej Joasię, która staje przed nowym wyzwaniem – ma zostać matką. I chociaż zazwyczaj macierzyństwo wiąże się z ogromną radością, to tym razem mamy do czynienia z kobietą, która zmaga się z paraliżującym ją strachem. Kiedy czytałam opisy uczuć Asi, myślałam sobie: jejku, jaka ona jest nawiedzona! Jednak zagłębiając się dalej w lekturę, docierała do mnie przerażająca prawda, że przecież ja, przed pierwsza ciążą, robiłam dokładnie to samo! Czytałam poradniki, kupowałam wszelkie atrybuty przyszłej mamy, wysłuchiwałam rad, którymi atakowały mnie ze wszystkich stron matki, te świeżo upieczone, jak i te bardziej doświadczone. Każdy wiedział lepiej, a we mnie narastała frustracja i strach – czy dam radę?! I tutaj kończą się moje podobieństwa z główną bohaterką. U mnie narodziny syna, chociaż odkupione bólem i utrudnieniami po cesarskim cięciu, wywołały radość, która zdominowała wcześniejsze rozterki oraz zmęczenie. Główna bohaterka „Lata” nie miała tyle szczęścia...

Co mogę powiedzieć? Magdalena Majcher znowu to zrobiła! Napisała kolejną świetną książkę, która porusza trudny i jednocześnie delikatny temat, niejednokrotnie zamiatany pod dywan. Co więcej – wiele kobiet nawet nie wie, że istnieje coś takiego jak depresja poporodowa. Boryka się ze swoimi emocjami, oskarżając się i czując coraz większą frustrację spowodowaną niczym innym jak … macierzyństwem. Nie chcą mówić bliskim o swoich przemyśleniach bojąc się, że nie tylko nie zostaną zrozumiane, ale wręcz potępione. Bo jak można nie kochać swojego dziecka …?

Zanim przejdę do podsumowania, chciałabym dodać, że „Lato” to bardzo dobre ukoronowanie całej serii. Każda z jej części była inna, każda trochę jakby 'scaliła się' z porą roku, która stanowiła dla niej fabularne tło. Jesień i historia Hani - otulała jak ciepły koc, zapraszała, aby usiąść przed kominkiem z kubkiem ciepłej herbaty i dać się ponieść urokowi głównej bohaterki. „Zima” – zachwycała krajobrazem Tatr i mroziła krew w żyłach wątkiem kryminalnym. Potem „Wiosna”, która jak ta kalendarzowa, budziła wszystko do życia, dając nadzieję i szansę, aby w nowym domu Piotrusia rozkwitła miłość. I „Lato”, które spięło historie wszystkich bohaterów 'zgrabną klamrą', pozostawiając ostatecznie w sercu czytelnika ciepło.
Podsumowując:

Do dzisiaj myślałam, że to „Zima” jest moją ulubiona częścią cyklu „Wszystkie pory uczuć”, a jednak nie... To „Lato”. Kończyłam je czytać ze łzami w oczach i to nie tylko z powodu tego, co autorka napisała na mój temat w podziękowaniach. „Lato” to historia o mnie: o kobiecie, o żonie, o matce przede wszystkim. Chociaż sama nie doświadczyłam depresji poporodowej, to Magdalena Majcher oddała w pełni moje wspomnienia sprzed pierwszej ciąży. Bez zbędnego upiększania, nazwała rzeczy po imieniu. Pokazała wszystkie rozterki jakie targają przyszłą mamą, jej przerażenie, zaangażowanie w przygotowania na przyjście dziecka na świat oraz...frustrację i poczucie osamotnienia w nierównej walce z obsesją bycia perfekcyjną matką, w tym nieperfekcyjnym świecie...

PREMIERA - 23 maja 2018 r.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję autorce oraz Wydawnictwu PASCAL. 

https://www.facebook.com/magdalenamajcherautorka/
Recenzje poprzednich tomów serii:


2 komentarze:

  1. Nie znam poprzednich części ale będę musiała to zmienić. Autorka po raz drugi niesamowicie zagrała na moich emocjach.

    Piękna recenzja <3
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam! Każda jest inna, ale każda porusza ważny temat :) Dziękuję :*

      Usuń

WYNIKI KONKURSU - "OCH, ELVIS!"

Pora na ogłoszenie wyników konkursu, w którym do wygrania była książka "Och, Elvis!" Mariki Krajniewskiej. Ponieważ został sp...

Copyright © 2016 NIEnaczytana , Blogger